Lektura na weekend – Trzy siostry z „Wesela”

Brały udział w weselu, które odbywało się w cieniu skandalu obyczajowego, a później mogły zobaczyć swoje odpowiedniczki – Pannę Młodą, Gospodynię i Marysię – na deskach teatru. Siostry Mikołajczykówny z Bronowic to bohaterki najnowszej imponującej książki Moniki Śliwińskiej.

Jakie jest najsłynniejsze wesele w naszej rodzimej literaturze? Oczywiście, to opisane później przez Stanisława Wyspiańskiego w jego ponadczasowym dramacie. Ślub Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny (na zdj. obok) z Bronowic miał miejsce 20 listopada 1900 roku i odbywał się w cieniu skandalu obyczajowego – oto wielki pan, ceniony pisarz, żeni się z prostą chłopką! To nie może się udać! Plotki szybko się roznoszą. Dla większości to degradacja, skazanie na ostracyzm społeczny, czysta „chłopomania”, nic więcej. Uroczystość przyciągnęła do kościoła Mariackiego tłumy, skupiła lokalną śmietankę towarzyską, od początku stała się niejako własnością publiczną. Zainteresowanie rodziną Rydlów nie wygasło, gdy wesele dobiegło końca. Ponadto nieco ponad pół roku później miała miejsce premiera spektaklu na podstawie Wesela Wyspiańskiego – i kolejny skandal gotowy! Początkowo na afiszach pojawiły się nawet nazwiska tych, którzy stali się inspiracją dla dramatis personae. Sportretowana w dramacie rodzina stwierdzi, że „granice tego, co akceptowalne w imię sztuk, zostały przekroczone”. Wyspiański i Rydel długo trwali w konflikcie. Ta miłosna historia ze wszystkimi jej konsekwencjami zawsze wydawała mi się emocjonująca. A czy zastanawialiście się kiedyś, jak ułożyło się życie małżeństwa Rydlów, gdy ucichła weselna wrzawa? Czy rzeczywiście – jak wieszczyła opinia publiczna – był to związek skazany na niepowodzenie? Możecie się tego dowiedzieć z imponującej książki Moniki Śliwińskiej Panny z „Wesela”.

Od razu zaznaczę – to nie jest książka poświęcona wyłącznie słynnemu weselu (podtytuł Siostry Mikołajczykówny i ich świat mówi sam za siebie i dobrze oddaje zawartość tej książki). Monika Śliwińska pisze o trzech kobietach, połączonych więzami krwi, a zatem mających podobny start życiowy, funkcjonujących w określonych warunkach, wystawionych nierzadko na podobne próby. Jednak to trzy różne historie. Anna Mikołajczykówna w 1890 roku wyszła za mąż za Włodzimierza Tetmajera, wybitnego malarza, później także polityka. To małżeństwo sprawiło, że początkowo Tetmajer został wyrzucony niemal na margines społeczny, a Anna musiała dźwigać to brzemię razem z nim, a także inne kłopoty, których nie oszczędzała im codzienność. Jeszcze długie lata po ślubie ta para stanowiła swoistą ciekawostkę (obcy ludzie z niesmaczną ostentacją zaglądali im w okna). Druga siostra – Maria Mikołajczykówna – była muzą, a zapewne i miłością przedwcześnie zmarłego malarza Ludwika de Laveaux (w Weselu stał się inspiracją dla postaci Widma). Ułożyła sobie życie z innymi mężczyznami, ale i dla niej los nie wyczerpał limitu nieszczęść. Z kolei Jadwiga Mikołajczykówna – Panna Młoda w dramacie Wyspiańskiego – szczerze kochała męża (z wzajemnością), ale chyba nie mogła się czuć dobrze w roli, w której się przezeń znalazła. Ta dobra i prostoduszna kobieta dla niektórych stała się wręcz pośmiewiskiem (jej córka wspomni o krakowskich mieszczkach, które pluły matce pod nogi, wytykały ją palcami nazywały małpą „co Rydla zbałamuciła” czy „dziadówką”). Monika Śliwińska pisze:

„Plotki i domysły towarzyszą temu małżeństwu  od początku. Niewątpliwe znaczenie ma w tym przypadku popularność Lucjana Rydla i status osoby publicznej, którym cieszy się w mieście. Publikuje w prasie, jest obecny na najważniejszych wydarzeniach kulturalnych, prywatnie także jest rozpoznawalny. (…) Jego związek z kobietą tak dalece inną pod względem kulturowym i społecznym jest przedmiotem niekończących się teorii. Doskonale ilustruje tę sytuację słynne zdanie wypowiedziane na wieść o ich ślubie, przypisywane Stanisławowi Tarnowskiemu: »Jaki oni, jednakowo ich interesujący temat znajdować będą w drugiej połowie doby, tego się domyślam, ale o czym oni będą mówili za dnia?«”.

Lucjan Rydel miał sprecyzowane plany, marzenia: „Koniec z wycieraniem fraka po krakowskich salonach. Wiosną będzie siał, latem żął, jesienią zajmie się sadownictwem i pracą zarobkową, zimą będzie pisał. Z Jadwigą przy boku może się stać lepszą wersją siebie.”. Podczas lektury tej biografii można się zastanawiać, czy na pewno przemyślał wszystkie aspekty, czy powinien stawiać przyszłą żonę w takiej niełatwej sytuacji – ale na to ostatnie pytanie można sobie już odpowiedzieć. Na przekór wszystkiemu i wszystkim Lucjan Rydel i Jadwiga Mikołajczykówna stanowili niezwykle zgrane i oddane sobie małżeństwo.

W Pannach z „Wesela”… towarzyszymy siostrom Mikołajczykównom od ich dzieciństwa, aż do ostatnich dni. Opowieść rozpoczyna się w XIX wieku, a kończy w latach pięćdziesiątych następnego stulecia, gdy w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie na kolejnej premierze Wesela spotykają się ostatni uczestnicy autentycznego wesela Rydlów. Trzy siostry już wtedy nie żyją – Maria i Jadwiga umarły jeszcze przed II wojną światową, Anna przeżyła koszmar wojny i prawdziwą tułaczkę, aby ostatecznie znaleźć się w rodzinnych Bronowicach i tam wydać ostatnie tchnienie. Oczywiście w kończącym rozdziale, dowiemy się, co stało się ze wszystkimi bohaterami tej historii. Choć w centrum tej opowieści pozostają trzy siostry, Monika Śliwińska poświęca bardzo dużo miejsca ich najbliższym – mężom, dzieciom, rodzicom, krewnym, przyjaciołom. Stara się nie tylko przybliżyć poszczególnych bohaterów tamtych wydarzeń, ale także ich zrozumieć. Wykonała tytaniczną pracę (jej książka liczy sobie prawie siedemset stron!). Stworzyła tę opowieść w oparciu o archiwalia, materiały prasowe, rozmaitą literaturę, utwory autorstwa omawianych osób czy pamiętniki. Tyle tu informacji, że „mnóstwo” wydaje się słowem rażąco niewłaściwym. Przy tak ogromnym materiale całość pozostaje zdumiewająco spójna, nieprzegadana. Nie ma wrażenia, że niektóre informacje są wciśnięte na siłę tylko dlatego, że autorka znalazła je niejako przy okazji „właściwych” badań.

Wbrew tytułowi ta książka to nie tylko portret trzech sióstr. Powstała właściwie kapitalna saga rodzinna, utrzymana w dobrym stylu. Czyta się to prawie jak powieść. Choć jest to wymagająca lektura, zwyczajnie trudno się oderwać. Warto podkreślić – tu w każdym słowie widać dwieście procent zaangażowania, prawdziwej pasji, fascynacji. W takim ujęciu nietrudno przyjdzie Monice Śliwińskiej zarazić ową fascynacją czytelnika. Osobne brawa należą się Wydawnictwu Literackiemu – Panny z „Wesela”… to pozycja przepięknie wydana, z czytelną czcionką, licznymi fotografiami i reprodukcjami.

A na koniec pozwolę sobie na wtręt autobiograficzny – lubię Wesele Wyspiańskiego z całą towarzyszącą mu obyczajową otoczką, ale nie jest to ten okres w dziejach naszej rodzimej literatury, który pociąga mnie szczególnie. Kiedy w zapowiedziach Wydawnictwa Literackiego zobaczyłem książkę Moniki Śliwińskiej, byłem może nie tyle zainteresowany, co po prostu zaciekawiony. Odezwał się też we mnie polonista. Sięgnąłem po Panny z „Wesela” – siostry Mikołajczykówny i ich świat głównie z zaciekawienia – i nawet przy dobrej woli to jednak trochę mało, aby kupić czytelnika – i podjąłem lekturę nie bez niepewności. Tymczasem okazało się, że to jedna z najlepszych książek, jakie czytałem w tym roku – prawdziwe arcydzieło wśród biografii. Przeczytajcie koniecznie.

Źródło cytatów: Monika Śliwińska, Panny z „Wesela” – siostry Mikołajczykówny i ich świat, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.
Źródło grafiki: https://kapryspaniminionegoczasu.pl/listopadowa-inspiracja-wyspianskiego-czyli-najslynniejsze-wesele-w-historii-juz-nie-tylko-krakowa/, https://infobusko.pl/kalendarium-16-marca-1901-w-krakowskim-teatrze-miejskim-wystawiono-dramat-stanislawa-wyspianskiego-wesele/ i https://film.interia.pl/wiadomosci/news-wesele-wajdy-wirujacy-wyspianski,nId,1808815

2 Replies to “Lektura na weekend – Trzy siostry z „Wesela””

  1. Michale,
    komentarz początkowy błędnie napisałam na Forum kursu.
    Pociąga mnie taka tematyka, czyli losy rodzin na przestrzeni lat czy wieków. Moja babcia też popełniła mezalians….wyszła za chłopa, chociaż sama pochodziła ze starej polskiej szlachty herbowej 🙂 (z takim przerażeniem mówiła o tym Emilia w „Nad Niemnem”). Mam tyle ciekawych historyjek rodzinnych i tak bardzo chciałabym o tym napisać, ale nie wiem czy mam do tego predyspozycje. Z całą pewnością mój warsztat pisarski do tego się nie nadaje. Ale zbieram tyle informacji i dokumentacji ile się tylko da. Może kiedyś.
    Dodam jeszcze , że właśnie zamówiłam proponowaną przez Ciebie książkę.
    Pozdrawiam

    1. Michal_Pawel_Urbaniak says: Odpowiedz

      Iwona, dlaczego nie miałabyś napisać sagi rodzinnej?:) Historie rodzinne to naprawdę świetny materiał.
      Życzę Ci ciekawej lektury!

Dodaj komentarz