Oto kolejne wielkie święto w Pasji Pisania! Dziś premiera debiutanckiej książki Moniki Orlińskiej – „Drzewo Adama”, pierwsza część cyklu „Las”. Ta znakomita powieść historyczna powstawała na naszych kursach.
Z dumą możemy ogłosić kolejny sukces absolwentki naszych kursów! Tym razem Monika Orlińska debiutuje powieściowo. Jej Drzewo Adama otwiera cykl „Las”, rozgrywający się w miejscowości Połapy. Monika przez parę lat szlifowała tę powieść na kursach Pasji Pisania – głównie na Pracy nad Tekstem. Dziś publikuje ją Wydawnictwo Axis Mundi.

Monika Orlińska mieszka w Warszawie. Wieloletnia prezeska i właścicielka prosperującego przedsiębiorstwa produkcyjnego. Debiutowała w 2023 r w „Twórczości” opowiadaniem Wczoraj. Jej kolejne opowiadanie Korek ukazało się w 2024 roku w Ypsilonie.
Pasjonuje ją człowiek. Śledzi z uwagą gatunkowy sukces Homo sapiens, jego konsekwencje i wielorakie przejawy kultury, od neuronauk, przez Taco Hemingwaya po muzykę starej Warszawy. Literaturę ceni za egalitaryzm i złożone syntezy. Ufa słowu jako performatywowi i źródłu kultury, wierzy w fikcję literacką jako nośnik wartości. Ma nadzieję, że nie jesteśmy jeszcze po piśmie. Jeśli miałoby jednak tak być, to pociesza się istnieniem muzyki i sztuk wizualnych. Matka trójki dzieci. Babcia. Ogrodniczka.
Drzewo Adama to nastrojowa, wielopokoleniowa opowieść o ludzkiej ułomności, pamięci, odpowiedzialności i tajemnicach, które nie znikają mimo upływu lat. Gdy młody naukowiec Adam wraca do rodzinnej wsi Połapy na Podlasiu, trafia w sam środek historii splatającej losy kilku rodzin i odsłaniającej dramatyczne wydarzenia z czasów wojny i powojennej Polski. W cieniu lasu, pośród milczenia i ukrytych konfliktów, bohater stopniowo odkrywa fakty, które zmieniają nie tylko jego życie. Aby zrozumieć przeszłość musi najpierw porzucić swoją teraźniejszość.
A oto fragment powieści:

„– Pan nie w pracy? Wolne? – odzywa się beznogi.
Wtedy właśnie uderza mnie przeczucie, myśl, jakby olśnienie. Ta twarz, błękitne jaśniejące oczy… „wolne”, mówi.
Wolne.
Facet czeka na odpowiedź, na kontakt, ale nie, może wcale nie czeka, to nie jest czekanie, to jest… trwanie. Nie musi czekać, czas oczekiwania nie dłuży mu się, bo on trwa w nim po prostu. Robi mi się gorąco, potem chłodno. Objawienie przepływa przez mój umysł, jakby ktoś wlewał we mnie obce myśli, obce pojęcia. Teraz – przebiega mi przez myśl – teraz jest teraz. Ten gość nie oczekuje, nie patrzy w jutro, w drogę, która przed nim. Jest tylko tu i teraz. Wolny.
– Tak, wolne – odpowiadam nie do końca przytomnie – zupełnie wolne.
– Trzynaście! Jajecznica z bułką! – Słyszę nosowy głos z okienka wydawczego.
– Wolne, proszę pana, a jakże! – niemal wykrzykuję, idąc po jajecznicę.
Zaczynam rozumieć własne słowa. Co to właściwie znaczy, to wolne? Nie: urlop. Urlop to pakowanie, wyjazd, Grażyna…, nie, cofnij. Wolne to wolne przedpołudnie, a po nim wolne, powolne popołudnie, po nim wolny wieczór. Czas płynie wolno, materia ulega rozrzedzeniu, dotyk ubrania, przedmiotów, cudzej ręki… smak i zapach jajecznicy. Materia nie jest już zwarta i napierająca. Nie idzie się od niej odbić, trzeba się w nią wtopić. Ma fakturę, kolor, znaczenie, nie ma pędu. Materia, która jest niczym, jest zaledwie przestrzenią z niewielką zawartością półmaterialnych, energetycznych cząstek, nabiera sensu dla samej siebie.
– A to może partyjka szachów po śniadanku? Wszyscy teraz tacy, widzi pan, zabiegani. Gra pan?
– Trochę, kiedyś.
Twarz dziadka Anzelma nad szachownicą. Wyciąga pociemniałą od ziemi dłoń, gratuluje mi wygranej, oczy mu się śmieją. Dziadku…
– Bo to, jak mówią, inteligentne zabijanie czasu. Ja tam wolę partyjkę niż siedzieć tak, po parkach. A w domu, no, wie pan. W domu duszno. Ja nie lubię siedzieć w czterech ścianach, mnie to, że tak powiem, mierzi. Bo myślą, że jak bez nogi, inwalida, to już tylko w domu siedzieć i na śmierć czekać, panie. Albo telewizor oglądać, o, wczoraj, jak się palą. Ja już się naoglądałem palenia i kaleczenia. Sąsiad telewizor nowy ma. Mnie to nic już nie jest potrzebne. Na co mnie wiedzieć?
Spoglądam na niego znad parującej jajecznicy. Tylko w barach prosta jajecznica ma ten smak. O co chodzi, to jajka czy pot kucharki? Tam, na zapleczu, wśród parujących kotłów i patelni, czym przyprawiają dania jowialne kobiety o czerwonych twarzach i spracowanych nadgarstkach?
Mężczyzna bez nogi pochyla się nad swoim daniem, przez chwilę w barze słychać tylko odgłosy sztućców uderzających o talerze i stłumione głosy kucharek. Dwoje staruszków już skończyło jeść, siedzą teraz nad niedopitą herbatą, on czyta gazetę, ona rozwiązuje krzyżówkę. Dziewczyna z rozbieganym wzrokiem grzebie w torbie. Drzwi się otwierają, wchodzi mężczyzna w obcisłej żółtej koszuli i białych spodniach. Ma duże lustrzane okulary, w ręku pęk gazet i modny skórzany piterek. Opierając się o parapet okienka kasowego, rozgląda się po sali.

– Pani Marysiu! Ogonek stoi! – Śmieje się z dowcipu, patrząc z pełną samozadowolenia pewnością siebie na dekolt kolorowej dziewczyny. – Naleśniczki jak zwykle proszę – mówi nie zmieniając pozycji, gdy w okienku pojawia się okrągła twarz w kucharskim czepku. Po chwili z karteczką w ręku podchodzi do stolika kolorowej.
– Pani pozwoli?
Dziewczyna próbuje zamknąć torebkę, z której wystają różne przedmioty. Walczy przez chwilę z suwakiem, po czym zarzuca otwartą torbę na ramię i wstaje, nie kończąc posiłku.
– Proszę, ja właśnie wychodzę.
Mężczyzna odprowadza ją wzrokiem jak wszyscy w barze. Ma zgrabny lekki chód, ale łokcie przyklejone do ciała i zaciśnięta na rzemieniu paska dłoń świadczą o niepokoju. W drzwiach torebka zahacza o framugę. Wysypują się z niej rzeczy. Dziewczyna blokuje drzwi swoim ciałem i rzucając nerwowe spojrzenia, próbuje wszystko pozbierać, ale zaczepny elegant usłużnie kuca obok. Podnosi grzebień i oprawny w skórę notatnik. Gdy dziewczyna wyciąga rękę, aby je odebrać, on cofa dłoń:
– A wykupne?
– Proszę mi to oddać! – Jej głos drży.
– O, nieładnie. Co panienka taka nerwowa?
– Proszę oddać!
– Oddam, oddam. Jak wróci pani na herbatkę w miłym towarzystwie.
– Nigdzie nie wrócę, zaraz wezwę milicję!
Mężczyzna niechętnie podaje jej przedmioty. Ona wyrywa je zbyt gwałtownym gestem i puszcza się na drugą stronę ulicy, nie bacząc na duży ruch, pisk hamulców i klakson przejeżdżającego auta.
– Dziękuję! – woła za nią mężczyzna. – Się mówi – dodaje już pod nosem, wracając do stolika. Publiczność barowa też wraca do swoich spraw. Mężczyzna w roboczym kombinezonie odstawia naczynia do okienka zwrotów i zmierza ku wyjściu. Wymijając żółtą koszulę, prowokacyjnie świdruje gościa z wysokości swoich dwóch metrów.
– Jak mi urwało tę goleń, tom myślał, że już nic mi się nie przydarzy. Koniec i kropka, myślałem. Mogło tak, panie, być. Ale jakoś kumpel w szpitalu mnie nauczył w te szachy grać. Potem żonę poznałem. Salowa. Taka była, no, wie pan, tego. Rentę dali. Syna mam, teraz to już dorosły, mechanik, panie. I ten kumpel, kolega to z pułku był, jemu urwało rękę, to gorzej miał. Potem on pić zaczął, śmiał się, że jedna mu ręka została, tylko do kieliszka. A ja w szachy grałem. Z wszystkimi, jak leciało, syna nauczyłem, aż mi łupnia zaczął mądrala dawać, to z nim przestałem. I tak gram. Dzieciaka w domu nie ma, to czas, jak to mówią, zabijam. Ale ja czasu nie zabijam, panie, ja go szanuję. Jego trzeba szanować, bo, panie nic tu więcej dla nas jak ten czas. Trza z nim ostrożnie, wystarczy trochę się zagapić i już kawał życia gdzieś uciekł, rozumie pan. Ale pan młody, to jeszcze nie rozumie. A kumpla, jaka ironia, to ten czas zabił. Czemu to tak? – Wzdycha. – Najmądrzejszy nie dojdzie, jak to Bozia urządziła. To jak, będzie partyjka?”
(Rozdział „O decyzjach”)
A już niedługo będziecie mogli wygrać Drzewo Adama w kolejnym blogowym konkursie.
Moniko, w imieniu całego zespołu Pasji Pisania serdecznie ci gratuluję. Od początku wierzyłem w tę historię i twój talent! Cieszę się, że czytelnicy wreszcie zajrzą do Połap i odkryją – razem z Adamem – ich tajemnice!
Źródło cytatu: Monika Orlińska, Drzewo Adama, Wydawnictwo Axis Mundi, Piaseczno 2026.
Źródło grafiki: https://axismundi.pl/monika-orlinska/

Gratulacje, Monika!!! A jaka piękna okładka 😍
Bardzo dziękuję Kasiu, fakt, chyba udało się utrafić w nastrój tą grafiką 😀
Monika, jesteś wielka!!!
Gratulacje!
Emi, bardzo dziękuję! 🤩
Przede wszystkim to ja bardzo dziękuję całemu zespołowi pasji pisania olbrzymią pomoc i zachętę oraz wzbudzenie wiary, że to może się udać. W szczególny sposób dziękuję Michałowi pawłowi Urbaniakowi za wsparcie aż do premiery i nieustające podtrzymywanie na duchu. Każdy, kto zaczyna coś zupełnie nowego w życiu, zwłaszcza jeśli zaczyna późno, wie, że kluczem jest wiara, bo ona pozwala pokonać wszystkie trudności. Takiej wiary bez waszego wsparcia nie znalazłabym w sobie. Bardzo dziękuję, na moją wdzięczność brak po prostu słów. A teraz wracam do pracy i będę próbować pisać dalej…
Monia, cieszę się, że na tej drodze mogłem kroczyć obok Ciebie:)
Połapy! Łelkam tu!