Jeszcze tylko przez tydzień możecie przesyłać prace na aktualny blogowy konkurs i zdobyć powieść „Wihor”, debiut Agnieszki Skowron-Wilusz, absolwentki kursów Pasji Pisania.
Tylko do 20 września włącznie możecie nadsyłać prace na aktualny blogowy konkurs. Do wygrania Wihor, debiutancka powieść Agnieszki Skowron-Wilusz, absolwentki kursów Pasji Pisania. Egzemplarze konkursowe ufundowało Wydawnictwo Axis Mundi.
Zadanie konkursowe polega na napisaniu krótkiego opowiadania – słowem-kluczem jest „rzeka”. Treść w żaden sposób nie musi współgrać z treścią konkursowej książki.
Opowiadanie (lub jego fragment) wklejcie w formie komentarza do wpisu konkursowego. Jedna osoba może przesłać tylko jedną pracę. Nie korzystajcie z AI i innych narzędzi pomocniczych. Teksty nie powinny przekroczyć 1700 znaków ze spacjami. Agnieszka Skowron-Wilusz wybierze trzy najlepsze teksty, a ich autorzy/autorki otrzymają nagrody.
Powodzenia!

Czasami przed snem proszę Er, żeby mi coś poczytał na głos. Ostatnio – „Drzewa” Ayi Kodo. Przeczytał jedno opowiadanie o glicynii i odrzucił jako zbyt sentymentalne. Może nawet użył słowa egzaltowane, teraz nie pamiętam, w każdym razie, obraziłam się, zarzuciłam mu seksizm i takie tam historie. Skonstatował, że owszem, ma problem z kobiecą literaturą i zaproponował Saundersa.
– Obejdzie się – prychnęłam i czytam sama. Historia glicynii jest taka; Aya wybiera się na targ z córką, ojciec wydaje jej polecenie kupienia krzewu dla wnuczki. Mała wybiera glicynię, a że w opinii matki jest za droga, kupują pieprzowiec. Ojciec Ayi kipi z oburzenia, że może w ten sposób zniszczyła jej (…) wrażliwość na piękno i zaszczepiła impuls do uciekania w taniość i bylejakość. Obracam w myślach słowa egzaltacja i sentymentalizm.
– Co uwierało w tym Er? Pamięć natychmiast cofa mnie o kilkanaście lat, na lekcje angielskiego, na które chodziłam z Ka do Wioli. Coś opowiadam, mam flow, słowa płyną, ja rosnę. I wtedy Ka, po polsku, – Aneta jest taka egzaltowana. – Egzaltowana? Czuję się uszczypnięta. Protestuję.
– Już nic powiedzieć nie można! – ripostuje Ka i zwraca się do Wioli o rozsądzenie. Ta przypomina, że ma tu inną rolę. Nagabywana stwierdza, że TO słowo jest oceniające. Ka, jak większość prawników, natychmiast żąda uzasadnienia. A że kończy się lekcja – wychodzę po cichu i nie czekam na rozstrzygnięcie. Jesienny wiatr uderza mnie w twarz. Wsiadam w tramwajową szóstkę i zamiast pojechać do domu wysiadam na Wałach i gapię się na Odrę. W miejscu, gdzie siadam pachnie owocowo, trochę arbuzem. Słońce chyli się ku zachodowi. Z prawej dochodzą dźwięki pobliskiej trattorii. Ktoś zrzucił sztućce, zaszczekał pies. Kiedy chłód wieczoru zaczyna wypierać dzień, uznaję, że czas się zbierać. I wtedy widzę ją, młodą dziewczynę w łodzi. Płynie bliżej prawej strony rzeki, za nią, tam, gdzie zwykle umieszcza się flagę, powiewa sztandar; BĄDŹ JAK RZEKA ONA POMIEŚCI WSZYSTKO. Chcę powiedzieć o tym Er, teraz, kiedy mam to przed oczami. Ale, że spodziewam się pytania czy biały królik z kieszonkowym zegarkiem też tam był, wybucham śmiechem.