Zakończył się sierpniowy konkurs na blogu Pasji Pisania. Mogliście wygrać powieści fantasy Joanny Stogi. Kto przeniesie się do świata uzdrowicielek i pozna Minę, Yolandę, Karistę i inne bohaterki?
Kolejny konkurs dobiegł końca. Mogliście wygrać dwa tomy cyklu fantasy Joanny Stogi: Piasek i dym oraz Pani łez. Chociaż trwają wakacje, nie pozwalacie sobie na przerwę od pisania. Bardzo dobrze! Niektórzy nawet rozpisali się za bardzo! Nadeszło sporo świetnych prac, a wybór był jak zwykle trudny. Joanna Stoga postanowiła nagrodzić cztery osoby:
I miejsce (dwa tomy) – Kasia
II miejsce (dwa tomy) – Szyszka
III miejsce (Piasek i dym) – Emi oraz Maciej
Wszystkie prace możecie przeczytać tutaj.

Kasia napisała taką miniaturkę:
Bezradność. Najgorsze uczucie na świecie.
W mojej rodzinie nikt nie słyszał o nadstawianiu drugiego policzka. Owszem, nasze twarze nie raz straszyły sińcami, opuchlizną czy zadrapaniami, często nawet symetrycznymi bądź w rozmaitych kombinacjach, ale przecież nie dlatego, że dobrowolnie podkładaliśmy się twardym pięściom ojca, czy rozczapierzonym szponom matki.
Mogliśmy najwyżej próbować odciąć się od własnego ciała, uciec w głąb siebie. Mnie nie wychodziło to tak dobrze, jak mojemu bratu. On opanował tę sztukę do perfekcji, do tego stopnia, że pewnego razu po prostu nie wrócił. Wtedy mu zazdrościłam i teraz, po latach, mam ochotę pójść jego śladem, poddać się. Co mnie powstrzymuje? Moje ciało nie należy już do mnie. To nie jest moja ręka, nie moja noga, nie moje usta, nic dziwnego więc, że tak trudno zmusić je do współpracy. Mam na końcu języka słowa protestu, ale to nie mój język.
Podobno zawsze byłam tą silniejszą.
Nie było mowy o nadstawianiu drugiego policzka, ale wyniosłam z domu inną lekcję. Na zawsze zapamiętałam coś, co powiedziała mi matka, gdy wybity przez ojca ząb wywołał infekcję. Błagałam ją, żeby zabrała mnie do dentysty, ale dentyście trzeba by się tłumaczyć, jeszcze gorzej – trzeba by zapłacić. Przecież to tylko mleczak, za rok, dwa, sam by wypadł.
„Gryź drugą stroną” – poradziła mi matka.
– Bardzo dobrze, pani Jolu. Widzi pani, jak świetnie sobie pani radzi? Ten pan po drugiej stronie korytarza miał operację w tym samym czasie, co pani, tak samo sparaliżowana prawa strona i nawet płynnego jeszcze sam nie je, a pani? Proszę. No to co, jeszcze jeden kęs? Za mamusię? Za tatusia? Ojej, pani Jolu! Pani pokręci głową, że wystarczy, nie trzeba od razu pluć!
A Szyszka zaproponowała taki tekst:
Sołtysina tkwiła w półotwartych drzwiach. Czekała.
Anka czasem piła z nią kawę z wdzięczności za pomoc przy synu, przy okazji znosząc porcję wiejskich plotek. Tego dnia jednak uparcie kroiła cebulę.
– Nie każda jest taka silna– zarzuciła z progu przynętę.
Anka podniosła głowę z wymuszonym uśmiechem. W tej samej chwili zacięła się w palec. A niech to!
– Uważaj, bo ci spływa. – Sołtysina wskazała kawałki cebuli. Łapczywie chłonęły czerwone krople. – Silna jesteś! – ciągnęła. – Po tym, jak ci chłop zniknął mówili, że Tomka do zakładu dasz.
Obie podążyły wzrokiem w stronę nastolatka na wózku. Wychudzony, z dłońmi wygiętymi w przykurczu wyglądał jak przerośnięty pisklak. Końcami palców wolno rozdzierał kolorową bibułę i wypuszczał skrawki. Patrzył, jak wirowały, trzepotał radośnie rękami, napinając całe ciało.
Sołtysina westchnęła. Nic się dziś nie dowie.
– To lecę, robota czeka.
Anka posłała jej szczery uśmiech.
-Dziękuję – szepnęła.
Prawie nikt nie chciał już brać Tomka, jak musiała wyjść za sprawami. Sołtysina, udobruchana, przymknęła usta, a potem drzwi. Wreszcie.
Anka otarła ranę papierem kuchennym i szybko okręciła palec. Stanęła nad deską. Łzy napłynęły jej do oczu. Ależ ta cebula ostra!
Syn zajęczał po swojemu. Wózek trzeszczał.
Otrząsnęła się, spojrzała na czerwieniejące warzywa doprawione słonymi kroplami i jednym ruchem zgarnęła zawartość deski na patelnię. Będzie akurat dla jej krwiopijców. Odwróciła się do syna z uśmiechem.
– Co tam?
Tomek zakołysał się w przód i w tył. Zmrużyła oczy, chwyciła łyżkę jak mikrofon.
-Taka moja siła –zarapowała, poruszając się w rytm słów. Odczekała aż wózek znowu się zatrzęsie. – By zupa zawsze była.
Powtarzała swój refren, a chłopak promieniał.
Emi nadesłała taką historię:

Już! Zaczyna się! Pierwszy skurcz nawet nie boli. Dotyka brzucha niepewnie, jakby zakłopotany tym, co się dzieje. Drugi też nieporadny. Nie jest źle! Niepotrzebnie ją straszyli.
Ale machina bólu rozkręca się. Sukcesywnie zwiększa moc. Wypuszcza kolejne skurcze, coraz bardziej bezwzględne, bezlitosne. Owijają się wokół jej brzucha jak tresowane węże. Zaciskają na obwodzie. A masz! Cierp! Za Ewę, tę niesforną Ewę!
Strumienie bólu wpełzają w każdą szczelinę umysłu.
Traci kontrolę nad sobą. Z trudem łapie oddech. I już nadchodzi cała armia skurczy. Porywa ją pluton śmierci. Kiedy się urodziła, gdzie mieszka, jak ma na imię? Zapomniała. Po co jej to wiedzieć? Umiera. To nawet lepiej, śmierć ją uwolni. Byle prędzej!
Ale co to? Ktoś coś nuci? Kobiety… Chór żeńskich głosów. Śpiewają w różnych językach.
Pieśń narasta w crescendo, płynie ku niej jak fala wybawienia, więc ona rzuca się w nią, rzuca ostatkiem sił. I… nadchodzi ulga. Musiała trafić do nieba, to anioły śpiewają! Ciepłe obłoki oddechów. Zapach fiołków. Las rąk. Rąk? Czy anioły nie powinny mieć skrzydeł? Te mają dłonie.
Dłonie wyławiają krople potu, poją, masują, głaszczą… Dłonie jak małe kotwice.
– Chwyć się nas, uratujemy cię, wyciągniemy! – obiecują. – Zaciśnij palce na naszych palcach, o tak! Dasz radę, to już końcówka. Główka, ciemne włoski…
Ziemia się rozszczelnia. Świat chwieje się w posadach. Drżą szyby, żyrandol się kołysze. Dziecięcy krzyk przecina ciszę: Mamo, jestem!
Jej ciało płonie. Piersi tryskają eliksirem życia. Ramiona trzęsą się z wysiłku, a już rwą się do pieszczot. Miłość, która nie mieści się na żadnej skali.
Kobieca siła, która wymyka się niutonom.
A oto praca Macieja:
Wycieraczki w samochodach nie nadążały zgarniać śniegu. Oczekujący na autobus, stawiali kołnierze i szczelniej okręcali się szalikami. Tupali i zacierali dłonie, przez co wyglądali jakby tańczyli. Matczyne ciepło przenikało przez jednopalczastą rękawiczkę i rozchodziło się po całym moim ośmioletnim ciele.
Przystanęłyśmy, bo mama postanowiła z kimś porozmawiać. Wyswobodziłam dłoń i podeszłam do dzieci ślizgających się na wąskiej tafli lodu. Ależ frajda! Tylko przechodnie psioczyli, że nie powinniśmy tego robić w tym miejscu.
Nagle jakaś ciężarówka wpadła w poślizg. Bezwładny kolos sunął po jezdni rozganiając samochody na boki. Pojazd odbił się od wysokiego krawężnika, po czym wśród rwetesu przechodniów, klaksonów i pisku hamujących aut przeciął oś jezdni i wpadł na chodnik.
Mama chwyciła mnie za dłoń i pociągnęła próbując uciec spod zbliżających się kół. Jej nogi zatańczyły na lodzie i upadła, trzymając w zaciśniętych palcach moją rękawiczkę.
Ciężarówka minęła nas o płatek śniegu. Widziałam jak mama próbuje wstać i słyszałam jak krzyczy. A potem dobiegł mnie huk giętej blachy i szum sypiącego się szkła. Ciężarówka skosiła betonowy słup.
Nie czułam bólu. Nic nie słyszałam. Leżałam i patrzyłam przed siebie. Zanim odpłynęłam, dostrzegłam jak mama dźwiga tonową belkę i uwalnia moje nogi.
Ktoś wysunął mnie spod uniesionego bloku. Mama padła twarzą w zaspę. Mrugające niebieskie światełka. Ciemność.
Operacja, psycholog, rehabilitacja… Na ulicy postawiono nowy słup i barierki.
Dziś sama jestem matką i co dnia myślę, czy to były zwidy, czy mama naprawdę uniosła filar, ratując mi życie? Zaciskam dłoń na jednopalczastej rękawicy synka i już wiem, że nie było to przywidzenie.
Serdecznie gratuluję laureatkom, laureatowi oraz wszystkim uczestnikom. Pamiętajcie, że samo zmierzenie się z konkursem jest swego rodzaju twórczym zwycięstwem. A już niebawem zaproszę was do kolejnego konkursu!
Źródło cytatów: https://blog.pasjapisania.pl/2026/08/09/joanna-stoga-pani-lez-konkurs/

Piękne historie. Gratuluję zwycięzcom. 🙂
Bardzo się cieszę, że znalazłam się w tym gronie.
I nowe książki do połknięcia 🙂
Gratulacje dla Was – Kasiu, Emi i Macieju!
Ja również ogromnie gratuluję zwycięzcom. Szalenie ciężko było mi wybrać 🙂 Życzę kolejnych pisarskich sukcesów i dobrych wydawców 🙂
Fantastyczna wiadomość, fantastyczna nagroda, fantastyczne teksty. Cieszę się ogromnie. Wielkie gratulacje dla współlaureatów, to dopiero był konkurs! (Fantastyczny😁)