Tuż przed Wielkanocą chciałem wam przedstawić książkę o… zmartwychwstaniach. „Upiór” – najnowsza powieść Macieja Siembiedy – to porywająca i wyjątkowo mroczna historia, w której w cieniu żałoby i strachu ktoś rozkręca wielki funeralny biznes. Bardzo niebezpieczny biznes.
Maciej Siembieda, jeden z najbardziej uznanych polskich pisarzy, ostatnio święcił tryumfy napisaną z rozmachem historyczną jednotomową sagą Gołoborze. To była jedna z najważniejszych premier zeszłego roku (moją recenzję znajdziecie w „Lekturze na weekend”). Siembieda po raz kolejny zasłużenie zdobył wielkie uznanie i zachwyt czytelników. Wielu z nich uznało, że to jego najlepsza książka. Taki spektakularny sukces zawiesza wysoko pisarską poprzeczkę. Pora na kolejną powieść – tym razem z lubianego cyklu z Jakubem Kanią – dawnym prokuratorem IPN-u, a obecnie detektywem działu antyfraudowego Towarzystwa Ubezpieczeniowego Hathor.

„Ten interes to żyła złota (…). Pewniak, bo ludzie muszą umierać”.
Upiór zaczyna się rozdziałem usypiającym czujność czytelnika. Oto Jakub Kania przeżywa jeden z zupełnie zwyczajnych dni. Nic nie zapowiada wybicia się z miłej rutyny. Wieczorem, jak co środę, wybiera się na basen. Nagle w wodzie dzieje się coś niedobrego – słabnie. Pomimo podjętej reanimacji bez wątpienia umiera.
Przenosimy się trzydzieści lat wcześniej, do roku 1988 – i, zdawałoby się, do zupełnie innej historii (trzeba zaznaczyć, że okładkowy opis zdradza z niej nieco zbyt dużo). Marek Kopczyński jest inny niż rówieśnicy. Ubiera się na czarno, nosi długie włosy, ogląda horrory, włóczy się po cmentarzach, zafascynowany śmiercią. W oczach lokalnej społeczności mylnie uchodzi za satanistę. Na późniejszym etapie życia studiuje filozofię, zostaje doktorem. Gdy prowadzi gościnnie zajęcia dla studentów filozofii, poznaje Annę. Między nimi praktycznie od razu następuje swoiste porozumienie dusz, stworzenie metafizycznego monolitu. Są stworzeni dla siebie – przy czym Siembieda nie rozpisuje niepotrzebnie tego wątku romansowego. Niewątpliwie Marka i Annę wiele łączy („Śmierć była wtedy ich metafizyczną karmą”). W późniejszych latach tworzą zgrane, kochające się małżeństwo. Pewne fascynacje im nie minęły. W wyniku splotu okoliczności otwierają Dom Pogrzebowy Kopczyńskich, a firma szybko zyskuje sobie zasłużoną renomę. Ich córka Beata wychowuje się w miłości, ale też w cieniu śmierci. Będzie dbać o rodzinną firmę, o to dziedzictwo („Jestem skazana na śmierć. (…) Jak wszyscy Kopczyńscy” – powie). Porzuci medycynę przed ukończeniem studiów i zajmie się dochodową tanatopraktyką (odbudowa ciał zmarłych). Życie przyniesie jej wiele trudnych wyzwań. Jak się okaże, nie będzie to przypadek. Ktoś bardzo wpływowy chce zaszkodzić Domu Pogrzebowemu Kopczyńskich…

Właściwie do połowy Upiór jest powieścią bez Jakuba Kani, ale szybko się o tym zapomina. Historia rodziny Kopczyńskich, naznaczona cieniami, śmiercią, swoistą filozofią przemijania, jest fascynująca. Otacza ją aura niesamowitości, można się pogubić w tym, co jest prawdą, a co wymysłem albo wręcz sprytną kalkulacją. Bo czy Marek Kopczyński naprawdę wierzy w to, że istnieje czwarty wymiar i że można się komunikować ze zmarłymi? A może to coś w rodzaju strategii obronnej? Zresztą to poczucie niesamowitości nie przemija w toku lektury, kiedy w połowie pojawia się śledztwo. A to za sprawą tematyki. Jak pisze Maciej Siembieda w jak zwykle bardzo interesującym posłowiu o swoich inspiracjach: (w jego książkach to smakowita wisienka na wspaniałym torcie):
„Tafefobia, czyli obawa przed pogrzebaniem żywcem, towarzyszy człowiekowi od wieków. Jest lękiem pierwotnym i powszechnym. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto choć raz przelotnie nie pomyślał o tym, że po śmierci może się obudzić w trumnie. Bierze się to z naturalnej ludzkiej skłonności do strachu i namiętności, podsycania makabry, z literatury i filmów grozy”.
Tę grozę, ten lęk tu widać – Maciej Siembieda umiejętnie to pokazuje, nie szczędząc mrocznych ciekawostek wplecionych umiejętnie w fabułę. Jak się okazuje, lęk przed pochowaniem żywcem (jak z opowiadań Edgara Allana Poego) jest również lękiem całkiem współczesnym. Historia zna przypadki osób, które przebudziły się we własnych grobach. To się dzieje również dziś, w XXI wieku i nie są to fikcyjne zdarzenia wymyślone na potrzeby fabuły. W książce m.in. mowa o syndromie Łazarza, tzw. przedsionku śmierci, opuszczonych bieszczadzkich wioskach, seansach spirytystycznych czy reinkarnacji (osobliwa sprawa z Władysławem Stanisławem Reymontem i Tadeuszem Modrzejewskim, samozwańczym kopistą jego dzieł – na górze widzicie go przy pracy. U Siembiedy znajdzie się jego odpowiednik). Reymonta znajdziemy na okładce Upiora i choć on sam nie będzie jednym z bohaterów tej powieści, wątki z nim związane są niezmiernie ciekawe. Wielką rolę odgrywa tu jedno z jego zapomnianych dzieł – powieść Wampir, przez jednych uznana za dość grafomańską, dla innych będąca swoistą biblią.

Śmierć, przebudzenia w grobach, wielkie interesy, mafia – Maciej Siembieda splata to umiejętnie w jedną przekonującą całość. Od książki trudno się oderwać. To nie jest tylko literatura kryminalna, ale rzecz, która mocno otwiera na refleksje, będzie rezonować z czytelnikiem i jego lękami (miałem bardzo dalekie skojarzenia z Cmętarzem zwieżąt Stephena Kinga – niby horror, a wiele przecież mówiący o człowieku, o żałobie). No i świetnie wypadł też Jakub Kania – dążący do prawdy za wszelką cenę. To ciekawa odmiana po tych wszystkich detektywach, pogrążonych w nałogach, nieprzystępnych. Jest szlachetny. Czy z tą swoją filozofią może uchodzić za błędnego rycerza? Być może.
„Kuba potarł podbródek.
– Nie chodzi o pieniądze.
– A o co?
– Jak zwykle o to samo. O prawdę.
– Czy ty jesteś Don Kichotem? (…)
– Nie, nie jestem. Po prostu taką mam pracę.”
Tak, Maciej Siembieda Gołoborzem bardzo wysoko zawiesił sobie poprzeczkę. Cykl z Jakubem Kanią jest nieco lżejszy, ma specyficzną formułę, ale doskonale się sprawdza. Upiór to inteligentna rozrywka, świetna literatura, ciekawa, niebanalna, poprowadzona jak zwykle z ogromnym szacunkiem dla historii i czytelnika.
Źródło cytatów: Maciej Siembieda, Upiór, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026.
Źródło grafiki: https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Modrzejewski
