Lektura na weekend – Do Francji po lepszy (?) los

Lata dwudzieste i trzydzieste poprzedniego wieku. Wiele Polek wyjechało do Francji – tam była praca, lepsze perspektywy, samodzielność. Wiele z nich płaciło za to wysoką cenę. O tym traktuje książka „Polki w polu”.

W jednym z rozdziałów fenomenalnych Chłopek. Opowieści o naszych babkach Joanny Kuciel-Frydryszak (o tej pozycji pisałem tutaj) została przedstawiona sprawa masowej emigracji zarobkowej Polaków – w tym przypadku Polek do Francji w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego stulecia. Ten przejmujący rozdział został napisany w dużej mierze w oparciu o informacje i listy z książki, która wreszcie niedawno ukazała się w polskim tłumaczeniu. Chodzi o Polki w polu. Nieznana historia polskich chłopek we Francji. Autorki to Sylvie Aprile, Maryla Laurent, Elżbieta Łątka-Likh, Monika Salmmon-Siama oraz Jeane Ponty.

„Przepraszam Pani bardzo ładnie, żeby Pani tak dobra była, a jeszcze tu na Lublen przyjechała i jedne sprawę załatwić z nami. Otóż, proszę pani, jest tu nieporozumienie niewielgie między mnom a tem Patrona synym. Otóż pracuje tutaj 7 miesięcy i jest tu syn tego mojego Patrona, co ma 21 lat i w somy rzeczy, że w ogóle nie dał mi spokoju, tylko szet do mnie, a ja sobie rady nie dała, żebym mogła jo odrzucić od siebie, tylko mnie wział przez przymus i schwacił mnie.
Teraz, co ja sobie biedna poradzę, mi się powiesić ni utopić, bo innego wyjścia pewno nie ma, gdzie się mam podzieć”

Dla kontekstu: dawniej polskie kobiety – i te młode, i te starsze, mężatki, matki, czasem wdowy – wyjeżdżały do Francji na kontrakty z różnych przyczyn. Oczywiście, chodziło o konkretny zarobek, którego znaczna część mogłaby zasilić budżet biednej rodziny w Polsce. Dla wielu osób taki wyjazd wiązał się z lepszymi perspektywami, może stałą odmianą losu. Dziewczęta mogły się uniezależnić od rodziny, zdobyć na większą samodzielność.

Jednak później okazywało się, że to zupełnie inne miejsce, obca – bardziej zlaicyzowana – kultura. Przede wszystkim język, którego się nie rozumie. No i skazanie na samotność tych, które wychowywały się w znajomych miejscach, zazwyczaj w wielodzietnych rodzinach czy po prostu w zżytych społecznościach. Tutaj pozostały wśród obcych, nierozumiejące i niezrozumiane (jakże dramatycznie brzmi jedno z pytań z listów: „Czy tutaj nie ma wcale polskich ludzi?”). Ten brak możliwości skutecznej komunikacji, utrudniał i tak zazwyczaj bardzo ciężką i wyczerpującą pracę. Jako podległe bywały też łatwymi ofiarami oszustw, nadużyć, wykorzystywań seksualnych (a kiedy zachodziły w ciążę, musiały sobie z tym radzić same).

Jednak jest ktoś, kto pomaga niektórym z nich w sytuacjach najtrudniejszych – to Julia Duval, której tożsamość jeszcze nie tak dawno pozostała tajemnicą (w przedstawionym czasie we Francji mieszkało przynajmniej kilkanaście kobiet o takich personaliach). Autorki publikacji prześledziły jej życie. Była to kobieta jak na swoją epokę niezwykła, zdeterminowana, empatyczna, chcąca się rozwijać (w jej biografii pojawił się też wątek pisarski). To niezwykle silna osobowość. Była świadoma, co się dzieje, miała poczucie odpowiedzialności, myślała przede wszystkim o innych. W rozdziale jej poświęconym czytamy:

„Uderza (…) fakt jak dobrze Julia Duval uie ocenić społeczną i kulturalną izolację kobiet, jak świetnie rozumie ich mentalność oraz ich reakcje, szczególnie w najpoważniejszych wypadkach, takich jak dzieciobójstwo, ciąża w wyniku gwałtu czy choroba psychiczna, gdy przystosowanie się do życia we Francji okazuje się zbyt trudne. Jej zaangażowanie jest również zaskakujące i często wykracza poza to, czego można oczekiwać od najlepszych urzędników państwowych”.

Nic dziwnego, że jej podopieczne pokładały w niej tyle zaufania. Czasem w ich listach można wyczytać – może nieco wykalkulowaną – niemal nabożną cześć (w książce znajduje się ciekawy esej z analizą językową tej korespondencji, w tym zwrotów do Julii Duval czy mocno niedoskonałej ortografii). One traktowały ją jak matkę („Gdy nie mam mamusie ani tatusia, to się nie pożalę, tylko sie żalę do Pani. Nie pocieszy mnie tatuś, nie pocieszy mama, pocieszy mnie Pani”; „do kogósz się mam uciekać w nieszczęściu, jedynie Pani, opiekunki biednych dziewcząt”; „można powiedzieć, że szanowna Pani jest naszą mamą, więc ja nieszczenśliwa użalam się jako przed swoją mamom w obcem kraju”. Najczęściej widzą ją jako swoją wybawicielkę:

„ten Gospodarz, co ja u niego robię, to już mówiłam o pieniądze już trzy razy, to mi nie chce wypłacić, i ja już u niego robię 9 miesiące, i ani nic mi nie dał, i bardzo mi potrzebno na okrywkę i bardzo mi przykro, i co mi wypłaca, i mi są bardzo pieniądze potrzebne, i jak bardzo Proszę Panią o to, żeby tu przyjechała i ja bardzo proszę Panią niech dopomoże”.

Największą wartością Polek w polu pozostają listy – przepisane i starannie opracowane („Imienne akta sporządzone przez Julię Duval pozostają fragmentaryczne. Stanowią dokumentację sytuacji kryzysowych w życiu robotnic rolnych. (…) Wartość zachowanych listów wynika z faktu, że dostarczają nam one autentycznych informacji o przeżyciach młodych kobiet i osób z ich otoczenia”). Oczywiście, nie znajdziemy tu ciągłości historii, niekiedy to są jedynie pojedyncze listy, dalsze rozstrzygnięcia odbywały się już poza korespondencją (w książce pojawia się jedna spójna zrekonstruowana historia jednej Polki – i jest to jeden z najciekawszych rozdziałów). Natomiast widać tutaj pewien obraz niedogodności, krzywd, nieszczęść, na jakie narażone były polskie emigrantki. Oczywiście, nie jest to obraz pełny, a na pewno wiele z nich zaznało mnóstwo szczęścia – tylko, że ze szczęściem nie trzeba było się zwracać do opiekunki.

To bardzo ciekawa pozycja. Dobrze, że się ukazała w tych czasach, kiedy coraz częściej oglądamy się w stronę własnych korzeni i pozwalamy kobietom na opowiedzenie historii z ich perspektywy. Polecam!

Źródło cytatów: Sylvie Aprile, Maryla Laurent, Elżbieta Łątka-Likh, Monika Salmmon-Siama oraz Jeane Ponty, Polki w polu. Nieznana historia polskich chłopek we Francji, przeł. Elżbieta Łątka-Likh, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2026.

Dodaj komentarz