Lektura na weekend – Kain, Abel i Set

Co się naprawdę stało z biblijnym Ablem? I jak pierwsza rodzina mogła żyć po tej stracie? Jakie konsekwencje poniosła? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć Marcin Oskar Czarnik. Jednak to całkiem współczesna opowieść – choć wyrastająca z Biblii.

Biblia – jedno z najważniejszych dzieł kultury – po dziś dzień bywa prawdziwym źródłem inspiracji dla twórców. Opowieści ze Starego Testamentu i Nowego Testamentu zyskują nowe życie (niekoniecznie mając wiele wspólnego z aspektem religii czy wiary), a dzięki temu również na biblijne postaci możemy spojrzeć od zupełnie innej strony. Jedną z najczęściej przetwarzanych opowieści jest ta o pierwszej zbrodni, o pierwszym morderstwie, czyli historia Kaina i Abla. Wokół postaci Kaina – i jego pojedynku z Bogiem – jedną ze swoich powieści osnuł Jose Saramago (Kain). U Jerzego Andrzejewskiego  w Teraz na ciebie zagłada Kain i Abel zostają kochankami. Bodaj najsłynniejszą literacką realizacją historii pierwszych braci pozostaje Na wschód od Edenu Steinbecka. Również najnowsza książka Marcina Oskara Czarnika Trzy dni, trzy noce opiera się na śmierci – w tym przypadku to właśnie „śmierć”, nie „morderstwo” jest słowem kluczowym – Abla. Nie jest to jednak proste przetworzenie biblijnego pierwowzoru. W tej wersji opowieści Abel już nie żyje – głos dostaje za to Set. W Biblii to kolejny z synów Adama i Ewy, podobny do Adama, zrodzony w pewnym sensie jako zastępca zamordowanego Abla. A jak jest w powieści Marcina Oskara Czarnika?

„Jestem Set. Mój brat Abel umarł, zanim się urodziłem. Różnie się opowiada o śmierci mojego brata Abla i o naszej rodzinie”

Początkowo może być trudno odnaleźć się w zaprezentowanej historii, osadzić się w niej. Pierwsze strony prezentują się jako zbiór wywodów na temat dziejów pierwszych rodziców i ich dzieci. To wywody podane na wdechu, do tego niemal w obłąkańczym tonie. Mało tego wkrótce się okaże, że nie jesteśmy w świecie biblijnym, a całkiem współczesnym – gdy Set wspomina jak jako siedmioletni chłopiec poszedł ze swoją grupą przedszkolną na cmentarz, żeby posprzątać groby – w tym grób tragicznie zmarłego Abla. Rozmaite wersje opowieści o Secie (czerpane m.in. z różnych tradycji, aczkolwiek głównie przedstawiające go jako kogoś rozbuchanego seksualnie, potężnego, nieokiełznanego) będą powracać w tym monologu. Jak tłumaczy narrator:

„Opowieść o moim bracie Ablu i o naszej rodzinie przeinaczyłem ja, ja pierwszy zmyśliłem te wszystkie cuda, a inni powtarzali je po mnie. Zrobiłem to ze wstydu, tak, tak, było mi wstyd za tę głupią śmierć Abla i myślałem, o kurwa, oto początki naszego rodu, no nieźle, i dlatego wymyśliłem te niestworzone historie o Kainie, być może spłodzonym przez diabła, gdy usłyszałem po raz pierwszy, co się naprawdę stało, byłem zdruzgotany, tak więc zginął mój brat Abel, pomyślałem i zapragnąłem, by nikt się o tym nie dowiedział, ogarnął mnie wstyd, a wstyd jest potężnym wrogiem, wstyd zabija, ze wstydu zabiły się Fedra, Ariadna i Dejanira, i nie tylko one, wielu ludzi umarło ze wstydu, może i ja bym umarł, gdybym nie zmyślił tego wszystkiego, co zmyśliłem.”

Set stopniowo odsłania prawdziwą historię rodziny. Snuje opowieść o prapradziadkach, pradziadkach, dziadkach, ludziach, którzy często szukali swojego szczęścia poza granicami Galicji. W końcu dochodzi i do własnych rodziców, Adama i Ewy, a także Abla, który zmarł w wieku zaledwie czterech lat (co pomysłowe – w tej historii Kain pojawia się jedynie jako pewna figura, ale właściwie nie istnieje). Abel, będący pod opieką babci, wpadł do gara z wrzątkiem. To koszmarne doświadczenie właściwie rozbiło rodzinę, pociągnęło za sobą kolejne tragedie.

„kiedy dziecko umiera, człowiekowi zostaje tylko Bóg, ale nie, nie tym razem, Bóg nie urządził interwencji, anioł nie zstąpił, ziemia nie zadrżała, i mój tata był rozczarowany, zrozumiał, że musi oddać syna, bo ten jest naprawdę martwy, co z tobą, synu, tak powiedział, rozpaczając nad ciałem Abla, i były to jego ostatnie słowa, a potem z pozostałymi odprowadził ciało, taka jest powinność człowieka, żywi mają grzebać zmarłych”.

Set urodził się już po śmierci braciszka – i dźwiga na sobie brzemię tamtej nieobecności („Oczekiwano ode mnie najpierw, że przeżyję, a potem, że wykonam zadania, które pierwotnie miały należeć do mojego brata Abla”). Niewiele o nim wiadomo, ale właściwie wydaje się nieudacznikiem, który buduje sobie fałszywą tożsamość na (rzekomych) losach swojego biblijnego odpowiednika. Te fantazje nie są wiele warte. Współczesny Set ma perspektywy na obiecujący związek z Nobą, ale unika jej, gdyż nie jest w stanie sprawdzić się seksualnie. Jego problemy wynikają z trudnego dziedzictwa. Set nie może wyrwać z siebie własnych korzeni.

„to kim ty właściwie jesteś, zapytała trochę znienacka, a ja podniosłem twarz i nie wiedziałem, co odpowiedzieć, nic mi nie przychodziło do głowy, zupełnie nic, chwyciłem więc kufel z piwem i zacząłem pić, musiałem się przecież czymś zająć, nie umiałem udzielić odpowiedzi na to pytanie, a jeśli umiałem, to tylko negatywną, wiedziałem jedynie, kim nie jestem, czy raczej kim nie chcę być, wiedziałem, że nie chcę być tym, kim miał być mój brat Abel, i tylko takiej odpowiedzi zdecydowanie negatywnej, mógłbym udzielić Nobie, ale akurat tego nie chciałem robić, bo musiałbym jej opowiedzieć o Ablu i jego śmierci, następnie zaś o moich rodzicach, dziadkach itd.”.

Powieści o dziedziczonej traumie było bardzo wiele – to nader uniwersalny temat. Sagi rodzinne nie tracą na czytelniczej popularności. Literatura chłopska – ta dawna i ta współczesna – podejmuje temat trudnego życia na wsi i równie trudnej emigracji. Chciałoby się powiedzieć – to wszystko już było. Zatem dlaczego te dobrze znane tematy nabierają w powieści Trzy dni, trzy noce takiego wyrazu, unikalnego charakteru? Może to kwestia formy, długich, tasiemcowych, hipnotyzujących zdań, dialogów wpuszczonych w narrację, wielu wybijających ze strefy komfortu wulgaryzmów, ciekawego skondensowania całości, a wreszcie zabawy z czytelnikiem, meandrowania historii (przykładowo: długie wywody na temat historii biblijnych nagle przerywa nowy wątek: „„A jak to było od początku? Mój prapradziadek Andrzej wyemigrował do Stanów za namową agitatorów”), a wreszcie odrobiny cierpkiego humoru – co zresztą nie ujmuje całości dramatyzmu.

Czyta się to z narastającym zdumieniem, ale coraz większym zrozumieniem dla konwencji, drugiego dna tej opowieści. To literatura napisana z pomysłem i polotem! Rzecz niezwykła i unikalna, z którą warto się zapoznać.

A jeśli chcecie wiedzieć więcej o tym, jak czerpać z tekstów biblijnych czy mitologicznych, zapraszam na najbliższą edycję Kursu Inspiracje, która startuje 18 lipca:

https://www.pasjapisania.pl/kurs-inspiracje.html

Zapiszcie się już dziś!

Źródło cytatów: Marcin Oskar Czarnik, Trzy dni, trzy noce, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2025.

Dodaj komentarz