Kiedy pisarka spotyka bohaterkę swojej powieści

Czy pamiętacie twórczość Krystyny Siesickiej? To jedna z najbardziej znanych autorek powieści dla młodzieży. Wiele jej książek zasłużyło na miano kultowych – „Zapałka na zakręcie”, „Jezioro Osobliwości”, „Beethoven i dżinsy” czy „Czas Abrahama” na pewno do nich należą. Zaczytywała się nimi przede wszystkim młodzież dorastająca w latach 60. i 70., ale i dziś niektórzy sięgają po jej książki – jest w nich coś uniwersalnego.

 

Co ciekawe, pisarstwo Krystyny Siesickiej wyraźnie ewoluowało. Powieści pisane w latach 90. bardzo różniły się od swoich poprzedniczek. Pisarka coraz częściej zwalniała akcję, tworzyła niekonwencjonalne, zagadkowe fabuły, wprowadzała niejasne elementy. Często były to książki w dużej mierze poświęcone pisaniu i procesom twórczym. Jedną z takich pozycji jest „Chwileczkę, Walerio” – ukazała się po raz pierwszy w 1993 roku.

 

Bezimienna narratorka (być może alter ego samej Siesickiej) wyjeżdża na urlop do Zakopanego. Wyrywa się na parę dni z codzienności, aby poświęcić ten czas na tworzenie powieści. Jeszcze niewiele wie o bohaterce, o której chce napisać. Zobaczcie – czy nie jest to znajome?

 

„Ciągle nie miałam imienia dla tej dziewczyny. Powinnam mieć, to ważne. Muszę oswoić się z imieniem dziewczyny, o której mam pisać, polubić je, bo przecież przez jakiś czas będziemy razem prawie bez przerwy. Nawet wtedy, kiedy na chwilę oderwę się od pracy i wybiorę w góry, ona pójdzie ze mną. Przy stole w jadalni usiądzie obok i powie, że nie lubi makaronu. Na Krupówkach kupię lody, bo to ona właśnie zapyta, czy nie mam na nie ochoty. Czasami zostawi mnie na chwilę, może w ogóle nie zjawi się któregoś dnia, wtedy poczuję się samotna, kiedy wróci, nie zapytam, gdzie była, bo wiem, że pytana nie powie. Nie pytana, tak, może zwierzy się czasami. Trudny z niej towarzysz. Paulina? Marta? Justyna? Klaudia?”

 

I nagle pisarka nieoczekiwanie dostrzega swoją bohaterkę obok, na siedzeniu pasażera. Tak poznaje Walerię. Przy okazji zwraca się też do potencjalnej czytelniczki.

 

„Jestem poruszona. To są najbardziej urzekające chwile ze wszystkich, które przynosi pisarzowi wyobraźnia. Nie było Walerii. Jest. Za jakiś czas znowu jej nie będzie. Chyba, że Ty ją wybierzesz i zatrzymasz w sobie, może nie na długo. Na trochę zostaniesz Walerią, sama zaczniesz igrać z wyobraźnią. Może będziesz siedziała obok mnie w samochodzie”.

 

Narratorka i Waleria coraz lepiej się poznają. A jednak ta pierwsza nie panuje nad akcją pisanej/niepisanej powieści. Bohaterka książki jej się wymyka, sprawia niespodzianki. Rzeczywistość ulega swoistym zakrzywieniom – i już nie wiadomo, kto tu istnieje naprawdę, a kto jest tylko fikcyjną postacią.

 

„Coraz bardziej moje myśli wypełniała Waleria i to było normalne. Zawsze nosi się w sobie właśnie pisaną książkę, ale tym razem coś tu działo się inaczej: nie planowałam żadnej Marychy, żadnego Aleksandra. Skąd się zatem wzięli? Najwyraźniej wymyśliła ich Waleria. Czy wymyśliła także i mnie? Kto o kim pisze, ja o niej, czy ona o mnie?”

 

Narratorka-pisarka stwierdza:

 

„Pomyślałam, że odkąd znalazła się w moim samochodzie (…), były z nią same kłopoty. Wszystko miało wyglądać inaczej: wymyśliłam sobie pewną historyjkę i nagle okazało się, że nie mogę jej napisać, bo przeszkadza mi Waleria, wtargnęła we wszystko bez pytania i na dokładkę ściągnęła mi na głowę masę ludzi, o których istnieniu nie miałam pojęcia, których nigdy nie zamierzałam sobie wyobrazić, bo do niczego nie byli mi potrzebni”

 

A jak Wy dogadujecie się ze swoimi bohaterami? Czy macie wrażenie, że są obok? Oni – owoce wyobraźni, pisarskiej miłości, ciekawości i zrozumienia? Czy stali się Wam bliscy, czy wręcz przeciwnie – irytują, choć zarazem nie dają o sobie zapomnieć?

 

A może nadal nie macie odwagi przenieść swoich bohaterów na papier, włożyć ich w świat powieści? Jeśli tak – zapiszcie się na kursy Pasji Pisania:

 

http://www.pasjapisania.pl/harmonogram-kursow.html

 

Dajcie nam poznać swoich bohaterów!

 

Źródło cytatów: Krystyna Siesicka: „Waleria i Aleksander”, Wydawnictwo Akapit Press, Łódź 2009.

 

7 Replies to “Kiedy pisarka spotyka bohaterkę swojej powieści”

  1. Kasia Alias Kinga says: Odpowiedz

    „Niecodzienne przypadki Alias Kingi” opowieść o układach, relacjach. Wydawnictwo Wydajny i spółka, firma jakich wiele, stara się utrzymać na rynku pomimo spadku popytu na książki. Pan Tadeusz, pasjonat, kocha to, co robi.
    W poniedziałek budzi się z myślą: Znowu do pracy!
    Prowadzi wydawnictwo ojcowską ręką.
    Docenia Kingę za wkład w rozszerzanie czytelniczych horyzontów, choć nie rozumie jej absurdalnego humoru.
    Oboje są trybikami w maszynie rynkowej.
    Prawo rynku.
    Nikomu nie przeszkadza, że pamiętniki „Hallo, Co?”, wschodzącej gwiazdki literatury sprzedają się lepiej niż ” Rękopis znaleziony w Saragossie”.
    Kinga z nikim nie walczy, stara się utrzymać sprzedając marzenia. Czasem komuś wepchnie „marchand de sable”, spod lady ze „Sklepu z samobójstwami”.
    – Ludzie nie czytają – wzdycha, przerzucając stromy ” Buszującego w zbożu „, niedzielnego dodatku do ” Piszczącego w trawie”, gazety z nowinkami literackimi.
    Wymyśliłam ją, a może to ona wymyśliła mnie?

    napisałam zanim przeczytałam wpis na Pasji Pisania

    1. Michal_Pawel_Urbaniak says: Odpowiedz

      🙂

  2. Witam, panie Michale,
    Nie mieliśmy przyjemności poznać się osobiście, choć był pan obecny przy moich narodzinach.
    Mam nadzieję, że spotkamy się na styczniowym kursie.
    Wysyła mnie na kurs, gdyź mówi, że na ostatnim dostała zadyszki, tak był intensywny. Praca nad własnym tekstem, ocena prac innych kursantów, opracowywanie lektur dodatkowych.
    Jak dla mnie rewelacja!

    1. Michal_Pawel_Urbaniak says: Odpowiedz

      Ależ miło otrzymywać takie barwne komentarze:)
      Do zobaczenia na kursie!

  3. Spotkanie z moimi bohaterami to jazda po bandzie, bo to przeżycie lekko schizofreniczne. Podejrzewam, że to wynik mojego zamiłowania do narracji pierwszoosobowej. A może lepiej – mam nadzieję? Ale nie napiszę nic, czego nie usłyszę w ich wykonaniu, nie zobaczę lub nie powiem na głos w celu sprawdzenia, jak to brzmi. Niby mam plan, co mają robić, ale… ostatnio jeden nie zgodził się na zrobienie świństwa drugiemu. Zapewne moja podświadomość dała sygnał, że to będzie niewiarygodne, ale zrobiła to w sposób przewrotny – po prostu się zatrzymał, nie powiedział i nie zrobił nic, nie miałam co opisać. Zdarzyło mi się też, ze w trakcie jakiejś sceny, pojawiała się na niej całkiem nowa postać, jak diabełek z pudełka. Nie miało jej być, a jest.
    Jedno, co mnie trzyma w przekonaniu, że jeszcze nie oszalałam, to to, że mnie w ich świecie nie ma. Narrator to jednak wciąż nie ja, chociaż patrzę jego oczami. Mój świat co prawda znika, ale ten wymyślony tylko widzę, nie wchodzę tam. Oni o mnie nie maja pojęcia. Ale jak się dowiedzą o zaczną mówić do mnie, to dobrze nie będzie… 😀

    1. Michal_Pawel_Urbaniak says: Odpowiedz

      Zosiu, bardzo bliskie jest mi to, co napisałaś! A jednak ja ciągle mam wrażenie, że wstępuję w świat moich bohaterów i jestem w samym środku, obserwuję, nawet jeśli oni mnie nie widzą – i nie ja jestem narratorem.

  4. nie wchodzę – w znaczeniu: nie mam z nimi interakcji. Bo, że ląduję pomiędzy nimi, widzę, słyszę, chodzę za nimi – to jak najbardziej.