Ekskluzywna amerykańska męska szkoła z internatem. Tutaj rozkwita miłość do literatury i wielkie ambicje. Bohaterowie stają w pisarskie szranki – bo najlepsze opowiadanie nagradza się prywatną rozmową z często ulubionym pisarzem. Czy i główny bohater dostąpi tego zaszczytu?
Na okładce Starej szkoły Tobiasa Wolffa możemy przeczytać, że to swoiste skrzyżowanie Stowarzyszenia Umarłych Poetów i Buszującego w zbożu. Być może są to po części trafne analogie, choć powieść Wolffa jest zupełnie inna. Mnie bardzo skojarzyła się z Madame Antoniego Libery. W obu przypadkach bohaterowie sami opowiadają tę historię, obaj są młodzi, inteligentni, oczytani i szukają swojej drogi, wreszcie – obaj pozostają bezimienni. Jednak u Libery wielką miłością bohatera jest nauczycielka francuskiego, tytułowa Madame. Narrator Starej szkoły oddaje serce literaturze – takiej przez duże L.

„Pracujesz nad opowiadaniem?
Pracuję nad opowiadaniem. A ty?
Wiadomo.”
Lata sześćdziesiąte, USA. Narrator uczęszcza do ekskluzywnej męskiej szkoły z internatem, która ma zapewnić mu nie tylko edukację, ale i świetlaną przyszłość. To placówka z wielkimi tradycjami, a on ją szanuje, jest bardzo przywiązany do tego miejsca, skądinąd zastępującego mu dom. On i jego koledzy kochają literaturę. Czytają ulubionych autorów po wielokroć, starają się przeniknąć ich geniusz, piszą i oceniają swoje utwory, angażują się w wydawanie szkolnego pisma z literacką rubryką. Również angliści, koryfeusze literatury, są dla nich prawdziwymi autorytetami:
„Czym angliści wzbudzali ów respekt? Co właściwie wiedzieli o świecie w porównaniu z tymi, którzy uczyli fizyki albo biologii? Miałem poczucie, zresztą nie ja jeden, że wiedzą dokładnie to, co warto wiedzieć. W przeciwieństwie do nauczycieli przedmiotów ścisłych i przyrodniczych, którzy skromnie trzymali się swoich poletek, byli najczęściej omnibusami. Choć celowali w wiwisekcjach, żaden nie porzuciłby wiersza lub powieści w kawałkach niczym zmasakrowaną żabę, cuchnącą naftaliną. Zaszywali je na powrót przy użyciu historii i filozofii, psychologii i religii, a niekiedy nawet matematyki czy fizyki. Nie schlebiając swoim oczywistym pragnieniom identyfikacji z bohaterem, pozwalali ci odczuć, że to, co było ważne dla autora, ma też znaczenie dla ciebie”.

To, co prawdziwie elektryzuje grupkę uczniów to pewna szkolna tradycja. Władze szkoły zapraszają wybranego pisarza lub pisarkę i z tej okazji jeden z uczniów może uzyskać prywatną audiencję. Chętni stawali zatem do konkursu, pisząc opowiadanie lub wiersz (w zależności od tego czy zaproszony pisarz czy pisarka parali się prozą czy poezją). W szkolnym czasopiśmie drukuje się wyróżniony tekst. I właściwie wokół tych konkursów rozgrywa się większa część powieści. Bohater oraz jego koledzy próbują napisać teksty na zbliżające się spotkania z Robertem Frostem, z Ayn Rand, a następnie – z Ernestem Hemingwayem, będącym prawdziwym bożyszczem tych dorastających chłopców. Konkurencja zatem jest zażarta. Czy tym razem głównemu bohaterowi uda się wygrać? Wydaje się sobie szczególnie predestynowany do udziału w takim prywatnym spotkaniu – choćby dlatego, że czyta nie tylko pisarzy, ale i o pisarzach. I wie, że patronat kogoś doświadczonego nad kimś, kto dopiero zaczyna, może być kluczem do sukcesu. A Hemingwaya wielbi, w ramach pisarskiego ćwiczenia przepisuje jego opowiadania na maszynie, aby jeszcze lepiej je poznać, nauczyć się ich.
„Tylko jeden mógł zostać wybrany, rozumieliśmy to wszyscy, lecz zarazem trudno było oprzeć się poczuciu, że nie być wybranym to tyle, co zostać odrzuconym. A zostać odrzuconym przez Ernesta Hemingwaya – Ernest Hemingway, który odkłada na bok twój tekst: »Nie, ten nie, temu nic nie pomoże«. Co za potworna myśl! Jeśli wybraniec zostanie pobłogosławiony, to na odrzuconego spada przekleństwo. Tak rozumiałem działanie tej logiki”.

Bohater jest zdeterminowany i ambitny. Może posunąć się bardzo daleko, żeby zdobyć przychylność ukochanego pisarza. Bieg spraw niewątpliwie go zaskoczy i pewnie będzie także zaskoczeniem dla czytelnika…
Stara szkoła to swoisty hołd złożony literaturze. Nie ma tu rozbudowanej fabuły, postacie właściwie też mają znaczenie drugorzędne (koledzy towarzyszący narratorowi są niemal tylko tym, co piszą, nie ma tu miejsca na rozbudowaną psychologię). Dla uczniów liczy się tylko pisanie jako przepustka do lepszego świata („Może dlatego tak wielu chciało zostać pisarzami. Może zdawało im się, tak jak mnie, że być pisarzem znaczy wymknąć się kwestiom klasy i krwi. Pisarze tworzą własną społeczność ponad pospolitą hierarchią. Stąd uzyskują władzę, jakiej nie daje przywilej – mogą, stojąc obok systemu, tworzyć jego obrazy, a tym samym go sądzić”). Warto zaznaczyć, że Tobias Wolff pomysłowo bawi się konwencją – w pewnym momencie opowieść skręca niejako na boczny tor, akcja skacze, a ostatni rozdział, jakby wzięty z zupełnie innej historii, wydaje się literackim nawiązaniem do powieści Johna Edwarda Williamsa Profesor Stoner.
Powstała bardzo pomysłowa, nietuzinkowa i bardzo pisarska powieść. Zobaczcie, koniecznie, czy narrator zasłużył na spotkanie z Hemingwayem i czy w późniejszym życiu on, który wyobrażał sobie swoje życie spisane na obwolucie książki, zrobił karierę w literaturze.
Źródło cytatów: Tobias Wolff, Stara szkoła, tłum. Krzysztof Umiński, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2026.
Źródło grafiki: https://www.newsweek.pl/biznes/ernest-hemingway-jak-pracowal-genialny-pisarz/38tel91

Mistrzu,
Jestem pozytywnie mega-zszokowany. Może tylko pośrednio, ale jednak Hemingway. Wow!
Dzięki za podpowiedź co do książki Tobiasa Wolffa
Warto przeczytać:)