Panna Bingley i miłość do książek

Czy „Dumę i uprzedzenie” trzeba komuś przedstawiać? To najsłynniejsza i najbardziej lubiana powieść Jane Austen. Trudno się dziwić, że kolejne pokolenia czytelników sięgają po nią z przyjemnością. Bohaterowie Jane Austen kochają książki – ale ta miłość niejedno ma imię…

„Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony”.

Tak rozpoczyna się jedna z najważniejszych pozycji literatury angielskiej i najbardziej lubiana powieść Jane Austen – „Duma i uprzedzenie”. Elegancki styl, błyskotliwy humor, niezapomniane postaci i ich komiczne perypetie miłosne, dobrze naszkicowane (i już nie tak komediowe) tło – to wszystko decyduje o tym, że ta książka od chwili pierwszej publikacji – przeszło dwa wieki temu – cieszy się niesłabnącym powodzeniem.

Podczas którejś z kolejnych powtórek „Dumy i uprzedzenia” zauważyłem ciekawy fragment związany z czytaniem książek.

W poniżej cytowanej scenie występuje dość liczne towarzystwo spędzające miły wieczór w salonie. Na plan pierwszy wysuwa się Karolina Bingley (na zdjęciu – Anna Chancellor, która wcieliła się w tę postać w słynnym serialu z 1995 roku). Próbuje ona usidlić niedostępnego pana Darcy’ego. Wspólna lektura (cokolwiek to w tym przypadku oznacza) wydaje się świetną okazją, aby wznowić próby nawiązania flirtu:

„Kiedy wypili herbatę, pan Hurst przypomniał szwagierce o kartach – na próżno jednak. Młoda dama otrzymała poufną wiadomość, że pan Darcy nie ma ochoty grać, toteż wniosek pana Hursta został odrzucony. Panna Bingley zapewniła szwagra, że nikt nie chce siadać do kart, a ogólne milczenie potwierdziło jej słowa. Nie pozostawało więc panu Hurstowi nic innego jak wyciągnąć się na jednej z kanapek i usnąć. Darcy zabrał się do czytania, panna Bingley również, zaś pani Hurst, której głównym zajęciem było przesuwanie bransoletek i pierścionków na ręku, od czasu do czasu przyłączała się do rozmowy brata z panną Bennet.
Uwagę panny Bingley absorbowała w równym stopniu książka pana Darcy’ego, co własna, toteż młoda dama ustawicznie zadawała mu jakieś pytania lub sprawdzała, na której jest stronie. Nie zdołała jednak wciągnąć go do rozmowy – krótko i niechętnie odpowiadał na jej pytania i czytał dalej. Wreszcie wyczerpał ją wysiłek, z jakim starała się zainteresować go własną książką (wybrała ją tylko dlatego, że był to drugi tom lektury pana Darcy’ego), i szeroko ziewnąwszy, oświadczyła:
– Jak przyjemnie jest spędzać wieczór w podobny sposób. Nie ma jak lektura, to moje święte przekonanie. Książka nigdy człowieka nie męczy. Kiedy będę miała własny dom, nie zaznam spokoju bez wybornej biblioteki.
Nikt na to nie odpowiedział, ziewnęła więc po raz drugi, odrzuciła książkę i potoczyła wzrokiem po pokoju w poszukiwaniu jakiegoś urozmaicenia”.

Nie wiem, jak was, ale mnie ten fragment zawsze tak samo śmieszy. To typowy dowcip Jane Austen. Panna Bingley należy do moich ulubionych postaci z „Dumy i uprzedzenia”.

Swoją drogą, cóż to były za miłe czasy, kiedy jedną z powszechnie praktykowanych rozrywek było wspólne czytanie!

Jaką lekturę wybraliście na ten świąteczny czas? Może to dobry moment, aby wrócić do klasyki?

Źródło cytatów: Jane Austen, „Duma i uprzedzenie”, tłum. Anna Przedpełska-Trzeciakowska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2002.
Źródło grafiki: https://crownhillwriters.wordpress.com

6 Replies to “Panna Bingley i miłość do książek”

  1. Głośne czytanie w czasach Jane Austen, a dzisiaj audiobooki 🙂 A pamiętasz Michale, scenę z „Rozważnej i romantycznej” gdy Marianna zarzuca pułkownikowi zbyt mało żaru przy czytaniu poezji?

    1. Michal_Pawel_Urbaniak says: Odpowiedz

      Hm… Chyba nie czytali głośno, przynajmniej nie w tej scenie:) Oczywiście, pamiętam ten fragment z „Rozważnej i romantycznej”, biedny pułkownik Brandon! „Rozważną i romantyczną” powtórzę sobie w przyszłym roku, pewnie w grudniu – to świetny miesiąc na czytanie Austen:)

  2. Jaką literaturę wybieram w czasie świątecznym? Książkę kucharską! Ale po kolei.

    Gdy świąteczne menu jest już ustalone i zatwierdzone przez radę rodzinną, wszystkie składniki, półprodukty oraz dodatki przytargane do domu, większość potraw gotuje się, stygnie lub w inny sposób nabiera smaku – nagle pada prowokujące pytanie: „A może by tak w tym roku coś innego…?” No dobrze, niech będzie coś innego, tylko co? Rodzina przewraca oczami, wzdycha, wzrusza ramionami – i już wiadomo, że to ja wygrywam konkurs na zorganizowanie (czytaj: wymyślenie, kupienie składników i ugotowanie) dania kryjącego się pod wdzięczną nazwą „coś innego”. I wtedy sięgam po opasłe tomiszcze pt. „Kuchnia polska. Kuchnia Rzeczypospolitej wielu narodów” (autor Maciej Kuroń). To książka niezwykła, bo oprócz swojej podstawowej funkcji, jaką jest dostarczanie przepisów na wszelkie dania na każdą okazję, zabiera czytelnika w podróż po literaturze polskiej, która z kuchnią jest nierozerwalnie związana. Praktycznie na każdej stronie znaleźć można cytat z polskiej prozy, poezji, przywoływane są dawne przepisy itd., język, jakim zapisano te ostatnie, jest naprawdę fascynujący, do tego spora dawka wiedzy na temat tradycji kulinarnych, pochodzenia danych potraw, wpływów kuchni innych narodów – wszystko podane w sposób bardzo aromatyczny i lekkostrawny. A wisienką na torcie są wypowiedzi naszych znanych Polaków na temat tego co w kuchni lubią. Tu muszę zacytować Wisławę Szymborska, która stwierdziła, że „oprócz drutu kolczastego- jada wszystko”. Nie mniej przyznała, że unika starannie (miedzy innymi) wszystkiego co powinno być gorące, a jest letnie oraz wszystkiego, co jest letnie, a powinno być zimne.

    I tak poszukiwania przepisu na „coś innego” zmieniają się w wielogodzinne zaczytywanie się w klasyce literatury polskiej. A moja strucla makowa w piekarniku? Oczywiście przypaliła się w tym czasie – i to bez żadnego przepisu.

    1. Nie wiedziałam, że Maciej Kuroń nie tylko smacznie gotował, ale pisał! Muszę się rozglądnąć za tą książką 😀

    2. Michal_Pawel_Urbaniak says: Odpowiedz

      Beata, nie miałem pojęcia o tej książce – a wygląda bardzo ciekawie!

  3. Kasia Alias Kinga says: Odpowiedz

    Czytam „Kochałam Tyberiusza” Elisabeth Dored. Lubię spokojna narrację, opowiadanie o życiu ludzi sprzed dwóch tysięcy lat. Rozgrywki polityczne, spiski, układy. Kobiety wcale nie były oddalone od polityki, kręcąc wrzeciono uważnie przysłuchiwały się rozmowa. Liwia Druzylla – wcielenie Jamesa Bonda, kobieta bez skrupułów, dążąca do celu po trupach. Dosłownie.

Dodaj komentarz