Nina George Dean, dziennikarka i pisarka, narratorka powieści Dolly Alderton, kończy trzydzieści dwa lata. Ma przed sobą wiele wyzwań. Musi zmierzyć się z tym, co nieuniknione, poukładać sobie wiele spraw, dowiedzieć się czegoś na swój temat. Jak sobie poradzi?
Nina George Dean ma trzydzieści dwa lata. Bilans jej życia można właściwie uznać za dodatni. Co prawda jakiś czas temu rozstała się z poprzednim partnerem po siedmiu latach związku, ale pozostali w przyjaźni. Została, jak mówi, „praktykującą singielką”. Kupiła sobie małe mieszkanie. Zrobiła też karierę – najpierw poszła drogą ukochanego ojca i uczyła angielskiego, potem została dziennikarką i pisarką – dziś pisze popularne książki o filozofii jedzenia. Jeszcze nie wie, że podczas nadchodzącego roku przyjdzie jej doświadczyć wielu emocji, zmierzyć się z czymś bardzo trudnym, zweryfikować relacje i swoją wiedzę o świecie, a także spróbować – mimo wszystko – utrzymać się na powierzchni życia. Dobrze pasuje tu stwierdzenie jej doradcy hipotecznego: „Nina przeciwko światu”. Czy wyjdzie z tej batalii zwycięsko?

„- Myśleliśmy o sobie tyle rzeczy – westchnęłam. – Że nie lubimy wysokich, że nigdy nie zaczniemy korzystać z aplikacji randkowych, że nie chcemy brać ślubu. Śmieszne, jak bardzo się myliliśmy.
– Nie myliliśmy się – odparł. – Dorośliśmy”.
Tak, Nina może uważać się za szczęśliwą, ale jednak coś w jej życiu się psuje. Trwające całe lata przyjaźnie zmieniają swój charakter – ludzie, z którymi dawniej tyle ją łączyło, mają inne priorytety, skupiają się na zupełnie odmiennych sprawach głównie związanych z rodziną. Dom rodzinny Niny nie jest już, jak dotąd, bezpieczną przystanią. Matka Nancy (choć woli, żeby ją nazywać Mandy) przeżywa menopauzę. Z kolei ojciec Niny po udarze dostaje alzheimera – dotarcie do niego, ale także funkcjonowanie z nim robi się coraz trudniejsze, a matka zdaje się sobie nie radzić. Co więcej, nieuprzejmy sąsiad z dołu wprowadza sporo zamieszania, bezrefleksyjnie zakłócając mir domowy. Pojawia się też problem pisarski – pomysł na kolejną książkę nie znajduje uznania, rozczarowana Nina musi pomyśleć nad nowym tematem. Wiele się zmienia, kiedy Nina instaluje sobie aplikację randkową. Dolly Alderton ustami Niny czyni nieco gorzką obserwację:
„Nikt z nas nigdy w pełni nie zrozumie zakresu naszej wspaniałej nieoryginalności. Byłoby to dla nas zbyt bolesne. Wszystkie te oklepane teksty w stylu: »Lubię przebywać na świeżym powietrzu, ale także w domu. Uwielbiam pizzę. Szukam kogoś, kto potrafi mnie rozśmieszyć. Po prostu chcę mieć kogoś, do kogo będę wracał do domu i czuł, jak wierci się obok mnie w łóżku« stanowiły dowód na to, kim naprawdę jesteśmy i kim chcielibyśmy by wszyscy myśleli, że jesteśmy. Nagle stało się jasne, że każdy z nas to naprawdę taki sam zestaw organów, tkanek i płynów ubrany w jedną z miliona wersji tego samego banału. Wszyscy mamy takie same wątpliwości i pragnienia, potrzebę bycia kochanym, ważnym, zrozumiałym i przydatnym w taki czy inny sposób. Nikt z nas nie jest wyjątkowy i nie wiem, czemu tak bardzo z tym walczymy.”

Jednak Ninie udaje się znaleźć kogoś szczególnego – poznaje Maksa Redmonda, przystojnego, nieco tajemniczego księgowego. Między nimi od razu iskrzy. Nina szybko odnajduje się z powrotem w tym, co dawno zarzuciła. („Przypomniało mi się, jak irytująco przyjemne potrafią być te tradycje heteronormatywności”). Po pierwszej randce Max składa zaskakującą deklarację: „Na sto procent się z tobą ożenię”. Nina nie do końca bierze to poważnie, ale budzi się w niej nadzieja. Jest szczęśliwa:
„Odkryłam nowy rodzaj życia, które mogłam spędzić z Maksem. Życia biegnącego równolegle do tego codziennego z chorym ojcem, gasnącymi przyjaźniami i comiesięczną ratą kredytu hipotecznego. (…) Gdy poczułam ciepło ciała Maksa promieniujące z naszych splecionych dłoni, odniosłam wrażenie, że znalazłam się poza zasięgiem. Prawdziwy świat mógł próbować do mnie pisać, dzwonić i wysyłać maile, ale kiedy byłam z Maksem, nie mógł się ze mną skontaktować.”
Wszystko zdaje się dobrze układać – tym bardziej jest zdziwiona, kiedy Max po kolejnym wiele mówiącym wyznaniu nagle wyraźnie ogranicza kontakt, a w końcu milknie. Nina nie od razu chce przyjąć do wiadomości, że padła ofiarą ghostingu – bardzo współczesnego zjawiska. Bardzo cierpi, ale to pozwala też spojrzeć na kilkumiesięczną relację z Maksem nieco trzeźwiejszym okiem:

„Zastanawiałam się, jak długo będę musiała jeszcze czekać na odpowiedź. (…) Wydawało mi się, że tak wiele wiem o Maksie, a może jednak byliśmy totalnie obcymi dla siebie osobami, które tylko udawały bliskość. Nasza znajomość na początku opierała się na pięciu zdjęciach i paru słowach na temat zainteresowań, pracy i miejsca zamieszkania. To urocze spotkanie naszych profili na Linksie nie było w żaden sposób spontaniczne – nasze możliwości były zdeterminowane i ocenzurowane przez algorytmy. Czytaliśmy to, co sami o sobie napisaliśmy, a resztę uzupełnialiśmy wyobraźnią”.
Załamana – nie tylko zresztą tym okrutnym ghostingiem – musi odnaleźć się na nowo. Czuje się coraz bardziej osamotniona. Przyjaźnie się zmieniają, dawne układy przestają obowiązywać, wszyscy wydają się szczęśliwsi, a ona coraz bardziej zagubiona. Z wieloma problemami właściwie musi się mierzyć w pojedynkę.
Czytając Duchy, trudno uniknąć skojarzeń z Dziennikiem Bridget Jones Helen Fielding. Wydaje się, że to świadoma inspiracja (można znaleźć pewne zbieżności), choć Dolly Alderton wykorzystując motywy z chick-litu, świadomie tworzy coś ambitniejszego, choć nadal bardzo przyjemnego w lekturze (można Duchy określić mianem literatury środka). Sporo tu błyskotliwych obserwacji obyczajowych dotyczących związków międzyludzkich i naszej współczesności – problemach, relacjach, niedopowiedzeniach. Historia jest mało humorystyczna, dobrze przemyślana, bez tanich rozwiązań (autorka Dobrego materiału skutecznie unika takich pułapek fabularnych) czy męczącej banalności. Całość okazuje się nie tyle opowieścią o szukaniu księcia na białym koniu w czasach aplikacji randkowych – ale o mierzeniu się z gorzką stroną nieuniknionej dorosłości.
Duchy Dolly Alderton to nie tylko dobra rozrywka, ale książka, która zwyczajnie daje do myślenia – i taka, która zostaje w pamięci.
Źródło cytatów: Dolly Alderton, tłum. Piotr Grzegorzewski, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025.
