Amos i Emerson znają się i przyjaźnią przez większość życia. Razem z żonami i córkami wybierają się na urodzinowy weekend Emersona, nastawiając się na dobrą zabawę. Jednak podczas wyjazdu przytrafi się coś, co na zawsze może zniszczyć tę nierozerwalną, zdawałoby się, relację.
„W niektóre dni ogarniało go intensywne uczucie bliskości, jakby zostali ze sobą połączeni. To szaleństwo, ale zdarzały się momenty, gdy był pewien, że potrafi opisać, co ona w danej sekundzie czuje. Nieważne, że nie wiedział, gdzie ona jest, wiązało ich cos delikatnego i niewidzialnego, pajęcza nić, która ciągnęła się przez miasto, przenosząc drgania ich głęboko skrywanych prawd.”

Wśród przyjaciół Hala Ebbotta to, zdawałoby się, bardzo prosta historia. Oto spotykają się dwie rodziny. Emerson i Clare znali się od zawsze, byli przyjaciółmi. Z kolei przyjaźń Emersona i Amosa datuje się od czasów studiów. Tych troje łączy bardzo silna więź. Minęły dekady. Amos dziś jest mężem Clare, mają szesnastoletnią córkę Annę. Emerson poślubił Retsy i doczekali się córki Sophie. Teraz spotykają się na weekend w domku letniskowym Fordów, aby świętować pięćdziesiąte drugie urodziny Emersona („Właściwa impreza miała się odbyć dopiero w przyszłym tygodniu, coś godnego idei pięćdziesięciu dwóch lat. Przyjaciele i znajomi w pracy odziani w eleganckie spodnie; przy barze ostrygi i marynowane cebulki. Ale to nie miało znaczenia. Urodziny były w niedzielę, wszystko, co warte zapamiętania, wydarzy się właśnie wtedy”). Właściwie przez większość tej wizyty niewiele się dzieje. Więcej tu rozmyślań niż właściwej akcji. Bohaterowie oddają się refleksjom, badają własne emocje względem samych siebie i osób ze swojego otoczenia (a te emocje są rozpięte od miłości do nienawiści), oceniają siebie samych i siebie nawzajem. Trochę manipulują. Próbują się przystosować. Hal Ebbott chodzi za swoimi bohaterami niczym z kamerą, ale przede wszystkim zagląda im w dusze.
A zdecydowanie najważniejsza, najintensywniejsza relacja łączy Amosa i Emersona. Możliwe, że mamy tu do czynienia wręcz z więzią typu „bromance”. Choć tak różnie ukształtowani (pierwszy pełen traum, wywodzący się z wielkiej biedy, drugi wyrastający właściwie wśród przywilejów), pozostają sobie niezbędni. Obecność Amosa „stanowiła jedno z nielicznych stabilnych źródeł radości w życiu” Emersona. Rozmyśla on: „Ile osób przyszło na jego urodziny? Pięćdziesiąt, może sto. Ale co z tego? Wiedział, że oni się nie liczą. Byli jak przedmioty na półkach w jego domu: to Amos był ścianami. Uspokajał go, sprawiał, że wszystko nabierało sensu”. „„Ile osób przyszło na jego urodziny? Pięćdziesiąt, może sto. Ale co z tego? Wiedział, że oni się nie liczą. Byli jak przedmioty na półkach w jego domu: to Amos był ścianami. Uspokajał go, sprawiał, że wszystko nabierało sensu”. Amos też wiele miejsca w swoich refleksjach poświęca temu, co łączy go z najlepszym przyjacielem:

„Emerson traktował świat, jakby to była restauracja: składał zamówienie, jadł i wychodził. To, co działo się poza nim – kwestie obrusów czy polerowania sztućców – nie było nawet cudzym zmartwieniem, w ogóle nie było prawdziwe. Ale czy Amos też go za to nie kochał? Nie zazdrościł mu, lecz zwyczajnie go uwielbiał? Bo być blisko niego to zbliżać się do źródła geniuszu – waluty, pierwotnej siły, którą uznawał świat. Emerson, niezależnie od swoich wad, nigdy nie zostawiał wszystkiego dla siebie: zaprosił Amosa do swojego życia i starał się go w nim zatrzymać.”
Jednak podczas urodzinowego weekendu narasta pewien niepokój, nie zawsze wypowiedziane konflikty w tej grupie, która jest dla siebie jak jedna wielka rodzina (szesnastoletnia Anna powie o Fordach: Anna o Fordach: „Naprawdę byli jak rodzina: nie pamiętała czasu bez nich, bo coś takiego oczywiście nie istniało. Brała ich za pewnik w najlepszym możliwym sensie. Wypełniali jej życie znajomym, kojącym blaskiem”). Dochodzi do zdarzenia, które nie powinno mieć miejsca.
Ktoś – a właściwie dwie osoby – z wyjazdu zabierze mroczną tajemnicę. Ktoś okupi pewne zdarzenie wielkim cierpieniem, niemal załamaniem psychicznym (rozdział napisany z perspektywy tej osoby jest jednym z najbardziej przejmujących we Wśród przyjaciół). Zmienia się też charakter powieści. Konflikt otrzymuje realną nazwę i każdy musi się do niego jakoś ustosunkować. Czy to, co się zdarzyło, przekreśli wiele lat przyjaźni? A przecież „Wszyscy oni, te rodziny, byli ze sobą spleceni, związani czymś, co nie da się tak po prostu rozerwać. To było starsze i większe od nich”. Tylko jak może być normalnie?

Główną siłą Wśród przyjaciół jest właśnie niebanalna, a zarazem mocno życiowa sytuacja konfliktowa. Hal Ebbott do samego końca unika jednoznaczności. Bohaterowie cierpią, tkwią w rozterkach, ale też zakłamują rzeczywistość, manipulują. Bo może wcale nie chcą, aby coś się zmieniło – na przekór okolicznościom? Debiutujący autor nie wszystko wyjaśnia, wiele pozostawia w sferze niedopowiedzeń („Czasami czyny są po prostu czynami. Nie wszystko musi mieć znaczenie symboliczne. Człowiek naprawdę może coś zrobić, nie myśląc o tym, co to ewentualnie o nim świadczy”). Ta historia mogłaby wyjść spod pióra Jodi Picoult, Joanny Trollope, Liane Moriarty czy Emily Giffin, ale przypuszczam, że te autorki wszystko by jakoś uładziły, poukładały, nie byłoby niejasności – a te właśnie czynią Wśród przyjaciół tak wyjątkową. Te niejednoznaczności będą towarzyszyć czytelnikom do samego zakończenia.
To sprawnie napisana rzecz – i byłaby jeszcze lepsza, gdyby autor niekiedy nie przeszarżował ze środkami stylistycznymi. Są tu znakomite metafory czy porównania, ale zdarzają się też nonsesowne. Oto przykłady: „Krajobraz po oby stronach trwał w sennym odrętwieniu po niedawnej burzy. Przesycony, ociężały i zadowolony.” (jak wygląda zadowolony krajobraz?), „Dom czekał na nich jak wyrok czy ostatnia linijka w książce” (te podwójne porównania! Jakby autor nie potrafił się zdecydować). „Uśmiechała się tak wdzięcznie i rozwiąźle, że jej niesamowite nogi nie wydawały się już tak imponujące” (nie rozumiem tej logiki), „Jej krótkie jęki są jak zdarzenia. Spadają jej pod nogi i znikają w odpływie” (jęki jak zdarzenia – naprawdę?). Niemniej pomimo takiego popisywania się autora, warto dać szansę tej historii. Sądzę, że będziecie myśleć o niej długo.

A na zakończenie jeszcze taki cytat:
„Bo miłość do przyjaciół przypomina grawitację – nie wiadomo dlaczego, przyciąga odłamki. Miłość romantyczna odcina od reszty świata, ludzie łączą się w pary i znikają. A przyjaźń jest drabiną: to coś, po czym się wspinasz, to splecione w koszyczek dłonie, dzięki którym możesz zobaczyć, co jest za płotem. Raz czuje to jedna osoba, raz druga. Ale bywają też chwile jak ta, gdy czujecie oboje, gdy każde z was wie, że dotarliście gdzieś, gdzie nigdy nie doszlibyście w pojedynkę”.
Źródło cytatów: Hal Ebbott, Wśród przyjaciół, tłum. Justyna Kwiatkowska, Wydawnictwo Wielka Litera, Warszawa 2026.
