I mamy winnych! – ROZWIĄZANIE KONKURSU!

Zakończył się już kolejny konkurs na blogu Pasji Pisania. Kto otrzyma egzemplarze „Winnych” – znakomitej powieści Jarosława Czechowicza?

Kolejny blogowy konkurs za nami. Jak zwykle świetnie się spisaliście. Choć to pora wakacyjna, napłynęło sporo prac. Wybór był jak zwykle niełatwy. Kto otrzyma egzemplarze Winnych ufundowane przez Wydawnictwo Seqoja?

Jarosław Czechowicz wybrał trzy prace. Laureatkami konkursu zostały (w kolejności napływania tekstów): Mei, Dona Tella oraz Marta.

Wszystkie prace konkursowe możecie znaleźć tutaj.

Pora zaprezentować teksty laureatek:

Mei przedstawia dramatyczną historię:

„Majowe popołudnie. Młodzież szkolna wypoczywała na placu zabaw. Antek siedział na huśtawce i obserwował kolegów dokuczających dziewczynom. Uważał, że to dziecinada. Rozejrzał się. Małgosia, chyba z piątej klasy, wyciągała ramiona, żeby z gimnastycznej drabinki dosięgnąć pokrzywione gałęzie bzu. Krzak wyglądał jak fioletowa chmura i oszałamiał zapachem. Sprytna dziewczynka urywała liliowe kiście, kalecząc drzewko bez litości. Antek pomyślał, że też urwie kilka dla mamy. Nagle puchata i pachnąca gałąź spadła na jego kolana. Małgosia z wysokości drabinki obrzuciła go groniastym kwiatostanem. Przytulił do piersi ten dar. Krzyknął, że dostał kwiaty od dziewczyny. Nie uszło to uwagi chłopaków. Zaczęli się śmiać. Małgosia zaczerwieniła się. Nie przyszło jej do dziecięcej głowy, że starsi odczytują to jak wyznanie miłosne. Czuła się upokorzona słowami chłopaka z huśtawki. Jak on mógł! Wstrętny! Zeskoczyła z drabinki i uciekła z placu. Oby już nigdy nie musiała na niego patrzeć! Zgiń! Przepadnij!
Następnego dnia weszła do szkoły z lękiem w sercu. Co jeśli go spotka na korytarzu? Nie zauważyła go jednak nigdzie. Odetchnęła z ulgą. Minął kolejny dzień. Po lekcjach starsza dziewczyna powiedziała w szatni, że Antek nie żyje. Wczoraj wieczorem poszedł do lasu. Znalazł granat. Próbował go rozbroić. Jego szczątki wisiały na pobliskich drzewach. Małgosia nie poszła na pogrzeb. Podobno matka Antka objęła ramionami trumnę łkając, że już go nigdy nie zobaczy.
W listopadzie, wiele lat później, matka Antka zauważyła ze zdumieniem żywą gałąź fioletowego bzu na nagrobku syna. O tej porze roku? Podniosła ją. Zapach wywołał uśmiech i łzy. Przy gałązce była karteczka z jednym słowem: PrzepraszaM”.

Dona Tella w niewielu słowach zamknęła całą świetną opowieść:

„Kobieta w lusterku patrzyła na nią z wyrzutem.
Próbowała ją zlekceważyć i odwróciła się do niej plecami. Przed sobą zobaczyła mężczyznę. Trzymał na rękach dziecko. Oboje wydawali jej się znajomi. Dziecko wyciągnęło do niej ręce. „Mama” – powiedziało na jej widok i uśmiechnęło się. Próbowała dotknąć jego ciałka, ale jej dłonie trafiły w próżnię.
Poczuła ogarniającą ją senność. Zamknęła oczy. Silne szarpnięcie wytrąciło ją z chwilowej drzemki. Wcisnęła hamulec i gwałtownie przekręciła kierownicę. Poczuła silny ból, przenikający każdy skrawek ciała. Usłyszała krzyk dobiegający z tyłu. Zatkała uszy i gwałtownie odwróciła się z powrotem.
Kobieta w lusterku patrzyła na nią z wyrzutem”.

A oto praca Marty – hipnotyzująca, skłaniająca do refleksji:

„Urodziłyśmy się kobietami i cała w tym nasza wina. Siostry niejednej matki. Przez 30 lat zaufanie wrosło w nasze obcowanie naturalnie jak bluszcz. Nasze dzieci biegają pomiędzy drzewami w pajęczynie spojrzeń wszystkich Kobiet; bezpieczne jak na batucie.
Mogę pójść przed siebie nie dbając o głód, nie trwożąc o zimno, a potem zatroszczyć się o nie po wielokroć, bo kiedy one idą, ja jestem spojrzeniem. Okiem sieci.
Niepodszyta niepokojem czujność nie zna lęku, jest czuła.
Miejsce jest to samo, tylko lato inne. No i my, odmienione.
Siadamy na mchu, blisko ziemi. Dostajemy podarki od dzieci: kamyk, rybę wygrzebaną grabiami z dna jeziora, kwiaty w kubku. Wyplątujemy włosy z krzaków jeżyn tak, jak kiedyś swoje. Opatrujemy zadrapania, które zagoiły się na naszych kolanach już dawno temu. Drzewa są cierpliwe. Tak jak wcześniej dla nas, podtrzymują brzeg jeziora dla naszych dzieci.
Zwolnione przez siostrę noc z obowiązków matek, przeciągamy się obudzone. Tworzymy krąg wokół ognia. Skoda, że nie widzą nas teraz ci, których kiedyś będziemy kochać – nie musiałybyśmy ich wtedy uwodzić. Oczy nam błyszczą, włosy płoną.
– Czy zdradzonym kobietom rogi rosną na czole, czy także, dla odwetu, z waginy?
– Jesteśmy kobietami z przeszłością, więc przyszłość wciąż przed nami.
– Skoro jest za twardo żeby skakać, będziemy tańczyć. – Rozmowy milkną, kiedy kucamy w trawie jak boginki z laki.
Namiot chroni nas przed ciemnością. Świt przed wspomnieniami „kiedyś kochałam się w takim świetle”.
Śpimy w ubraniach, pływamy nago.
Niejasno piękne, dziko kobiece. Pełne przedziwnej pierwotnej mocy. Z pasmem mgły jak z welonem w potarganych włosach, dla niepoznaki, zostawiamy na piasku ludzkie ślady”.

Gratulujemy laureatkom, ale także wszystkim uczestnikom. Pamiętajcie, że samo zmierzenie się z niełatwym tematem konkursowym jest sporym osiągnięciem. I szykujcie się na następny konkurs – pod koniec sierpnia!

Źródło cytatów: http://blog.pasjapisania.pl/2020/07/12/kto-tu-jest-winny-konkurs/

3 Replies to “I mamy winnych! – ROZWIĄZANIE KONKURSU!”

  1. Mei,trzymaj tak dalej.Rozwijaj swój talent.

    1. Kwiecie Wiśni, dziękuję za wsparcie! 🙂

  2. Gratuluję laureatom świetnych prac!

Dodaj komentarz