Jane Austen to pisarka, której przedstawiać nie trzeba. Pozostaje jednym z literackich fenomenów. Poznają ją z zafascynowaniem kolejne pokolenia czytelników. Jej książki ukazują się na nowo. Niedawno pojawiła się „Rozważna i romantyczna” w nowym przekładzie.
Elinor, Marianne i Margaret Dashwood (ta trzecia pełni w powieści rolę jedynie epizodyczną) poznajemy, gdy po śmierci ojca zostają pozbawione własnego domu i miejsca na ziemi. To, które zajmowały dotąd przypadło przyrodniemu bratu. John, zgodnie z obietnicą daną umierającemu ojcu, miał wesprzeć macochę i siostry, ale za podszeptem Fanny – swojej żony-manipulatorki – mocno ograniczył swoją pomoc. W rezultacie pani Dashowood z córkami zmuszone są przenieść się do znacznie skromniejszego lokum. Jednak i tam mogą odnaleźć szczęście. Spotykają serdecznych (ale i mniej serdecznych) ludzi. Odnajdują się na nowo. Pojawia się też szansa na miłość.

Rozważna i romantyczna została niedawno wydana po raz kolejny – w nowym przekładzie Doroty Konowrockiej-Sawy. Tytuł powieści, który przeszedł do historii literatury, został zbudowany na dwóch przeciwieństwach. Elinor jest rozważna – to bystra obserwatorka (tę cechę „odziedziczyła” po samej Austen), znająca i szanująca zasady, niedająca się ponieść namiętnościom, wykazująca się większym rozsądkiem niż uczuciowa matka i afektowana młodsza siostra. Bo to Marianne jest tą romantyczną. Łatwo wzbudza sympatię (również tym, że łamie zasady i nie daje się łatwo utemperować), a z drugiej strony jest egzaltowana, a jej nieokiełznanie sprowadza na nią kłopoty. Austen jednak ucieka od portretów jednoznacznych, jednowymiarowych – Elinor przy całym swoim rozsądku nie jest bezduszna, chłodna, a Marianne nie istnieje tylko poprzez swą romantyczną naturę. Tę złożoność dobrze oddaje fragment charakterystyki Elinor: „Miała wielkie i czułe serce, lecz wiedziała, jak nim zarządzać. Tej sztuki jej matka nie zdołała dotąd opanować, a jedna z sióstr postanowiła się nigdy nie uczyć”.
Oczywiście jak to u Austen, mamy wątki miłosne. Elionor jest zakochana w Edwardzie Ferrarsie, szwagrze swojego przyrodniego brata. Może liczyć na wzajemność, choć jest pełna rezerwy, dopóki Edward się nie zadeklaruje. Z kolei Marianne w dramatycznych okolicznościach poznaje Johna Willoughby’ego, młodzieńca pełnego uroku. Wydają się wręcz stworzeni dla siebie, choć Austen tę zgodność charakterów i dusz opisuje nie bez inteligentnej ironii:
„Oboje szybko odkryli, że taniec i muzyka sprawiają im wielką przyjemność, której źródłem są podobne gusta. Marianne, zachęcona do dalszego zgłębiania upodobań Willoughby’ego, zaczęła wypytywać go o ulubione lektury. Swoich ukochanych autorów przywołała i opisała z tak bezbrzeżnym zachwytem, że mężczyzna dwudziestopięcioletni musiałby być z kamienia, aby nie dać się z miejsca przekonać o wyjątkowej wartości ich dzieł, choćby dotąd darzył ich głęboką niechęcią. Gusta młodych okazały się zdumiewająco zbieżne. Uwielbiali te same książki, wręcz te same ustępy, i żadna z ewentualnych różnic nie przetrwała nawały argumentów Marianne i promienności jej ciemnych oczu. Willoughby przytakiwał jej wszystkim osądom i podchwytywał każdą entuzjastyczną wypowiedź. Nim wizyta dobiegła końca, rozmawiali już jak starzy znajomi”.
Tak dobrze rokujące związki jednak przejdą niejedną próbę. Czy przetrwają? Czy siostry Dashwood odnajdą swoje szczęście? Czego się nauczą podczas tych kilku przełomowych miesięcy?

Wydaje mi się, że wielu czytelników traktuje dziś powieści Jane Austen jako pogodne, zabawne historie o tym jak w XIX stuleciu panny zdobywały sobie męża. Trudno nie docenić ich pisarskich atutów: galerii wyrazistych postaci, swady narracyjnej, błyskotliwego angielskiego humoru doprawionego szczyptą ironii. Jednak w tych powieściach kryje się i mroczna strona, której często się nie zauważa bądź wręcz lekceważy. Jest coś okrutnie bezwzględnego w regułach rządzących światem, w jakim żyła Austen. Panuje w nim nieustępliwa hierarchia, a jeśli ktoś urodził się nie dość szczęśliwie w tych górnych szczeblach społeczeństwa, można go zbyć, nie zauważać (przykładowo John Dashwood interesuje się tylko intratnymi znajomościami – z ludźmi odpowiednio zamożnymi). Z kolei rozgrywki matrymonialne – nieodzowne dla tych powieści i tamtego świata – pociągają za sobą ofiary. To dosyć ponury obraz, można go dostrzec między wierszami – bo przecież wszystko rozgrywa się wśród miłych spotkań, herbatek, ploteczek.
Choć od publikacji Rozważnej i romantycznej minęły dwa wieki i niejedna epoka, to i dziś historia zaskakująco współczesna, wystarczyłoby jedynie podmienić realia. Chybione deklaracje, nieszczęśliwe małżeństwa, związki dla korzyści, zabawa ludźmi, ghosting – to również współczesne mechanizmy i zjawiska. Ponadto ta powieść – jak każda spod pióra Austen – wygrywa świetnie sportretowanymi postaciami. Nie chodzi tylko o tytułowe bohaterki. Świetnie zarysowani zostali również ci z drugiego planu: pani Dashwood, dla której byle sympatia równała się miłości, pani Jennings – złośliwa i oddana jednocześnie, niestrudzenie łącząca otoczenie w pary – Mary Middleton, niezmiernie mdła i nudna, ale za to słynąca ze swych dobrych manier, wyrachowana Fanny Dashwood i niemniej wyrachowana (bardziej z konieczności) Lucy Steele, życzliwy John Middleton czy Thomas Palmer mniej nieprzyjemny niż chciałby uchodzić i jego żona Charlotte Palmer – kobieta marnego rozumu, ale za to wielkiej życzliwości dla całego świata. Wiele z tych postaci można odnaleźć i wśród ludzi XXI wieku. Jest to debiut, więc nieco słabiej zostali zarysowani mężczyźni – wycofany Edward Ferrars i lojalny pułkownik Brandon. Nie mają w sobie tej ikry co późniejsze męskie postaci Austen – pan Darcy z Dumy i uprzedzenia, pan George Knightley z Emmy czy Henry Crawford z Mansfield Park. Pod tym względem widać, że Rozważna i romantyczna to debiut. Natomiast ciekawą i złożoną postacią męską (jedną z najciekawszych w powieści) jest John Willoughby. Jeszcze a propos debiutu – z perspektywy dzisiejszego czytelnika może zastanawiać, czy zakończenie, które wymyśliła Austen dla swoich bohaterek jest naprawdę szczęśliwe… To temat do całkiem współczesnej dyskusji.
Jane Austen pozostaje wiecznie żywa – dzięki swoim książkom, ale także ich ekranizacjom (kadr z najnowszej ekranizacji Rozważnej i romantycznej widzicie powyżej) czy powieściom biograficznym (o jednej z nich pisałem w niedawnej „Lekturze na weekend”). Zatem czy do świata Jane Austen trzeba zapraszać? To taki świat, do którego można wracać ciągle na nowo i odkrywać kolejne znaczenia, obserwacje. Zachęcam was do powrotu do historii sióstr Dashwood. Rozważna i romantyczna to klasyka najwyższej próby.
Źródło cytatów: Jane Austen, Rozważna i romantyczna, tłum. Dorota Konowrocka-Sawa, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2026.
Źródło grafiki: https://www.filmweb.pl/film/Rozwa%C5%BCna+i+romantyczna-2026-10087170
