Lektura na weekend – Człowiek-legenda

Czy Jaya Gatsby’ego – czyli wielkiego Gatsby’ego z najsłynniejszej powieści F. Scotta Fitzgeralda – trzeba przedstawiać? Być może – bo nadal pozostaje zagadką. Teraz możemy ją spróbować rozstrzygnąć na nowo. „Wielki Gatsby” (pod tytułem „Ten wielki Gatsby”) ukazał się niedawno w nowym tłumaczeniu.

Wielki Gatsby F. Scotta Fitzgeralda z 1925 roku to jedna z najważniejszych amerykańskich powieści. Romantyczna i tragiczna historia tytułowego bohatera i jego dawnej ukochanej Daisy Buchann wciąż ciekawi, inspiruje, powstają jej nowe ekranizacje. Stanowi też wyzwanie dla tłumaczy. Całkiem niedawno ukazało się słynne tłumaczenie Macieja Świerkockiego pod wywrotowym tytułem Ten wielki Gatsby. Ten sam nowatorski tytuł zapożyczyła Anna Bańkowska w swoim przekładzie powieści Fitzgeralda (sama zwraca uwagę w posłowiu – szkoda, że takim krótkim, spodziewałbym się o wiele więcej i bardziej analitycznie – że równie dobrym, bo nieco bagatelizującym tytułem byłby Ten cały Gatsby). Nowe tłumaczenie to dobra okazja, aby powrócić do tej opowieści.

„- Kim on jest? – spytałem ciekawie. – Wiesz o nim coś więcej?
– To po prostu facet nazwiskiem Gatsby”.

Narratorem powieści jest blisko trzydziestoletni Nick Carraway, początkujący finansista, który na początku lat dwudziestych przenosi się na Long Island, żeby tam rozpocząć nowy rozdział swojej młodości. Niedaleko, nad zatoką, zamieszkują młodziutka kuzynka Nicka, śliczna Daisy Buchann i jej mąż Tom, kolega Nicka z czasów studiów. Jednak o wiele bliższym sąsiadem narratora jest Jay Gatsby, krezus mieszkający w wielkim domu człowiek-legenda, a właściwie człowiek zagadka. Skąd dorobił się tak wielkiego majątku? Wokół tych wielkich pieniędzy narasta sporo mitów. Według niektórych był szpiegiem, według innych – to morderca. Jeszcze inni przypuszczają, że dorobił na szmuglowanym alkoholu. Niewątpliwie jest z niego istny Trymalchion. A jaka jest prawda odnośnie do jego pochodzenia i bogactwa? Nick ma okazję poznać swojego sąsiada – zostaje zaproszony na jedno z jego ekskluzywnych przyjęć. Wkrótce zacznie odgrywać rolę Kupidyna, pośrednika między zakochanymi. Bo Jay Gatsby pragnie odzyskać Daisy – kobietę, która odrzuciła go przed laty, a którą on wciąż kocha.

I rzeczywiście Wielki Gatsby jest traktowany jako opowieść o tragicznej miłości. Wielu polskich czytelników widzi pokrewieństwo dzieła Fitzgeralda z Lalką Prusa. Wokulski chciał „kupić” sobie Izabelę Łęcką, reprezentantkę wyższej sfery (inna sprawa, ile w tym było miłości z jego strony). Podobnie z Jayem Gatsbym – zmienia on tożsamość, zyskuje wielkie pieniądze, a teraz chce odzyskać dawną ukochaną. Tutaj nie tyle jest przeszkodzą sfera co stan cywilny (Daisy jest mężatką). Zresztą czy to naprawdę taka przeszkoda? W opisywanych czasach dość luźno podchodzono do wierności małżeńskiej i uczuciowych relacji międzyludzkich. Tom, mąż Daisy, nie kryje się szczególnie z Myrtle, swoją kochanką. Nick z początku jest uwikłany w coś w rodzaju nieformalnego narzeczeństwa, które zresztą zakańcza, a jego powieściowy związek z Jordan Baker jest raczej zabawą, być może zabiciem nudy lub swego rodzaju społecznym obowiązkiem (narrator sam stwierdza: „nie zakochałem się w niej, był to jednak jakiś rodzaj czułego zainteresowania”). Wszyscy oni – i Gatsby, i Daisy, i Tom, i Myrtle, i nawet Nick zostaną wplątani w tą miłosną historię. Bo Gatsby to swego rodzaju aktor – buduje scenografię w postaci wielkiej imponującej willi, organizuje spektakle – wystawne przyjęcia, na których bywa cała okolica („Czasem przychodzili i wychodzili, w ogóle nie zapoznając się z Gatsbym – ot przybywali na imprezę. za bilet wstępu mając jedynie prostotę ducha”). Próbuje w ten sposób zwrócić uwagę ukochanej, niby przywołać ją w pułapkę, bazując na dawnych uczuciach. Jawi się jako ktoś przekonany, że mu się uda – skoro wszystko mu się udaje, również w tym przypadku nie może być inaczej. Powieść Fitzgeralda otwierają znamienne zdania:

„Za moich młodych lat, kiedy bardziej brałem sobie wszystko do serca, ojciec udzielił mi pewnej rady, którą od tego czasu zawsze mam na uwadze:
– Ilekroć najdzie cię ochota, by kogoś skrytykować, po prostu sobie przypomnij, że nie wszyscy ludzie na świecie cieszą się tak uprzywilejowaną pozycją jak ty”.

Gatsby spełnia swoisty amerykański sen – od pucybuta do milionera, ale jest w tym fałsz. Pieniądze nie kupią prawdziwej ogłady. Rzekomego człowiek z klasą za chwilę zdradzą pewne słowa czy zachowania, które rujnują ten wizerunek, każą podejrzewać raczej kiepskie aktorstwo. Nieważne, ile środków zainwestuje, ile będzie miał pomysłów – nie stanie się tym, za kogo chce uchodzić. Jeszcze bardziej wątpliwe, że (od)kupi sobie miłość Daisy. Można ją oceniać źle, można traktować jak wykwit swoich czasów albo i jej ofiarę (to nie przypadek, że jest taka zblazowana, a ponadto uważa, że najlepsze co może spotkać kobietę na tym świecie to „zostać śliczną małą idiotką”. Być może umie się lepiej przystosować niż ten romantyczny Jay, który gapi się w gwiazdy i wzdycha w epoce, gdy nikt nie wierzy – czy słusznie? – w tak wzniosłe uczucia. A może Daisy jednak bardziej kocha Toma, czego nie powie wprost?

Równie ciekawą (i w zadzie równie tajemniczą i wartą poznania) postacią jest Nick. Opowiada tę historię z empatią i uczciwie („jestem jednym z nielicznych znanych mi uczciwych ludzi”, stwierdzi z dumą), choć nie wie wszystkiego. Zresztą być może te niedopowiedzenia decydują o potędze powieści do dnia dzisiejszego. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że w tej opowieści przebija się fascynacja sąsiadem – nie tylko jego pozycją, ale także uczuciowością. Staje się jego powiernikiem (a może powiernikiem jego kłamstw i mitomańskich historii) i prawdziwym przyjacielem – pozostaje nim również wtedy, gdy wszyscy inni odwrócą się od tytułowego bohatera. Czy nie ma tu mowy o przeniesionym pożądaniu? Pewne aluzje w tekście mogą dowodzić tego, że Nick jest utajonym gejem (podobnie jak Jordan może być utajoną lesbijką). Twierdzi on: „nie miałem zamiaru dać się nikomu wmanewrować w małżeństwo”. Możliwe, że angażuje się też w jednonocną przygodę z jednym z epizodycznych bohaterów. Nic nie jest tu podane wprost. Bo też trudno przychodzi oceniać bohaterów. Całość jest napisana ze swadą (ach te opisy przyjęć u Gatsby’ego!) i bardzo uniwersalna. Ma w sobie głębię.

Wielki Gatsby czy też – w tym tłumaczeniu – Ten wielki Gatsby to taka klasyka, którą można odkrywać wielokrotnie. Teraz macie kolejną okazję. Spróbujcie tej historii – po raz pierwszy lub ponownie.

Źródło cytatów: F. Scott Fitzgerald, Ten wielki Gatsby, tłum. Anna Bańkowska, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2026.
Źródło grafiki: https://telemagazyn.pl/wielki-gatsby-2013/pr/9073

2 Replies to “Lektura na weekend – Człowiek-legenda”

  1. Pisarczyk Amator says: Odpowiedz

    No i tu się muszę w pełni zgodzić. 'Wielki Gatsby” jest rzeczywiście wielki.
    Jedna z Tych Książek.
    Ale czy nie ma ona w Twoich oczach mistrzu jednej wady?
    W końcu nie napisała jej Jane Austen 😉

    1. Michal_Pawel_Urbaniak says: Odpowiedz

      🙂 🙂 🙂 🙂

Dodaj komentarz