Bohaterowie cyklu powieściowego Marii Weroniki Józefackiej: Daniel, Agata, Przemek wraz z córkami weszli w „dziwną rodzinną konfigurację”. To niesie ze sobą pewne konsekwencje – czy zawsze negatywne? Powróćcie do „Cieni prawdy”.
Maria Weronika Józefacka – absolwentka kursów Pasji Pisania – debiutowała w maju 2025 roku powieścią Odbicie przeszłości, świetnie przyjętą przez czytelników. Głównymi bohaterami są Daniel i Agata Kurcowie zmagający się z chorobą córki. Kiedy Daniel dopuszcza się zdrady, ma szansę, aby przemyśleć swoje życie. Paradoksalnie dla chorej Julki ta zdradza może okazać się szansą. Czy jednak życie rodzinne nie legnie w gruzach? Jeszcze w tym samym roku ukazała się kontynuacja: Zabliźnione rany. Niedawno premierę miał trzeci tom tego cyklu: Pożółkłe kartki.

„- Ja już sama nie wiem, kim i jaka jestem. – Sięgnęła za siebie do półki z książkami kucharskimi. – Znalazłam swój pamiętnik. Pisałam systematycznie w liceum, potem dużo rzadziej. I wiesz co? nie poznaję tej dziewczyny. – Przerzuciła zapisane strony, jak tasuje się karty.”
Tym razem Maria Weronika Józefacka skupia się przede wszystkim na Agacie – rozwiedzionej, postawionej w trudnym momencie życia („prywatne życie w rozkładzie), ale też żywiącej niejasne nadzieje na lepsze jutro. To na pewno dla Agaty trudny koniec pewnej epoki – jej matka zmarła, a ojciec wyjechał do Hiszpanii. Agata zajmuje się uporządkowaniem gdyńskiego domu przed jego planowaną sprzedażą. Rozmyśla z pewną goryczą:
„Miała na karku czterdziestkę, a jej życiowe osiągnięcia to zakończone klapą małżeństwo i zafundowanie własnej córce karuzeli z dwoma ojcami – biologicznym i prawnym. Tylko w pracy układało się nieźle. Kochała pielęgniarstwo. Od przełożonych i – co najważniejsze – pacjentów na wyciągach i w gipsie dostawała każdego dnia sygnały, że dobrze wybrała zawód”.
Tylko czy miałaby szansę na tak dobry zawodowy rozwój, gdyby nie umożliwienie startu? Czy weszła tu w grę protekcja? Tak twierdzi dawna mentorka Agaty, a zarazem dobra znajoma jej rodziców, już starsza osoba, przechodząca na emeryturę. Pani Krystyna Kozłowska – wymagająca i nieuznająca kompromisów – nauczyła Agatę bardzo wiele. Okazuje się, że to ona załatwiła jej pracę w szpitalu. Teraz oczekuje wdzięczności – wkrótce zostanie oskarżona przez koleżankę Agaty o mobbing. Szuka sojuszników. Agata obiecuje zająć się tą sprawą, a jednak powierzone jej zadanie coraz bardziej ją uwiera („Nie chciała się z tym mierzyć, a jednocześnie wiedziała, że nie przymknie uchylonych drzwi szafy, dopóki nie sprawdzi, jakiego trupa kryją”). Sytuacja nie jest bowiem tak jednoznaczna. Ponadto w jej życiu pojawia się znów Oskar Kawecki, partner taneczny z dawnych lat, w marzeniach dziennikarz, dziś agent nieruchomości. Nie ma przeszkód przed nawiązaniem intymnej zażyłości – jednak czy to jest to, czego Agata teraz pragnie i potrzebuje? Tymczasem Przemek stara się zbudować relację ze swoją biologiczną córką, dla której jeszcze do niedawna był zaledwie wujkiem. To nie podoba się Danielowi – byłemu mężowi Agaty i również ojcu Julki (choć nie ze względu na biologię, ale wychowywanie jej przez lata).

Fabuła Pożółkłych kartek jest bardzo ciekawa. Wątek mobbingu – ciekawie poprowadzony – porywa. Z kolei Danielowi, Przemkowi i Agacie (a może Agacie i Przemkowi, jakkolwiek to rozumieć) chce się kibicować. To ludzie bardzo zwyczajni, swojscy, z wadami i zaletami, popełniający błędy i nie zawsze potrafiący się do nich przyznać, błądzący. Świetnie wypada też wątek romansowy – Maria Weronika Józefacka stara się unikać epatowania szczegółami alkowy, nadmiernego rozbudowania sytuacji romantycznych. Liczą się dla niej przede wszystkim emocje.
Agata jest wyraźnie zagubiona. Niby wolna, a jednak zaplątana w sieć zależności. To dla niej czas rozrachunki z przeszłością i z teraźniejszością – nie tylko za sprawą swoich dawnych pamiętników. Musi rozliczyć się z tym, kim była i kim się stała, jakich wyborów dokonała i dlaczego. Bo Pożółkłe kartki to również powieść o tym, że trzeba się zdobyć na odwagę, aby dojrzeć do samego siebie – wbrew cudzym oczekiwaniom. Na tym tle świetnie wypada wątek z Oskarem. Początkowo obiecujący romans zaczyna uwierać, bo zbyt jest odległy od prawdziwego życia Agaty. Jakby dwa światy – gdyński i warszawski nie mogły się połączyć za sprawą Oskara (a on też raczej bazuje na swoich wyobrażeniach na temat Agaty niż na tym, co prawdziwe):
„Wróciła do domu i nagle nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Jego czułe słowa, namiętne obietnice i zwykłe »dzień dobry« zdały jej się czymś zbędnym. Jak stolik, który kupiło się w promocji, a w domu okazało się, że nie pasuje do komody. Erotyczne podteksty i niedopowiedzenia wciąż wprawiały ją w drżenie, ale tym razem lekko ją to zirytowało. Od ostatniej wspólnej nocy, a właściwie poranka, rozlewało się w niej z wolna, jak płyn wsiąkający w tkaninę, wrażenie rozdźwięku między emocjami a reakcjami ciała”.

A na to wszystko nakładają się nieoczywiste relacje w rodzinie – Danielowi była żona wciąż nie jest obojętna. Przemkowi Agata zawsze była bliska. A między nimi „wspólna” Julka i nieco pominięta przez to wszystko Natalia. Jak to się poukłada? Chce się śledzić losy tej rodziny – i aż szkoda, że ta część skończyła się w takim momencie! Zerknęłoby się z ciekawością do następnego rozdziału. Cóż, przyjdzie trochę poczekać na finałowy tom „Cieni prawdy”.
Z cyklami powieściowymi tak już bywa, że jedne tomy są lepsze, inne słabsze. Tymczasem Pożółkłe kartki trzymają bardzo wysoki poziom poprzedniczek. To bardzo przyzwoita literatura obyczajowa, napisana uczciwie i z szacunkiem (zarówno dla przedstawionej historii, jak i czytelnika), za to bez banalności, wtórności. Maria Weronika Józefacka po raz kolejny udowodniła, jakie ma sprawne pióro. Serdecznie wam polecam cały cykl!
A Pożółkłe kartki będziecie mogli niedługo wygrać w blogowym konkursie.
Źródło cytatów: Maria Weronika Józefacka, Pożółkłe kartki, Wydawnictwo Replika, Poznań 2026.
