Lektura na weekend – Perfekcyjne panie domu

Joanna Eberhart wraz z rodziną sprowadza się do urokliwego Stepford. Nowe miejsce to nowy rozdział i nowe nadzieje na lepszy los. A jednak w tym małym miasteczku dzieje się coś nieuchwytnie dziwnego…

Ira Levin, amerykański pisarz żydowskiego pochodzenia, był twórcą, który nie wahał się eksperymentów twórczych. Sprawdzał swoje pióro w różnych gatunkach – od thrillerów, przez kryminały aż po science fiction i inne. Największą popularność przyniósł mu fenomenalny horror Dziecko Rosemary (fenomenalnie zresztą zekranizowany przez Romana Polańskiego, w obsadzie miał m.in. Mię Farrow i Ruth Gordon. O tej książce pisałem dawniej w „Lekturze na weekend”). Wydawnictwo Albatros wznawia książki Levina. Po wspomnianym Dziecku Rosemary przyszła pora na Żony ze Stepford.

„- Lubię obserwować kobiety przy drobnych pracach domowych.
– Trafił pan do odpowiedniego miasteczka”.

Wczesne lata 70. Joanna Eberhart zbliża się do czterdziestki. Nie wpisuje się w ówczesny stereotyp „prawdziwej” (cudzysłów wielki i zamierzony) kobiety, która ma się przede wszystkim zajmować domem, mężem i dziećmi. Dba o swoich najbliższych, ale również o siebie. Pielęgnuje swoje pasje. Jest półprofesjonalną fotografką, a jej zdjęcia cieszą się coraz większym uznaniem. Mąż Walter wspiera ją – tworzą zgrany duet. Znamienne, że oboje wspierają Ruch Wyzwolenia Kobiet. Joanna ma nadzieję, że w nowym miejscu sprawy szybko się poukładają, a oni jako rodzina znajdą tu swoje miejsce.  

„Po chwili otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą pojedynczą plamkę gwiazdy na granatowym niebie, trylion kilometrów nad nią.
– Jasna gwiazdeczko, śliczna gwiazdeczko… – wyszeptała i dokończyła rymowankę w myślach.
Wypowiedziała też w głowie życzenie, żeby byli szczęśliwi w Stepford.”

Joanna szybko zawiera nowe przyjaźnie z kobietami, które niedawno się tu sprowadziły – z Bobbie Markowe, z którą chce otworzyć miejscowy oddział Narodowej Organizacji Kobiet oraz nietuzinkową Charmaine Wimperis, miłośniczką tenisa, która rozprawia głównie o horoskopach. Pozostałe mieszkanki Stepford nie są tak chętne do pogłębiania znajomości – wydaje się, że zajmuje je tylko dbanie o dom i swoje rodziny (jedna z bohaterek kwituje: „Tu się dzieje coś naprawdę przedziwnego! Jesteśmy w Miasteczku, w Którym Zatrzymał się Czas!”). Czy to możliwe, aby te kobiety były tak szczęśliwe, jak utrzymują? Główna bohaterka w końcu dochodzi do pewnych wniosków:

„Nagle Joanna uświadomiła sobie, że właśnie o to chodzi. Że tym właśnie są one wszystkie, wszystkie żony ze Stepford były aktorkami z reklam, zadowolone z proszków, past do podłóg, preparatów do czyszczenia, szamponów i dezodorantów. Ładne aktorki z dużym biustem i małym móżdżkiem, grające nieprzekonująco role podmiejskich gospodyń domowych. Zbyt piękne, żeby było prawdziwe.”

Razem z Bobbie rozważają nawet natychmiastową wyprowadzkę z tego dziwnego miejsca – nie chcą stać się podporządkowanymi, idealnymi paniami domu („- Coś tutaj krąży – odezwała się ponownie. – W ziemi, w wodzie, w powietrzu, nie wiem. Coś, co sprawia, że kobiety interesują się tylko prowadzeniem domu i niczym innym”). Jednak zdarzenia toczą się w osobliwym kierunku… Sama Joanna zaczyna się zastanawiać, czy nie zwariowała. Diagnoza psycholożki zdaje się wszystko normować, ale czy jest słuszna?

„To brzmi jak przypuszczenia kobiety, która podobnie jak wiele innych czuje głęboką urazę i podejrzliwość wobec mężczyzn, nie bez powodu zresztą. Kobiety, która czuje się rozdarta między sprzecznymi wymaganiami, być może bardziej niż zdaje sobie sprawę: z jednej strony ma do czynienia ze starymi przyzwyczajeniami i konwencjami, a z drugiej z nowymi konwencjami wyzwolonych kobiet.”

Choć od premiery tej książki minęło już ponad pół wieku, Żony ze Stepford wciąż zdumiewają, wciąż inspirują (na kanwie tej historii powstały nie tylko dwie ekranizacje – w tym jedna z Nicole Kidman i Glenn Close, ale także kolejne filmy oparte o podobny pomysł). Założenie wydaje się idiotyczne, ale w dobie kiedy dyskusja o roli i rzekomych powinnościach żon i matek, o piekle kobiet, rozgorzała na nowo, wcale nie jest to takie nieaktualne. Przerysowany amerykański sen? Okrutna fantazja heteroseksualnych białych mężczyzn? Groteskowy retelling opowieści o Pigmalionie?

Między Żonami ze Stepford a Dzieckiem Rosemary można znaleźć pewne fabularne podobieństwa – bohaterka właściwie pozostaje sama, relacja z mężem jest dyskusyjna, napięcie sukcesywnie wzrasta. Pozornie zwyczajne, codzienne zdarzenia rozmowy niosą ze sobą niedostrzegalne na pierwszy rzut czytelniczego oka konteksty i znaczenia.  Mimo wszystko przy późniejszej powieści Levin korzysta z nieco innych środków pisarskich. Dynamika jest zupełnie inna, zdarzenia rozwijają się szybko – akcja obejmuje właściwie kilka miesięcy – postacie z drugiego planu nie są tak wyraziście zarysowane (ale jest w tym pewien zamysł). W przypadku Dziecka Rosemary niemal do samego końca nie było wiadomo, czy główna bohaterka wariuje, czy rzeczywiście za ścianą dzieje się coś co najmniej niepokojącego. Tutaj dość szybko nie ma wątpliwości, że Joanna ma rację. Całość nabiera wymiaru niemal kafkowskiego. Jednak wiele kwestii pozostaje nierozstrzygniętych. To znaczy, czytelnika pozostawia się tu nie tyle bez rozstrzygnięć co bez wiedzy. I może te luki, te znaki zapytania, które Levin nam rzuca to istny majstersztyk. Ja skończyłem lekturę z uczuciem silnego dyskomfortu.

Wybierzcie się do Stepford – ale uważajcie na siebie! To naprawdę przerażająca historia. A ja czuję, że tam jeszcze wrócę.

Źródło cytatów: Ira Levin, Żony ze Stepford, tłum. Janusz Ochab, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2026.
Źródło grafiki: https://www.teleman.pl/tv/Zony-Ze-Stepford-363976

Dodaj komentarz