Zakończył się już majowy konkurs blogowy. Pora ogłosić wyniki Kto pozna dalsze losy Agaty, Daniela i Przemka, bohaterów cyklu powieściowego Marii Weroniki Józefackiej „Odcienie prawdy”?
Majowy konkurs blogowy już za nami. Mogliście wygrać Pożółkłe kartki, trzecią powieść Marii Weroniki Józefackiej, absolwentki naszych kursów. Słowem konkursowym była „kartka”, a egzemplarze książki ufundowało Wydawnictwo Replika. Napisaliście sporo ciekawych prac. A teraz oddaję głos Marii Weronice Józefackiej:

Serdecznie Wam dziękuję za udział w konkursie. To już trzeci raz i znowu zachwyciła mnie pomysłowość, różnorodność tekstów i przede wszystkim bardzo wysoki poziom Waszego warsztatu. Już za to wielkie brawa – wiem przecież, ile trzeba ćwiczeń, prób, nauki i pokory, by go wypracować.
Wybór laureatów nastręczył mi poważnych trudności, bo wiele tekstów poruszyło we mnie jakąś głęboką strunę, wzruszyło, rozbawiło. Po długim namyśle postanowiłam wyróżnić prace Cezarego, Anny H. i Bartka B, które wzbudziły we mnie najbardziej intensywne emocje i pozostawiły z głęboką refleksją.
Wielkie wrażenie zrobiła na mnie też praca Kasi, ale zgodnie z jej wolą, potraktowałam jej tekst jako „pozakonkursowy”.
Serdecznie gratuluję laureatom i wszystkim uczestnikom i uczestniczkom. Do zobaczenia w wydawniczym świecie, jestem pewna, że to tylko kwestia czasu.
Wszystkie prace przeczytacie tutaj. A oto te nagrodzone/wyróżnione:
Oto, co przesłał Cezary:

Wiadomość o śmierci dziadka szukała mnie blisko miesiąc. Dziwne w czasach internetów i powszechnego dzielenia się życiem ze światem. Zmarł tak, jak żył od śmierci babci — samotnie.
Od sąsiadki dziadka wyszłam ściskając mocno w ręku klucz, jakbym się obawiała, że luzując chwyt stracę i tę wątłą nitkę, ostatnią, jaka jeszcze mnie z nim łączy. Stając przed furtką, tą samą, na której uczył mnie trzymać pędzel, szybko policzyłam ile lat mnie tu nie było. Dwa liceum, pięć polibuda i później dwa szukania zajęcia w polskich stoczniach. Jeszcze rok w Hamburgu, a później wyjazd do Esbjerg i stocznia Magnus, cztery, pięć jachtów rocznie. Razem to blisko siedemnaście lat…
– Bardzo długo, prawda? – powiedziałam bezgłośnie. – Jest jeszcze Franek, jak ty, i w tym roku zaczyna szkołę – dodałam, przekręcając klucz w drzwiach werandy.
Dom dziadka podobno był w stanie, w jakim on go zostawił. Mogło tak być, bo wnętrze werandy wyglądało tak, jak je zapamiętałam. Okrągły trzcinowy stolik i dopasowany do niego fotel stały w rogu najbardziej na prawo, a na lewo — nieduża kanapa, przykryta wzorzystą kapą z frędzlami.
Na stoliku stało otwarte nieduże pudełko po butach. Dla wzmocnienia miało krawędzie oklejone szarą taśmą pakową. Pamiętałam ten dziadkowy magazynek rzeczy ważnych. Obok leżała pokrywka, a na niej wyblakła kartka pocztowa z panoramą Śnieżki z obserwatorium na szczycie. Kartka ode mnie, napisana nieforemnym pismem ośmiolatki:
Kochana Babciu i Kochany dziadku!
Do Zachełmia jechaliśmy 12 godz i było ciemno.
Ja jestem w grupie młodszych dziewczynek i jest nas 14.
Wstajemy o 7,15, a śniadanie mamy o 8.
Później chodzimy na wycieczki.
Mam 2 koleżanki Krysię i Zosię.
Kocham was, Ewa
A oto praca Anny H.:

W Domu Spokojnej Jesieni dni płynęły spokojnie, jeden podobny do drugiego. Śniadanie o ósmej, gimnastyka o dziesiątej, herbata po południu. Wszystko miało swój rytm. Tylko listów prawie nikt już nie dostawał.
Pani Teresa dawno przestała zaglądać do swojej przegródki. Pan Roman wciąż to robił, choć zawsze wracał z pustymi rękoma.
Pewnego dnia na tablicy informacyjnej pojawiła się kartka bez podpisu:
„Jesteś bardzo ważną osobą. Może zbyt rzadko to mówiono, może codzienność zagłuszyła słowa. Ale pamięć została. Wracają wspomnienia Twoich gestów, słów i obecności. Dziękuję. I tęsknię.”
Lili, nowa pielęgniarka, powiesiła list i zrobiła kilka kserokopii , nie wiedząc, do kogo był on skierowany. Ponoć zginęła koperta z adresatem.
Kserokopie rozeszły się w mgnieniu oka.
Pani Teresa ściskała kartkę cały dzień.
– Wiedziałam, że nie zapomniał – szepnęła.
Pan Roman schował list do kieszeni.
– To jego charakter pisma i jego styl… prosto z serca – mruknął.
Nikt nie pytał o autora. Każdy uwierzył, że to do niego.
W kolejnych dniach w domu zrobiło się cieplej. Ludzie częściej siadali razem, rozmawiali, otwierali się.
Wieczorem dyrektorka zapytała Lili:
– To ty napisałaś?
Lili skinęła głową.
-Dziękuję.
Tamtego wieczoru list znów był czytany w ciszy, w niemalże każdym pokoju.
A Lili przeszła korytarzem jak zawsze.
Jakby nic się nie stało.
A jednak stało się wszystko.
A taki tekst zaproponował Bartek B.:

Wtedy
Pustka w mojej głowie, pusta kartka przede mną. Chyba będzie kolejna pała z geografii. A przecież uczyłam się! Największa rzeka Jugosławii, to nie może być trudne! Stolica Jugosławii, to przecież każde dziecko wie! Jak widać, oprócz mnie…
Dziś
Wymykamy się z piwnicy. Ja, Milan i Vesna. Świeże powietrze smakuje lepiej niż lody waniliowe! Słońce pieści moją twarz swymi promieniami. Plac zabaw jest tak blisko! Cóż złego może się wydarzyć! Jesteśmy w niebie!
Pierwszy strzał ciągnie nas w dół. Niebo rozrywa huk, a my wracamy. Znów jesteśmy w Sarajewie. Znów jesteśmy w naszym wspólnym piekle. Słyszę krzyki, ktoś porywa mnie jak szmacianą lalkę i biegnie. Czuję szorstkość munduru, zapach potu. Kolejny strzał, jęk gdzieś blisko, coś spływa mi na twarz, ma metaliczny posmak. Przychodzi bezpieczna ciemność. Mama łzawi i krzyczy.
– Agnieszka, oszalałaś? Nie wolno!
Opuszczam głowę. Wiem, że nie wolno, mamo.
– Zobacz! Zoran jest ranny przez ciebie!
Wtedy
Wzrokiem szukam pomocy, ale wszyscy są skupieni na swoich, pełnych kartkach. Napotykam spojrzenie nauczycielki. Jej piękne oczy kryją w sobie coś złego, czego nie umiem nazwać… A może to tylko moja wyobraźnia, bo nie lubię geografii?
Dziś
Zoran przysiada się obok mnie. Ma bandaż na głowie.
– Nie przejmuj się, mała. Rana szybko się zagoi. A dzięki tej akcji złapaliśmy snajperkę. – łagodnie gładzi mnie po głowie.
– Snajpera? – poprawiam go odruchowo.
– Nie, spójrz, tam ją prowadzą, widzisz? – wskazuje na zamieszanie przy wejściu.
Napotykam jej spojrzenie. Znam to spojrzenie. Znam te piękne oczy. Największa rzeka Jugosławii to Sawa. Stolicą Jugosławii jest Belgrad. Ja zawaliłam egzamin z geografii, moja nauczycielka – z człowieczeństwa.
A oto wyróżniona praca Kasi:

„Nigdy nie będziesz szedł sam” rozbrzmiewa na Anfield. Ściskam ciepłą rączkę synka, ale nie jestem w stanie wyodrębnić jego głosiku z tego chóralnego śpiewu, który przestał być chórem, stał się przysięgą jednego potwora o sześćdziesięciu tysiącach gardeł. Młody poprawia klubowy szalik i podnosi na mnie rozszerzone z ekscytacji oczy. Chciałbym mu to obiecać: zapewnić, że dokądkolwiek nie pójdzie, będę obok, choćby nie wiem co, nie puszczę jego ręki.
– Chcesz na barana? – pytam.
Pewnie, że chce. Waży tak mało, ale ja czuję na ramionach o wiele większy ciężar. A gotów bym był udźwignąć jeszcze więcej, gdyby to znaczyło, że jemu będzie lżej.
Gwizdek na moment ucisza doping. Czekamy, aż sędzia się zdecyduje.
– Nie było faulu! – krzyczy ktoś za nami.
Sędzia buduje napięcie, jak ten iluzjonista na ostatnich urodzinach młodego. Tylko że tamten wyjął z rękawa asa pik, a sędzia, zamiast do rękawa, sięga do kieszonki na piersi a zamiast asa pokazuje czerwoną kartkę. Potwór wydaje głośny jęk a potem zaczyna wyć ze zdwojoną siłą.
Myślę o nieuchronnej przyszłości mojego dziecka. O tych pięknych oczach, rozszerzonych z bólu. O tym chudym ciałku, znikającym powoli. Myślę o czerwonej kartce, którą dostał od niesprawiedliwego sędziego, bez ostrzeżenia. Bez przewinienia.
Chciałbym ci to obiecać, synku. Oddałbym wszystko, żeby pójść tam z tobą, ale kiedy przyjdzie czas, w to jedno miejsce będziesz musiał iść sam.
Mały wierci się na moich ramionach pochyla się, żeby powiedzieć mi coś do ucha, żebym usłyszał, mimo słabości w jego w głosie, mimo tłumiącego jego słowa, zasłaniającego usta jak maska z tlenem, szalika:
– Jeszcze nie przegraliśmy, tatusiu. Walczymy do ostatniego gwizdka, prawda?
Dołączam do gratulacji Marii! Pamiętajcie, że już samo zmierzenie się z tematem konkursowym jest pisarskim sukcesem. Wyglądajcie kolejnego blogowego konkursu!
Źródło cytatów: https://blog.pasjapisania.pl/2026/05/03/pozolkle-kartki-konkurs/

Ojej, ale mi miło ☺️ dziękuję za wyróżnienie! I za pisanie takich wciągających historii! Gratki dla wszystkich laureatów! Fajna lektura was czeka!
Serdecznie dziękuję! Strasznie się cieszę.
Cieszę się, normalnie się cieszę! I dziękuję.
Pięknie dziękuję za wyróżnienie! Muszę też podziękować p. Agnieszce (polskiej przewodniczce po Sarajewie) za inspirację, Emi (żonie) za postawienie ultimatum, przez które musiałem tekst wysłać i Kasi (nie płaczę, to ty płaczesz!) – kolejny raz za danie szansy zwykłym śmiertelnikom. 😉