Niezmywalne znamię – ROZWIĄZANIE KONKURSU!

Zakończył się kolejny konkurs – pora ogłosić wyniki! Prac było sporo. Kto zdobył „Znamię”, debiutancką powieść Olgierda Hurki?

Kolejny konkurs na blogu Pasji Pisania dobiegł końca. Tematem konkursowym, słowem przewodnim prac, tym razem było „znamię”. Jak zwykle dopisaliście – przyszło sporo prac, a wybór nie był łatwy.

Olgierd Hurka postanowił nagrodzić trzy teksty. Egzemplarze Znamienia otrzymują (w kolejności napływania prac): Edyta, Daga oraz Cela.

Wszystkie prace konkursowe możecie przeczytać tutaj.

A oto teksty laureatek:

Edyta opisuje jak toksyczne relacje odbijają się w nas samych, a także w z pozoru banalnej codzienności:

„Gdy tylko weszła do domu, znowu to zobaczyła…pospiesznie odłożyła torebkę i nie zdejmując nawet butów podeszła do okna. Znowu ktoś wyglądał przez okno i … nie poprawił firanki. Doprowadzało ją to do szału. Czuła taką wewnętrzną złość na siebie, na kogoś, nawet na firankę. To taka złość, która spala wewnętrznie, że nie masz siły już na nic innego, tylko na złość. Wiedziała, że to jest jak znamię. Jest taka jak Ona. Jak jej Matka. Najważniejsze są firanki. Zawsze śnieżnobiałe, równiutko zawieszone na żabkach, jakby stały na baczność. Gdy tylko ktoś zburzy ten ład, spotka się ze srogim Generałem. Nawet nie wiedziała, kiedy i ona stała się taka. Tylko słyszała, jak echo powtarza w jej głowie: firanki, kto nie poprawił firanki. Tym razem to nie ona jest tym zbrodniarzem. Zapewne to jej Wojtek, nieokrzesany nałogowy palacz. Mieszanka wybuchowa. Piękne, pachnące firanki i miłośnik tytoniu przy oknie. Już czuła swoja złość, gdy tylko oczami wyobraźni widziała dziurę od żaru i ten smród. Smród papierosów, który wchodzi przez nos do mózgu i nie daje zasnąć.
Teraz gdy tylko skończyła 42 lata, coraz częściej w lustrze widzi swoją Matkę. Te same zmarszczki wokół oczu, ten sam nos. Nawet włosy tak samo posiwiały. Stała się taka jak Matka, choć nie chciała. Było to silniejsze od niej jak znamię wypalone rozgrzanym metalem. „Będę inna niż ona” – powtarzała do siebie. Zawsze myślała, że jej życie będzie niezwykłe. Z tych rozmyślań wyrwał ją Wojtek, który właśnie wszedł do pokoju.
– Co tak siedzisz?- zapytał.
– Poczęstuj mnie papierosem – powiedziała.
Zdziwiony podał jej papierosa, zapaliła. Przez chmurę dymu krztusząc się, zdołała tylko wycedzić z siebie:
– Wojtek, jedziemy kupić rolety.”

Daga przedstawia przejmujący portret zagubionej kobiety:

„Co wie o szczęściu?
Pracowała na nie ciężko. Początkowo tkała je z chwil zabarwionych “takinnością”. Ekscytowały ją gorące spojrzenia, pełne pożądania i fascynacji. Tak inne od tych znanych jej dotychczas. Pieściło ją własne zachwycone odbicie, zniekształcone butelkową zielenią jego tęczówek. Tak inne od żałosnej poświaty niknącej w szarości tamtych.
Później przyszły wątki stabilne, wpisane w koło życia. Osnowa nie raz trzeszczała, naciągana do granic wytrzymałości. Ale ona mówiła sobie, że takie jest życie. Była dobrze zaopatrzona w wielopokoleniowe mądrości na każdą okazję. Przodowało “coś za coś”. W trudnych chwilach podnosiła wysoko głowę i rozpoczynała mantrę.
Tylko czasami, wraz z gwałtownie spadającym strumieniem gorącej wody pochłaniającym każdy dźwięk, płynęły po jej twarzy niespełnione marzenia.
O marzeniach też wiedziała sporo.
O tak! Była nad wyraz staranna w ich pielęgnacji. Przypominała baśniowego bibliotekarza, sunącego między regałami w słonecznej poświacie pełnej zawieszonych drobin kurzu. Kolekcjonowała wszystkie niebyłe chwile, które wyhodowała na jednym, jedynym wspomnieniu.
Wspomnieniu pierwszej miłości.
Tej, której los nie pozwolił przetrwać dorosłej próby czasu.
Tej, którą los zesłał za szybko.
Okrutny w swej dobroci, obdarował maleńkim ziarenkiem dwoje zbyt młodych dusz zawieszonych pośrodku wirującego w pędzie świata. Ono rosło i kwitło całą mocą swej pierwszej, szaleńczej siły. A każde z nich chciało zagarnąć jak najwięcej, zachłannie szarpiąc w swoją stronę. Aż pękło…a wątlejące z każdą chwilą resztki oplotły jej serce żalem i wieczną tęsknotą…
A ile wie o miłości?
Że jest jak znamię…”

Cela w niewielu – ale jakże mocnych! – słowach oddała dramat pewnej rodziny:

„– Kim jest twój ojciec? – zapytałam cię, kiedy stawałeś mi się bliski. Zobaczyłam w twoich oczach nagły lęk; poczułam się, jakbym dotknęła bolącego miejsca, było jednak zbyt późno, by wycofać pytanie, tym bardziej że jeszcze przed paroma dniami obiecywaliśmy sobie dozgonną szczerość.
– Był muzykiem, jak ja – odpowiedziałeś po chwili. – Powiesił się – dodałeś, nie patrząc mi w oczy. – Miałem wtedy dziesięć lat.
Nie chciałam pytać „dlaczego?”, żałowałam, że w ogóle wyskoczyłam z tym pytaniem.
– Bardzo mi przykro – powiedziałam tylko. Chciałam zmienić temat, ale wtedy sam zacząłeś mówić. O wrażliwości ojca, o depresji, która doprowadziła go do wydania na siebie wyroku. Słuchałam, patrząc w podłogę. Miałam ochotę przytulić chłopca, którym wtedy byłeś.
Jadąc autobusem na cmentarz, przypominam sobie tę rozmowę. Nasza córeczka ma teraz osiem lat i powoli przyzwyczaja się do pytań o ojca, które zadają jej rówieśnicy.
– Wyjechał – odpowiada zwykle. Prawda nie przechodzi jej przez usta, jest jak rana, boląca przy każdym dotknięciu.
Zamieram z niepokoju, kiedy codziennie zasiada do ćwiczeń przy pianinie. Czuję paraliżujący strach, kiedy w tych nieporadnych dźwiękach odnajduję twoją wrażliwość”.

Serdecznie gratuluję laureatkom, ale także wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie, podjęli twórcze wyzwanie. To wasz sukces! Już niebawem zaproszę was do kolejnego konkursu.

Źródło cytatów: http://blog.pasjapisania.pl/2020/08/30/znamie-niejedno-ma-imie-konkurs/

Dodaj komentarz