Na otwarcie roku szkolnego (a także pisarskiego) oraz wrześniowej edycji rubryki „Lektura na weekend” mam dla was bardzo pisarską książkę. Głównym bohaterem „Wspólnego pokoju” Zbigniewa Uniłowskiego jest Lucjan Salis, aspirujący pisarz. Czy uda mu się osiągnąć sukces?
Wspólny pokój Zbigniewa Uniłowskiego ma już prawie sto lat (1932). Swego czasu była to popularna i ceniona powieść (doczekała się kilku ekranizacji i przedstawień w ramach Teatru Telewizji). Pewnie po części o jej sukcesie zadecydowała aura skandalu – wszak to powieść z kluczem, a w zapseudonimowanych bohaterach można odnaleźć realnych ówczesnych pisarzy: m.in. samego Uniłowskiego, Lucjana Szenwalda, Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego i jego rodzinę, Władysława Sebyłę, a także Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego czy Juliana Tuwima. Dziś jest już trochę zapomniana, a szkoda. Bo to proza naprawdę dobra, a choć realia się nieco zmieniły, zaskakująco współczesna. A przy tym – naprawdę pisarska!

„Tak więc trzech młodych literatów – ludzi pióra – zamieszkało pod wspólnym dachem (…) Iluż ich było tutaj? Pięciu. Tak, pięciu młodych mężczyzn, z których ma dopiero coś być. Ci w jednym pokoju z alkową i trzy niewiasty w drugim. Zatem osiem osób w dwóch pokojach, bo alkowę trudno liczyć za coś oddzielnego.”
Wczesne lata trzydzieste. Głównym bohaterem jest Lucjan Salis – postać, w której można dopatrywać się cech samego Uniłowskiego. Powraca z Zakopanego, rzekomo ozdrowiały (cierpi na gruźlicę) i z ambicjami pisarskimi. Jak tłumaczy swojemu przyjacielowi: „- Bo widzisz, chodzi mi o to, żebym mógł pisać, ostatnio nic nie robiłem. Jeśli się ma dwadzieścia jeden lat, to nie należy przestawać tylko na marzeniach o sławie, tak jak my to wszyscy robimy”. Szuka sobie miejsca do życia i pisania i znajduje – pokój sublokatorski. Będzie uważnie obserwował rzeczywistość, odnowi stare znajomości, wejdzie w relacje z ludźmi różnych przekonań i ambicji, będzie włóczył się po warszawskich knajpach dla artystów. Jednak czy przełoży się to na pisanie? Ma się wrażenie, że Lucjan – a także inni literaci – właściwie uciekają od pisania. Nie tylko dlatego, że funkcjonują w trudnych warunkach. Lucjan nieraz sobie wyrzuca lenistwo, pasożytnictwo. Sama myśl o znalezieniu regularnej pracy jest mu wstrętna.
„»Trzeba wystarać się o jakieś zajęcie«. Myśl ta zepsuła mu resztki humoru – jakże nienawidził wszelkiej pracy nie mającej nic wspólnego z literaturą. Pracował już w biurze i miał pojęcie, co to jest ośmiogodzinne siedzenie w dusznym wydziale, pośród głupich ludzi. Jakież to było wstrętne i co za rozkosz jest tworzyć w myśli, kombinować zawiłe sytuacje, pieścić się z głębią trafnej metafory lub pięknem i muzyką zdania. Nie to, żeby zaraz pisać, zapisywać, broń Boże: wypielęgnować, wyszlifować w mózgu kawał prozy i dopiero na papier”.
Z jednej strony ma poczucie marnowanego czasu (właścicielka mieszkania mówi o swoich lokatorach nie bez racji „obijknajpy”) i potencjału, widzi, że wszedł – razem z kolegami po piórze – na drogę, która prowadzi donikąd, nawet jeśli w cieniu intelektualnych, literackich dyskusji („Gdzież jest ten nasz kulturalny ogień twórczy? Zalewamy się jak stare wygasłe dziadygi, a przy tym… my nic nie robimy.”), a z drugiej nie potrafi podjąć żadnego sensownego wysiłku twórczego (znamienna jest ta wymówka: „My się musimy dopiero przygotować do pisania”), z drugiej nie idzie do przodu ze swoim pisaniem, zajmuje się innymi sprawami (choćby wikła się w romantyczne relacje z panną Leonard i z Teodozją), szuka sobie wymówek usprawiedliwiających własną blokadę twórczą.

„Ciągle obmyślać to mało – trzeba pisać. Ale jak ja mogę pisać, nie przemyślawszy uprzednio tematu. Przypuśćmy zresztą, że napiszę dużą, czterystustronicową powieść. W miesiąc po jej skończeniu przejrzę rękopis raz jeszcze i wrzucę do pieca, bo na pewno nie będzie mi się podobała. – Wszystko, co się pisze, jest dobre w trakcie roboty, później – nędza”.
„- Zupełnie jak u Murgera” – stwierdza jedna z bohaterek. To nawiązanie do Scen z życia cyganerii Henriego Murgera, który opisywał niełatwe życie kilku artystów we Francji. Odnoszę wrażenie, że w trakcie pisania zmieniła się nieco koncepcja Wspólnego pokoju. Początkowo miała być to rzecz humorystyczna, napisana z dystansem do samego tworzenia i marzeń o wielkiej sławie. I rzeczywiście sporo tu humoru, błyskotliwych dialogów czy ciętych stwierdzeń („Do żadnej uczciwej pracy nie jesteś zdolny, pozostaje ci tylko pisanie, które ci grosza nie daje.”). Jednak zaczęło się tam wkradać coraz więcej elementów naturalistycznych, nadających całości bardzo gorzki charakter. Im bliżej końca tym mniej tu wesołości („Istotnie, coraz podlej działo się mieszkańcom wspólnego pokoju. Zło tworzyło się powoli i systematycznie, obficie zasilane nudą, skutkami przepicia i musem przebywania ze sobą ludzi o odmiennych charakterach”). Lucjan dokonuje gorzkiego podsumowania swojej drogi:
„Z trudem zdobywane wykształcenie umożliwiło mu wreszcie pracę w biurze. W dusznym pokoju cierpliwie przepisywał jakieś akta. Już kaszlał, już przeszedł pierwszy krwotok. W tym biurze próbował pisać swoje opowiadania, kradnąc godziny firmie. Udało mu się coś wydrukować, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Dostał stałą współpracę w tygodniowym piśmie. Przystał do grupy młodych poetów, chwalono jego talent, lubiano go. Ciągle pogłębiał swoją wiedzę, uczył się, czytał masę. Do czegóż wreszcie doszedł tą swoją wytrwałością? Jakież rezultaty dało mu ciężkie borykanie się z losem od lat najmłodszych? Wśród kolegów nie znalazł wzniosłych myśli i dążenia do rzeczy wielkich, wśród ludzi zaś napotkał pustkę, i chęć jak najintensywniejszego życia. Nie spotkał ludzi mądrych i prawdziwych poetów. W poszukiwaniu czegoś istotnego osłabił swoje nerwy i przeoczył młodość. Kimże jest wreszcie? Wstrętnie okpionym przez rzeczywistość, w nędzy umierającym młodzieńcem”.
Zapomniana to powieść, a szkoda. Być może dawniejsze inspiracje nie są już tak czytelne, ale i nie tak ważne. Bo gdyby trochę podmienić scenerię, okazałoby się, że to wszystko pozostaje bardzo uniwersalne. A w drodze Lucjana, jego wątpliwościach, często można odnaleźć własne.
Źródło cytatów: Zbigniew Uniłowski, Wspólny pokój, Książka i Wiedza, seria z „Kolibrem”, Warszawa 1988.
Źródło grafiki: https://mowianamiescie.pl/wydarzenia/16068-wojciech-jerzy-has-wspolny-pokoj-1960-projekcja-i-wyklad
