Pora rozstrzygnąć konkurs blogowy. Tym razem mogliście wygrać „Gorycz prawdy” – trzecią powieść Małgorzaty Podstawnej, absolwentki naszych kursów. Zobaczcie, kto poprowadzi kolejne śledztwo z komisarz Tamarą Swobodą.
Pora ogłosić wyniki kwietniowego konkursu! Mogliście zdobyć Gorycz prawdy Małgorzaty Podstawnej, drugą część cyklu z komisarz Tamarą Swobodą. Egzemplarze konkursowe ufundowało Wydawnictwo Prozami. Słowem konkursowym była „gorycz”.
Małgorzata Podstawna zdecydowała, że Gorycz prawdy otrzymają (w kolejności nadsyłania prac): Natalia, Maciej oraz Marta.
Wszystkie prace konkursowe przeczytacie tutaj. A oto te zwycięskie:

Natalia napisała taki tekst:
Z drżącym oddechem obserwowałam jej twarz. Krople łez, płynące coraz szybszym strumieniem po trzęsących się policzkach. Moja krew oblepiała jej dłonie, nadaremnie próbujące zatrzymać krwawienie. Jej głuchy krzyk rozrywał moje ciało. Tylko czy ja jeszcze mam ciało? Spojrzałam na swoje ręce, które jak mgła, pozostawiły po sobie strugę gasnącego już światła.
– Co ja zrobiłam?! Mamo…
Lecz mój głos, był już tylko mój. Nie słyszalny po tamtej stronie. Coraz słabszy, bledszy. Znikał z każdą sekundą, tak jak znikały resztki mojej świadomości.
– Mamo, przepraszam…
Ból rozrywał jej serce. Gorycz zalewała wnętrzności, niczym cieknący leniwie miód.
Jak mogłam być taka głupia…
Zaśnięcie było łatwiejsze. Dla mnie.
Czy to moja kara? Czy piekło jednak istnieje?
Z drżącym oddechem obserwowałam jej twarz. Krople łez zlewające się w wodospad bólu i poczucia winy. Moja krew oblepiała jej dłonie, skapując na szarą sukienkę i drewnianą podłogę.
– Mamo, przepraszam. Jest już za późno.
Tylko… Tylko, że za późno dla mnie. Nie dla ciebie.
Ty dopiero zaczniesz. Lecz ty jesteś silniejsza. Zawsze byłaś. Dlatego twój ból, będzie trwał dłużej. O wiele dłużej. Tak długo, aż go pokonasz. Zrobisz to, bo ja nie potrafiłam.
– Przepraszam mamo…
Z drżącym oddechem obserwowałam jej twarz. Znikała, rozmywając się z każdym, powolnym uderzeniem serca. Czy to moje serce?
Obserwowałam jej twarz.
Czy to ja znikam?
A oto praca Macieja:

Drewniana ława odciska piętno na pośladku a treść tabliczki znam na pamięć: „Sala Rozpraw”. Tak, dopadło mnie. Najpierw czekałem z pełnymi gaciami, ale teraz już mi wszystko jedno. Przecież Sąd Ostateczny to jeszcze nie koniec!
Nie wiem nawet jak umarłem. Zawał, może guz, lub spadłem z drabiny. Czy to ważne? To tylko forma.
Patrzę jak żegnają mnie moi bliscy. Nic tylko lament i płacz.
Żona posypała by głowę popiołem, ale skąd wziąć popiół gdy na dachu fotowoltaika? Dzieci narzekają na gówniany spadek a kochanka jęczy, że przez mój zgon, to kino na całą dzielnicę.
No po prostu gorycz…
Tylko farosz jest zadowolony, bo co boskie Bogu, a za pochówek parafii.
Skazani wychodzący z sali rozpraw, mają nietęgie miny. Coś czuję, że sędzia to zwykły s… skrupulant i znów zaczynam się bać, wspominając wszystkie grzechy.
Ze stresu, aż bym zajarał. Oklepuję się szukając fajek, ale nikt nie pomyślał, żeby do trumny choć paczkę włożyć! Tego już za wiele! Już ja im w pierwszej mowie wygarnę!
Podlatuje do mnie chłopak, którego wprowadziło dwóch smutnych aniołków.
– Przekaż Jolce – szepce i wciska mi gryps w dłoń – że „karuzela” czyli dożywocie na dole.
Na odlotne rzucił jeszcze:
– Ciekawe z kim będę pod kotłem garował? – I spłynął ku piekłu.
Dobra, dawać mi tu tego Boga! Już ja Mu nawrzucam, prosto we wszystkie trzy święte twarze. Za wszystko: za życie, za śmierć i za brak fajek! Jak sobie przypomnę mój los, to mi się zmartwychwstania odechciewa!
Sądzi mnie Święta Trójca: Bóg i ławnicy.
Sędzia wychyla się w moim kierunku. Zalewa mnie błogość a spokój otula myśli. Nie mam już żalu, nie czuję goryczy. Chcę tylko trwać w tym stanie na wieki.
I wtedy słyszę potrójny głos:
– Ale to ja mam do ciebie żal.
I praca Marty

Leśną drogą szedł paw. Na tle budzacych się po zimie drzew, odznaczał się barwną plamą. Był wyzwaniem rzuconym burości: lśnił jak skrzydło kruka, połyskiwał jak pancerz żuka gnojowego; mienił się jak malachit. Dreptał, kołysząc się, a imponujących rozmiarów ogon sunął za nim. – Chyba trafiłem do Raju – uśmiechnął się do siebie Feliks.
Lubił pawie, zimorodki i tukany. Kiedy w szkole, na lekcjach religii, rysowali niebo jego było kolorowe od tych „rajskich ptaków” migoczących jak bańki mydlane. – Pewnie zaraz zniknie – pomyślał Feliks.
Kiedy otworzył oczy paw był znacznie bliżej i nic nie wskazywało na to, żeby zamierzał zejść ze ścieżki. – Zaraz się z nim minę – zauważył wędrowiec. Kiedy zrównał się z ptakiem, ten zatrzymał się i przechylił głowę. Wypukłe oko wpatrzyło się w twarz człowieka. – Masz coś dla mnie? – odezwał się paw.
Mężczyzna sięgnał do kieszeni i wyjął kawałek ciasta. Przypomniał sobie podróż metrem i gorycz na widok chłopaka, który niedbale ułożony, siedział obok. Jadł bagietkę podrygując stopą w rytm muzyki. Fragment miąższu upadł tuż przy bucie. Chłopak wysiadł, nic sobie nie robiąc z pozostawionego na podłodze pieczywa.
Feliks nie był głodny. Urodził się w czasie nadmiaru – głód został w brzuchach i wspomnieniach przodków – i właśnie dlatego podniósł chleb. Babcia uczyła go szacunku dla najmniejszego kawałka. Przypomniał sobie jej ogródek i kosmosy na cienkich łodygach, które łaskotały go po twarzy. Odgarnął pióra i wysypał okruchy dla pawia. Ptak zjadł, rozłożył ogon i zza ażurowej kurtyny Feliks zobaczył koniec przedstawienia: fragment wagonu, dym, zerwane kable, swoje ciało. – Więc tak to wygląda – pomyślał, a potem umościł się w puchu.
Serdecznie gratuluję laureatkom i laureatowi, a także wszystkim uczestnikom konkursu. Pamiętajcie, że to zawsze rodzaj zwycięstwa – napisanie opowiadania na zadany temat! Już niebawem zaproszę was do kolejnego konkursu!
Źródło cytatów: https://blog.pasjapisania.pl/2026/04/12/gorycz-prawdy-konkurs/
