Być na drugim biegunie – WYNIKI KONKURSU!

Zakończył się już kolejny konkurs na blogu Pasji Pisania. Jak zwykle dopisaliście! Pora ogłosić wyniki! Kto otrzyma „Dwa bieguny” Elizy Orzeszkowej i pozna „dziką”?

Dobiegł końca konkurs na blogu Pasji Pisania. Cieszy nas, że bierzecie udział w tych literackich wyzwaniach. Czytanie waszych tekstów – tak pomysłowych, tak dobrze napisanych – to ogromna przyjemność. W tym konkursie solidnie się rozpisaliście (niektórzy nawet tak bardzo przekroczyli limit, że nie mogliśmy wziąć tych prac pod uwagę przy rozdawaniu nagród). Wybór był trudny.

Dwa bieguny Elizy Orzeszkowej otrzymują (w kolejności napływania prac): Agnieszka, Sosna, Nuria Inez i Marysia.

Ponadto postanowiliśmy wyróżnić prace, których autorkami są: Agata, Beata, Marta, JL oraz Ruda. Osoby wyróżnione otrzymują 15% rabatu na wybrany kurs Pasji Pisania.

Wszystkie prace konkursowe możecie przeczytać tutaj.

Zapoznajcie się z tekstami laureatek:

Agnieszka przedstawiła przejmującą historię o… zobaczcie sami:

„Białe światło: czułem je, nim jeszcze potrafiłem otwierać oczy, huczało w rytmie otaczających serc. Pewnego dnia sklejone powieki sfałdowały się jak maleńkie akordeony, aby zagrać mi bezgłośnie melodię nowego świata. Ból wniknął w oczodoły, przeszył mózg. To była przeznaczona dla mnie nuta. Wysokie C.
Matka osłaniała nas przed światłem połacią miękkiego, wilgotnego futra. Wpijałem się w sutek bezzębnymi dziąsłami i chłonąłem pieśń minionych pokoleń o labiryntach piwnicznych korytarzy.
To wtedy pierwszy raz usłyszałem Zgrzyt. Przeraźliwie głośny, miał w sobie coś nieodwołalnego, wywoływał dreszcz. Usłyszałem, jak oddech matki przyspiesza z chrapliwym świstaniem. Zakryła nas fałdami potężnego brzucha. Nagle wzniosła się do góry, coraz wyżej, wreszcie zniknęła. Nigdy już jej nie zobaczyłem.
Zgrzyt zjawił się jeszcze wielokrotnie, za każdym razem zabierając jedno z nas. Sypialiśmy czujnie, zbici w co noc mniejszą gromadę. Wkrótce zostałem sam, ścigany białymi promieniami. Trwałem tak poza czasem, aż kiedyś Zgrzyt okazał niezwykłą łaskę. Nie wiedziałem, kim jest mój nowy towarzysz, ale z głodu czyjejkolwiek obecności pokochałem go od razu. Był tylko jeden problem: ciasne szklane pudełko, w którym siedział zamknięty bez osłony przed światłem, śmiertelnie przerażony. Biegałem wokół niego w popłochu, trącając łapami złowieszczo gładkie ściany. Wreszcie rozległ się trzask i jedna ze ścian opadła. Był wolny. Oszaleliśmy z radości.
Usłyszałem Zgrzyt.
„Naukowcy z Holenderskiego Instytutu Neurologii jako pierwsi zbadali hipotezę empatii u szczurów.” (nin.nl)”

Sosna zaprezentowała wzruszającą opowieść o winie i odkupieniu:

„Świt pachniał żywicą i świergotał. Słońce rozświetliło diamenty rosy na sosnowych igłach. Wiatr jeszcze spał.
Hanna wyszła na ganek, wdychając nowy dzień. Sięgnęła po kosz i ruszyła na uroczysko.
Klucząc między wykrotami, dotarła do źródła pod świerkiem. Ugasiła pragnienie, oparła się o pień. Chłonęła spokój lasu, od lat będącego jej domem.
Przygarnął ją w kłujące objęcia, kiedy ciężar winy zdławił sens życia.
Spóźniona diagnoza i śmierć chłopca przytłoczyły. Została lekarzem, by ratować życie. Jako ordynator, nie miała prawa do błędu.
Zaszyła się w puszczy, szukając ukojenia. Odkryła siebie.
Zajęła się badaniem ziół i sporządzaniem leczniczych mikstur.
Nie wiadomo, kto pierwszy nazwał ją szeptuchą. Jednemu ulżyła w bólu żołądka, innemu nastawiła złamaną rękę. Rozeszło się po okolicy. Nie brała zapłaty. Z wdzięczności przynosili jej miód, mięso, mleko.
Wracała do chaty z koszem dziurawca. Z dala dostrzegła Wiśniewskich, furmankę i konia.
Chłop gniótł czapkę w dłoniach, żona tuliła synka leżącego na wozie.
– Szeptucho, pomóżcie! – zawołała. – Doktor z miasteczka nie poradził. Antek nieprzytomny.
Sprawdziła puls, źrenice.
– Bolała go głowa?
– Bolała.
– Wymiotował?
– A jakże…
Strach załopotał jej sercem. Wytoczyła nivę z szopy.
– Przenieście dziecko – powiedziała. Jedziemy do Białegostoku.
Usłuchali. Silnik zakaszlał i odpalił.
Włączyła komórkę, złapała zasięg. Zadzwoniła na swój dawny oddział.
– Hania?! – Kolega wysłuchał relacji.
– Identyczne objawy – podsumowała.
– Przyjeżdżajcie natychmiast.
Zdążyli.
– Trafna diagnoza, pani doktor – powiedział ordynator, ściskając dłoń Hanny. – Chłopiec przeżyje.
Wróciła, kiedy przesycony żywicą zmierzch pohukiwał i szeleścił w świetle księżyca. Wiatr ziewał, głaszcząc sosnowe igły. Siadła na ganku z sercem lekkim jak mgła. Pokłoniła się puszczy.
– Dziękuję – wyszeptała.”

A oto praca Nurii Inez. Cudownie opowiedziana historia, chciałoby się słuchać i słuchać tego narratora:

„Wiedźmiła opowiadała nieraz skrzaciątkom takie bajędy, że nawet kochający wszelkie niezwykłości Fryśnik nie wierzył w ani jedno słowo. Kiedy więc bajała o kulistości świata, chichrał się pod nosem i puszczał oko do Łapciusia. Łapciuś natomiast, dreptając na krótkich nóżkach spod Skrzatogrodu do Lusinki, obracał w myślach ten koncept na wszystkie strony. I jak nie popatrzył, tak wychodziła kula.
Nazajutrz po śniadaniu zaszył się w dziupli starego dębu, gdzie go matka znaleźć nie mogła i do roboty zagonić, i rozmyślał. Wiedźmiła powiadała, że świat jest okrągły i gdyby tak iść przed siebie i iść, to by się doszło z powrotem na miejsce, z którego się wyruszyło. Albo można by się, niby robak przez jabłko, przewiercić na drugą stronę. A tam świat jak nasz, tylko odwrotny. Łapciuś oglądał niedojrzałą jeszcze papierówkę i wyobrażał sobie, jak też tam wszystko wygląda. Skrzaty jakoś do góry nogami muszą chodzić. Nie pospadają? Może by sprawdzić i niedowiarkowi Fryśnikowi na nosie zagrać? Tak iść i iść to by pewno na wieczerzę nie wrócił i matka by się piekliła. Ale gdyby codziennie kawałek tunelu wykopać…
Po tygodniu znikania matce z oczu potrzebował sznurkowej drabinki, by wyleźć z dziury. Po dwóch zaś przebił się na wylot.
Druga strona świata była ciemna i mokra. Pachniała ziemią, którą Łapciuś wyczuwał po bokach, gdy szeroko rozłożył ręce. W oddali dostrzegł słabe światło, a zbliżywszy się, skuloną obok lampki postać, mniejszą od niego i szarą. Łapciuś nie wiedział, czyje serce tak głośno bije: jego czy tego skrzata z drugiego bieguna. Do ucieczki rzucili się niby na umówiony znak.
Łapciuś nie pisnął słowa ani Fryśnikowi, ani nawet Wiedźmile. Zaś drabinka w tunelu czekała”.

Z kolei Marysia proponuje mocną historię o napiętnowaniu i wykluczeniu:

„Siedziała samotnie w kuchni i patrzyła na wiklinowy koszyk. Tak. Przyszedł czas, by wrócić do ludzi. Wsiadła do samochodu i pojechała na bazar. Spacerując między straganami, próbowała oswajać świat, ale i tak wśród różnych odmian pomidorów szukała malinowych, bo on bardzo je lubił. Wtedy usłyszała rozmowę.

– Patrz pan, jak zmizerniała.
– Chłop jej się zabił, to nie dziwota.
– Jak się jeździ na złamanie karku… Dobrze, że tego dzieciaka nie zabił.
– W dupie się od dobrobytu poprzewracało.
– Dawca nerek, psia jego mać!

Nie odwróciła się. Zacisnęła dłonie na wiklinowej rączce i zastygła sparaliżowana oskarżeniem. Próbowała powstrzymać łzy. Bezskutecznie. Narastający ból rzeźbił twarz. Krzyk bezsilności pozostał niemy.
On nigdy nie pędził na zabój! Nigdy! To był dramatyczny wypadek. Czyjaś nieuwaga, dziecko wbiegające na jezdnię, hamowanie i to przeklęte drzewo.
Ale ludzie wiedzą lepiej.

– O niej rozmawiacie?
– A o kim? Kogo tu stać na wszystko?
– Nikogo uczciwego.
– Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy!
– Ano sprawiedliwy. Tylko matki szkoda. W komórce biedaczka umarła. Co tu gadać.

Boże, za co to? Za pieniądze?! Tak, mieli je – po latach ciężkiej pracy i wyrzeczeń, inwestowania w ludzi i maszyny, śledzenia rynku, ryzykownych decyzji. A mama? Zmarła nagle na działce na obrzeżach miasta. Zawał. Samotna śmierć. Dochodzenie. Ale poszła tam tylko po to, by nakarmić psa, przygarniętą znajdę. Tak zwyczajnie, tak po prostu.

– A wiecie, że…

Nie słuchała dłużej. Porzuciła koszyk i wybiegła z bazaru. Byle do samochodu. Byle z dala od ludzi. Nie kupi pomidorów. Wróci do domu i znów zarygluje drzwi swojego świata.
„Nie ma dwóch światów, jest jeden”? O nie, księże Janie, bardzo się pomyliłeś.”

Serdecznie gratulujemy laureatom, osobom wyróżnionym, a także wszystkim uczestnikom konkursu. Pamiętajcie, że sam udział w konkursie, próba zmierzenia się z niełatwym tematem jest ogromnym sukcesem! A już we wrześniu zaproponujemy wam kolejne literackie wyzwanie!

Źródło cytatów: http://blog.pasjapisania.pl/2019/08/11/zajrzyj-drugi-biegun-konkurs/

9 Replies to “Być na drugim biegunie – WYNIKI KONKURSU!”

  1. Gratuluję!

  2. Kasia Alias Kinga says: Odpowiedz

    Gratulacje, świetne teksty, brawa dla zwycięzców 😀👏

  3. Znakomite teksty! Gratulacje dla zwycięzców i wyróżnionych!

  4. Kasia Alias Kinga says: Odpowiedz

    Przy ostatniej pracy pomyślałam o filmie „Co się wydarzyło w Madison County”. Jedna z kobiet z miasteczka została odrzucona przez mieszkańców. Zdradziła męża i wszyscy się od niej odwrócili. Wszyscy oprócz Franceski. Nawet w niedoli można spotkać bratnią duszę

  5. Brawa dla zwycięzców!

  6. Chomik buszujący w zbożu says: Odpowiedz

    Gratulacje!

  7. Dziękuję za wyróżnienie, gratuluję wszystkim, którym się chciało( i udało) w ten upalny czas, zagonić szare komórki do roboty.

  8. Dziękuję za wyróżnienie! Gratulacje dla zwycięzców, pozostałych wyróżnionych i wszystkich uczestników! 🙂

  9. Gratuluję i dziękuję! 😊

Dodaj komentarz