W księgarniach możecie już znaleźć nową powieść Danuty Awolusi – nauczycielki Pasji Pisania. Akcja „Pełni słońca” rozgrywa się na Śląsku. Czy Eliza będzie w stanie wygrać z kopalnią w walce o serce Janka?
14 września miała miejsce premiera Pełni szczęścia, nowej powieści Danuty Awolusi, pisarki, dziennikarki, recenzentki, a przede wszystkim lubianej przez was nauczycielki Pasji Pisania! Książkę opublikowało wydawnictwo Lucky.
Eliza od lat żyje z poczuciem, że w historii jej rodziny brakuje kilku ważnych stron. O zmarłej matce wie niewiele – jedynie tyle, że pochodziła ze Śląska i opuściła rodzinne strony po wydarzeniach, o których nikt nie chce mówić. Kiedy poznaje Janka, młodego górnika, zakochuje się bez pamięci. Dla niego porzuca dotychczasowe życie i zamieszkuje w rodzinnym familoku, próbując odnaleźć swoje miejsce wśród jego bliskich. Nie wszyscy jednak witają ją z otwartymi ramionami. Wkrótce odkrywa, że o Janka będzie musiała rywalizować z Albertą – kopalnią, której ukochany jest bezgranicznie oddany. Czy Eliza ma szansę wygrać z Albertą? Czy miłość pokona lęk o przyszłość? I jakie tajemnice swoich rodziców odkryje na Śląsku?

Oto fragment powieści:
„Budzik zadzwonił po trzeciej. Pulsacyjny skrzek przeciął powietrze i zawibrował w uszach. Janek błądził właśnie w krainie snu, jak zwykle gdzieś w podziemiach. Nagle dźwięk wyrwał go z tamtego świata tylko po to, by za chwilę wrócić tam na jawie.
Usiadł na łóżku i spróbował skupić się na rzeczywistości. Zazwyczaj jego myśli biegły najpierw ku Albercie, ale od jakiegoś czasu kontrastowy obraz przysłaniał mu kopalnię. Eliza na pustej plaży. Piękna kobieta w tęczowej narzucie, krocząca brzegiem morza. Opromieniona słońcem. Kochał słońce, tęsknił za nim codziennie, ale nie na tyle, by zerwać z Albertą. Jednak słońce było nagrodą, która zawsze cieszyła równie mocno.
Eliza. Uwielbiał to wspomnienie, gdy zobaczył ją po raz pierwszy. Przypominało kadr z filmu. Ten film mocno poruszył jego serce. A myślał, że sobie daruje poszukiwanie żony. Żadna koleżanka, znajoma znajomych, przypadkowo spotkana kobieta nie zdołała odwrócić jego uwagi od Alberty. Eliza zrobiła to z łatwością.
W kuchni czekał na niego prowiant. Chleb z tustym, duża butelka wody. Na biodra założył wysłużoną nerkę z suchym chlebem od matki. Wymieniał go co jakiś czas, gdy pokruszył się za mocno. Wierzył w to, że nigdy mu się nie przyda. I jednocześnie codziennie zakładał, że tak właśnie będzie. Wypadki na kopalni zdarzały się regularnie. Mniejsze, większe, medialne i takie, o których wiedzieli tylko oni. Żaden z chłopaków ani przez sekundę nie zapominał o tym, że wchodzą do paszczy bestii. To naturalne, że czasem musiała coś pożreć.
Wyszedł z domu po zjedzeniu prostego posiłku. Dwie pajdy chleba z pasztetową, do tego czarna kawa z cukrem. Potrzebował węglowodanów i tłuszczów, które zapewnią sytość przynajmniej do południa. Śląska kuchnia była jakby zaprojektowana dla górników. Coś, co przelatywało przez organizm w ciągu trzech godzin, nie mogło stanowić diety ciężko pracującego mężczyzny. Za to tłuste potrawy pozwalały jeść rzadziej i zachować siłę.
Zaparkował niedaleko Alberty. Na zewnątrz wciąż panował mrok, miasto spało. Tylko kopalnia żyła przez cały czas, niezmordowana, jak ludzki organizm. I rzeczywiście, Alberta była żywą istotą. Za każdym razem, gdy zjeżdżał pod ziemię, na górze budynki stały w tym samym miejscu. Gdy wychodził na powierzchnię – ani drgnęły. Krajobraz wciąż taki sam, jak na fotografii. Za to tam, pod ziemią, wszystko zmieniało się z godziny na godzinę. Ciągle szli do przodu, coraz dalej i głębiej. Tu wyciekała woda, tam musieli zawrócić, bo zagrażał im metan. Tunele tylko dla niewprawnego oka wyglądały podobnie. W rzeczywistości różniły się i ulegały transformacjom, jakby chciały oszukać górników i nie dać im pełnej możliwości poznania terenu.

Eliza zapytała go, czy się nie boi tak bezustannie ryzykować. A dlaczego miałby się bać kopalni? Dawała mu poczucie bezpieczeństwa. Ciemności nie były straszne, ale kojące. Pozwalały się skupić. A pensję co miesiąc wypłacano co do dnia, nie musiał się martwić o byt. Prywaciarze bywali niewypłacalni, ale nie w kopalni. Szefowie wiedzieli, że inaczej żywy organizm musiałby się zatrzymać, a bez tego ani rusz. Zresztą, oni także kochali czarne złoto. I pragnęli go coraz więcej.
Kochał też rutynę. Najpierw szatnia i łaźnia. Później odbiór kasku, pełna gotowość do szychty. Przekazanie zmiany. Czy coś się wydarzyło na wcześniejszej szychcie? Ile trzeba wydobyć? Nie ma żadnej awarii?
Koledzy zebrali się już w pobliżu windy. Raczyli się tabaką. To stary zwyczaj i jednocześnie świetne pobudzenie przed zjazdem na dół. A tam trzeba mieć oczy z tyłu głowy.
– Szczęść Boże – przywitał się.
– Szczęść Boże! – Pozostali uśmiechnęli się pod nosem. Wczesna godzina nie sprzyjała pogaduszkom.
Napotkał wzrokiem Waldka. Jedynego człowieka na grubie, którego nie mógł znieść. Tamten wykrzywił usta, nie maskując nawet poczucia wyższości. Waldek zatrudnił się rok temu. I już pierwszego dnia postanowił zbudować w oczach nowych kolegów obraz śląskiego macho. Na dodatek miał aspiracje, by zostać sztygarem. Był jednym z tych, którzy przyszli pracować na dół z nadzieją na szybką karierę.
– Baby lecą na górników jak do miodu. Zech wcora tako jedna przygruchoł. Gryfno frelka.
Jego donośne głosisko rozlewało się po korytarzach. Janek zastanawiał się, czy nosi ze sobą jakiś przenośny mikrofon.
Takich ładnych dziewczyn było wokół Waldka sporo, a każda kolejna szychta stawała się przymusową okazją do wysłuchiwania przechwałek. Janek nie mógł się nadziwić. Jego wychowano inaczej. Jedna kobieta, rodzina, praca, wiara. Tych wartości nie wolno było rozbijać, ale stawiało się je na piedestale.
Któregoś dnia Janek nie wytrzymał.
– A ty czasem nie masz żony?
Stał się głosem wszystkich, bo gdy zadał to pytanie, zamilkli i rzucili w stronę Waldka wymowne spojrzenia.
– A ciebie co to? – odparł wojowniczo.
– A nic. Ale bania mi puchnie od tej godki.
– A mnie się rzigać chce na widok twoji gęby – mruknął tamten, ale się wycofał.
Od tamtej pory Waldek przestał opowiadać o miłosnych podbojach, a ilekroć trafiał na szychtę z Jankiem, atmosfera gęstniała. Pod ziemią robiło się jeszcze bardziej gorąco, duszno i mroczno”.
Danusiu, serdecznie ci gratulujemy kolejnej książki! Niech ta śląska historia znajdzie wielu czytelników!
W najbliższym czasie Danuta Awolusi będzie prowadzić następujące kursy:
- Kurs Podstawowy – od 21 października;
- Sztuka Pisania dla średniozaawansowanych – NOWY KURS na ZOOMIE – od 27 października
Zapraszamy!
Źródło cytatu: Danuta Awolusi, Pełnia słońca, Wydawnictwo Lucky, Radom 2026.
