Lektura na weekend – Władza Rebeki

On jest zamożnym wdowcem, ona młodziutką, trochę bezwolną, wyzutą z pewności siebie kobietą. Poznają się przypadkiem i z miejsca zakochują. Zaczyna się jak romans, ale „Rebeka” Daphne du Maurier, to nie romans. To kapitalny thriller, który zachwyca od ponad ośmiu dekad.

„Śniło mi się tej nocy, że znowu byłam w Manderley” – to jedno z najbardziej znanych pierwszych zdań w literaturze światowej otwiera Rebekę, bodaj najsłynniejszą powieść angielskiej pisarki Daphne du Maurier. Powieść wspaniałą, czytaną przez kolejne pokolenia czytelników, ekranizowaną (od niedawna w poczet ekranizacji weszła ta z Lily James, Armiem Hammerem i Kristin Scott Thomas). Co sprawia, że Rebeka wciąż pozostaje bestsellerem, weszła już do klasyki literatury?

Narratorką jest bezimienna kobieta, która opowiada o ważnym epizodzie ze swojego życia. Przenosimy się razem z nią do Monte Carlo, gdzie przebywa w charakterze damy do towarzystwa (a raczej kogoś, kto właśnie damą do towarzystwa ma się stać) traktującej ją protekcjonalnie pani van Hopper. Panie poznają zamożnego czterdziestodwuletniego wdowca, Maxima de Wintera. Między nim, a nieśmiałą dziewczyną szybko rodzi się uczucie. Nieoczekiwanie bohaterka – osoba bez majątku, rodziny, koneksji, a także wiary w siebie – otrzymuje intratną propozycję małżeństwa. Kopciuszek ma poślubić księcia. A jednak cała sytuacja od początku ma w sobie coś niepokojącego. Złośliwa, ale jednak przy tym dosyć trzeźwa pani van Hooper wypowiada ponure proroctwo:

„- Nie masz doświadczenia – mówiła – nie znasz jego środowiska. Ledwo potrafisz sklecić dwa zdania na moich herbatkach brydżowych, więc co ty będziesz miała do powiedzenia jego licznym znajomym? Przyjęcia w Manderley były słynne za jej życia. (…) Naturalnie, należy ci życzyć szczęścia. Przyznaję, że on jest przystojny, ale… żal mi ciebie. Moim zdaniem popełniasz wielki błąd. Będziesz kiedyś gorzko żałować tego kroku.”

Nowa żona Maxima de Wintera rzeczywiście nie umie odnaleźć się w roli pani na Manderley. Wielki dom zdaje się ją przytłaczać. Ona sama jest raczej nieśmiała, nie ma siły przebicia, władczości, nie umie funkcjonować w sferze, do której poprzez małżeństwo przynależy. Nawet wobec służby pozostaje pokorna. Poza tym jest jeszcze tytułowa Rebeka – niezwykła pierwsza żona Maxima de Wintera, która utonęła w nie do końca jasnych okolicznościach… Jej cień unosi się w tym domu. Bohaterka nie może uniknąć porównań ze swoją wielką poprzedniczką („jesteś zupełnie inna od Rebeki” – usłyszy), tym bardziej, że zdarza jej się popełniać rozliczne gafy. Bezwolność drugiej pani de Winter, jej uległość wobec innych, wobec posiadłości (w której jej nowa pani nie chce nic zmieniać), nawet wobec swoistego mitu, może irytować, ale jest psychologicznie prawdopodobna. To nie przypadek, że narratorka została pozbawiona własnego imienia…

Jedną z najciekawszych postaci w powieści – i otwartym wrogiem drugiej pani de Winter – jest zarządzająca domem pani Danvers. To pozornie idealna ochmistrzyni, która dba o to, aby w posiadłości jak najmniej się zmieniło. Niemal wielbi swoją dawną chlebodawczynię. Oczywiście, obecną ma za nic – pozwala sobie na manipulacje, nawet ją trochę terroryzuje. To ona zwraca uwagę na to, że Manderley ma swoją panią – i śmierć Rebeki wcale tego nie zmienia:

„- Nie odnosi pani wrażenia, że jej tak dawno już tu nie ma, prawda? Wydaje się, że dopiero co wyszła i wróci wieczorem.
Zmusiłam się do uśmiechu. Nie mogłam wykrztusić ani słowa przez ściśnięte gardło.Obecność jej czuje się zresztą nie tylko w tym pokoju, w innych także. (…) Czuję jej obecność wszędzie, pani również, prawda?
Patrzyła na mnie z ciekawością. Głos ściszyła do szeptu.
– Czasem, gdy idę korytarzem, wydaje mi się, że ona idzie tuż za mną. Chodziła szybkim lekkim krokiem, rozpoznawałam go zawsze. Widywałam ją nieraz wieczorami na krużganku, nad holem, przechyloną przez parapet i przywołującą psy. Wyobrażam sobie od czasu do czasu, że ją tam widzę. Wydaje mi się, że słyszę szelest jej sukni, gdy schodzi na obiad. (…) Czy pani myśli, że ona nas widzi teraz, jak rozmawiamy ze sobą? – spytała powoli. – Czy pani sądzi, że umarli wracają i przyglądają się żywym?
– Nie wiem – powiedziałam. – Nie wiem.
Mój głos zabrzmiał piskliwie, sztucznie. To nie był mój głos.
– Czasem zastanawiam się – szepnęła pani Danvers – czy ona wraca do Manderley i obserwuje panią i pana de Wintera, jak jesteście razem.
Stałyśmy przy drzwiach, wpatrując się w siebie. nie mogłam oderwać od niej wzroku. Jakie czarne, ponure były jej oczy spoglądające z bladej twarzy, złej i pełnej nienawiści”.

Tak, Rebeka może intrygować po dziś dzień. Mamy tu do czynienia po części z inną wersją Dziwnych losów Jane Eyre Charlotte Brontë. Jestem też ciekaw, czy Daphne du Maurier miała okazję czytać książkę Elizabeth von Arnim Vera – niemal dwadzieścia lat starszą niż jej powieść – bo choć to dwie różne historie, podobieństwa są widoczne (o Verze pisałem tutaj). Jednak jest to przede wszystkim thriller odznaczający się wielką klasą – świetnie napisany, trzymający w napięciu, bogaty, pozwalający się różnie interpretować. Last, but not least – du Maurier stworzyła niezwykle wyrazistych bohaterów. Zwłaszcza tytułowa Rebeka – jednocześnie obecna i nieobecna – jest kimś absolutnie fascynującym. Dlaczego zginęła? I kim była? Jedyną panią na Manderley? Bezwzględną femme-fatale? Ofiarą? Kimś niezwyciężonym? Myślę, że kolejni czytelnicy, a także twórcy (bo powstały przynajmniej dwie kontynuacje powieści du Maurier) będą sobie próbować odpowiedzieć na to pytanie. Na marginesie warto zaznaczyć, że dziś na półkach znajdziecie sporo, lepszych i gorszych, podobnie skonstruowanych thrillerów – często z jakąś tajemniczą poprzednią żoną w tle. Przypuszczam, że ich autorzy kiedyś czytali i zachwycili się Rebeką lub którąś z ekranizacji.

Dobrze pamiętam, jak sam zachwyciłem się tą książką jako nastolatek. Czytam ją teraz, niecałe dwie dekady później – i z radością stwierdzam, że jest tak samo dobra, jak ją zapamiętałem. Tak samo niezwykła. Wiem, że będę jeszcze do niej wracał, aby zgłębić tajemnice tego dramatu. No i pozostaję nadal zakochany w tym słynnym pierwszym zdaniu „Śniło mi się tej nocy, że znowu byłam w Manderley”, jak i w ostatnim, którego nie będę tu cytował… Może zechcecie sięgnąć po powieść Daphne du Maurier i je poznać – razem z całą tą historią.

Źródło cytatów: Daphne du Maurier, Rebeka, tłum. Eleonora Romanowicz-Podoska, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2020.
Źródło grafiki: https://variety.com/2020/film/reviews/rebecca-review-1234805533/ i https://www.rottentomatoes.com/m/1017293-rebecca

4 Replies to “Lektura na weekend – Władza Rebeki”

  1. czarna orchidea says: Odpowiedz

    Czytałam Verę i bardzo mi się podobała. Rebeki nie czytałam, ale oglądałam chyba dwie ekranizacje tej książki i obie zrobiły na mnie wrażenie. Jedna ekranizacja była chyba w dwóch częściach. W takim razie czas na zagłębienie się w lekturę 🙂

    1. Michal_Pawel_Urbaniak says: Odpowiedz

      Ja póki co widziałem tylko tę Hitchcocka:)

  2. Najlepszym wojownikiem jest ten, kto zdoła wroga przemienić w najlepszego przyjaciela. P. Coelho.

  3. Nic w życiu nie przychodzi nam łatwo. Nie wystarczy w coś wierzyć; trzeba mieć siłę pokonywać przeszkody i walczyć by wygrać. G. Meir

Dodaj komentarz