Debiut Marcjanny Filipińskiej – nie tylko na Orlej Perci!

Marcjanna Filipińska – jedna z kursantek Pasji Pisania – zadebiutowała! Jej tekst o Orlej Perci – który ukazał się na łamach „n.p.m. – Magazynu Turystyki Górskiej” – pierwotnie powstał jako ćwiczenie na jednym z kursów.

Marcjanna Filipińska uczestniczyła w Internetowym Kursie Podstawowym, w kursie Pasja Pisania I, znacznie później wzięła też udział w Kursie Inspiracje. Dobrze pamiętałem prace Marcjanny – w kolejnych tygodniach coraz bardziej się rozwijała, walczyła z napływającymi wątpliwościami, pozwoliła, aby klarowały się pomysły na opowiadania. W tym miesiącu Marcjanna zadebiutowała artykułem – nomen omen – „Mój debiut na Orlej Perci”. Początkowo ten tekst miał formę opowiadania i był realizacją jednego z ćwiczeń na Internetowym Kursie Podstawowym.

Zobaczcie początek artykułu:

Staję w miejscu szerokim na jakieś 30 centymetrów, kurczowo trzymając się klamry. Ogarnia mnie przerażenie. Nie jestem w stanie zrobić ani kroku dalej. W głowie burza mózgu. Jedna myśl goni drugą.

Kolejny wczesny poranek w Kościelisku. Pogoda sprzyja. Pojedyncze obłoki zdobią budzące się niebo. Przyroda wysyła mi zaproszenie, które grzechem byłoby odrzucić. Wstaję, mimo poczucia zarwanej nocy, ubieram się i pakuję prowiant do plecaka. Nie obudziwszy domowników, wychodzę na kolejne spotkanie z górskim szlakiem.

Lubię zachwycić się przyrodą

O wpół do siódmej docieram do Kuźnic, gdzie już gromadzi się dość pokaźny tłum turystów przy schodach do kasy kolejki na Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.). A ja, swoim zwyczajem ruszam na szlak piechotą, obierając trasę przez Boczań. Nie przepadam za tą drogą, szczególnie za jej początkiem. Idę niezręcznie po gładkich kamieniach i dość szybko dopada mnie zmęczenie w nogach, a stopy nawet w dobrym obuwiu ślizgają się po wilgotnej powierzchni skał. Jedyną osłodą drogi na tym etapie jest leśny chłód i zapach przyrody. Uwielbiam wchłaniać woń tatrzańskiego lasu. Działa na mnie kojąco i zarazem orzeźwiająco. Każde piętro roślinne w górach ma swój charakterystyczny zapach, ale ten w reglu dolnym przyprawia mnie niezmiennie o radosny zawrót głowy.

W końcu łapię rytm i idę równym krokiem. I chociaż wydaje mi się, że mam w sobie dość energii, inni turyści mnie wyprzedzają. Z jednej strony trochę się irytuję, gdyż po tylu dniach chodzenia nadal nie jestem w stanie iść szybciej, niż bym chciała. Z drugiej jednak – mam czas na delektowanie się otoczeniem. Będąc już na otwartej przestrzeni Boczania, zwalniam krok, by wypatrywać w trawie kwitnących dziewięćsiłów. O tej porze roku, w sierpniu, zaczynają zdobić zbocza niższych partii gór. W końcu takiego znajduję, i po raz pierwszy widzę go kwitnącego. Urzeczona widokiem delikatnych białych płatków rozchylających się właśnie do porannego słońca, ruszam dalej.

Inne oblicze Murowańca

Pomimo uczucia upływu dużej ilości czasu odkrywam, że do schroniska dotarłam w czasie określonym na mapie. Ów fakt dodaje mi energii i poprawia samopoczucie. Wchodzę do budynku Murowańca i zamawiam zestaw śniadaniowy. Po takiej rozgrzewce o świcie porządny posiłek jest całkowicie zasłużony, w sam raz na uzupełnienie dopiero co spalonych kalorii. Poza tym lepiej się idzie, gdy z żołądka nie dochodzą pomruki głodu.
Siedzę przy ogromnym stole. Po drugiej stronie, kilka krzeseł dalej młody chłopak w milczeniu pochłania swoje śniadanie. Zastanawiam się, jakie może mieć plany na dzisiejszy dzień. W duchu myślę, że przyjemnie byłoby, gdyby szedł tą samą drogą co ja. A już na pewno raźniej.

W schronisku, około dziewiątej rano, jest niewiele osób, toteż panuje zwykły poranny spokój. Przede mną na stole leży teraz taca z dużym talerzem, a na nim: jajecznica, pokrojony w plasterki pomidor, ogórek zielony i rzodkiewka. Warzywa posypano świeżym szczypiorkiem. Do tego trzy małe bułeczki, podpieczone przed podaniem, a cały zestaw zamyka mała, czarna kawa z ekspresu. Chociaż wszystko wygląda smacznie i zachęcająco, z każdym kęsem mam coraz bardziej ściśnięty żołądek. Owszem, śniadanie znika stopniowo z talerza, ale bardziej z powodu racjonalnych pobudek, bo moje myśli cały czas krążą wokół szlaku, na który mam zaraz wyruszyć. Skupienie na chwilę przerywa dźwięk wiadomości w telefonie. Koleżanka krótko życzy mi powodzenia i obiecuje zadzwonić wieczorem. Czuję, jak z każdą minutą wdziera się w mój umysł coraz silniejsza obawa przed wyprawą.

Strach i szacunek

Granaty, trzy szczyty majestatycznie wznoszące się nad Czarnym Stawem Gąsienicowym w towarzystwie Koziego Wierchu, Zawratu i Kościelca. Patrzę na nie, czując strach i zarazem szacunek dla ich potęgi. Orla Perć od zawsze jest najtrudniejszym szlakiem w polskich Tatrach. Dotychczas uszczknęłam go sobie, przechodząc przez przełęcze – Krzyżne (2112 m n.p.m.) i Zawrat (2159 m), które wyznaczają jego początek i koniec. Nigdy do tej pory nie odważyłam się na uzupełnienie tej luki, którą stanowiły poszczególne szczyty.
Całe tabuny ludzi przetoczyły się już przez najeżone ostrymi graniami turnie. Jedni szczęśliwie przeszli do końca, inni zostali zwiezieni przez TOPR w różnej kondycji. Długo nosiłam się z zamiarem przystąpienia do tego grona, które może po powrocie pochwalić się osiągnięciami. Już dziewięć lat przemierzam samotnie tatrzańskie szlaki. Zostało ich niewiele, ale wszystkie te najbardziej wymagające. Nie tylko sprawności fizycznej, ale także mentalnej”.

Cały tekst możecie przeczytać w najnowszym numerze „n.p.m. – Magazynu Turystyki Górskiej”.

Marcjanno, w imieniu całego zespołu Pasji Pisania składam ci najserdeczniejsze gratulacje. Jestem z ciebie dumny. Jestem też pewien, że ten debiut doda ci sił twórczych, przepędzi wszelkie wątpliwości. Niech to będzie kolejny etap wspaniałej pisarskiej drogi!

Źródło tekstu i grafiki: http://npm.pl/artykuly/moj-debiut-na-orlej-perci
Fotografia autorki – archiwum prywatne.

8 Replies to “Debiut Marcjanny Filipińskiej – nie tylko na Orlej Perci!”

  1. Marta Gruszczyńska says: Odpowiedz

    Tekst bardzo wciąga, jest plastyczny, czuję się, jakbym była razem z bohaterką na szlaku, wdychała zapach gór i podziwiała majestatyczne granie. Gratulacje dla Autorki i powodzenia w dalszej twórczości🙂

  2. Gratuluję autorce! Świetny opis i sama od razu wróciłam pamięcią do wspinaczek w Tatrach. Opis brzmi szczególnie w kontekście ostatnich zdarzeń. Marcjanno, unikaj Widma Brockenu, ponoć ściąga pecha. Powodzenia w górach i w pisaniu!

  3. Dziękuję za dobre słowa:-)

  4. Świetnie napisane! Gratuluję

  5. Gratuluję debiutu i pięknie napisanego tekstu. Również kocham przyrodę, a plastyka z jaką ją opisujesz sprawia, że chce się natychmiast wyjść na górski szlak i zatracić się w wiodokach jaki on oferuje.

  6. Dziękuję:-)

  7. To prawda. Czuje się tę wędrówkę. Góry na wyciągnięcie ręki. Gratulacje!

  8. Brawo Marcjanno, pięknie piszesz, aż zatęskniłam za górami 🙂 Gratuluję Ci z całego serducha!

Dodaj komentarz