Pasjonaci historii być może będą mogli wymienić wszystkie sześć żon angielskiego władcy Henryka VIII i określić, co się z nimi stało. A kim była w tej opowieści o okrutnym królu Jane Boleyn? W najnowszej książce Philippy Gregory przemawia ona własnym głosem – co ciekawe, nie po raz pierwszy w twórczości tej pisarki.
„Z tą się rozwiódł, tę ścięto, ta zmarła, z tą się rozwiódł, tę ścięto, ta go przeżyła” – te słowa angielskiej wyliczanki nawiązują do sześciu kolejnych mariaży Henryka VIII Tudora. Cóż, ta historia fascynuje do dziś.

Upraszczając: Henryk VIII po otrzymaniu niezbędnej papieskiej dyspensy poślubił żonę zmarłego brata Katarzynę Aragońską, aby po kilkunastu latach wspólnego pożycia unieważnić małżeństwo – powodem był brak męskiego dziedzica tronu, a także rosnąca fascynacja jedną z dworek Katarzyny. W końcu król powołał do życia Kościół Anglikański, dając sobie prawo do anulowania poprzedniego małżeństwa i poślubił Annę Boleyn. Jednak druga żona – nie obdarzywszy króla obiecanym męskim potomkiem – została niesłusznie oskarżona o zdradę i ścięta. Kolejna królowa – Jane Seymour – umarła przy porodzie upragnionego sukcesora. Wkrótce Henryk VIII zdecydował się na kolejne małżeństwo z księżniczką z Kliwii. Jednak portret przyszłej połowicy – pędzla Hansa Holbeina Młodszego – okazał się znacznie wyidealizowany. Anna Kliwijska nie przypadła do gustu królowi, więc ten błyskawicznie się rozwiódł. Kolejna małżonka – młodziutka Katarzyna Howard, podobnie jak jejkuzynka Anna Boleyn – skończyła na szafocie, stracona za niewierność. Henryk VIII umiera, będąc żonatym po raz szósty – z Katarzyną Parr. Ta historia w gruncie rzeczy przypomina dobrą, trzymającą w napięciu powieść, pełną wielkich namiętności, wyrazistych bohaterów i niespodziewanych zwrotów akcji – i może dlatego tak często jest przedstawiana na łamach dzieł filmowych czy literackich, a nawet muzycznych (kto zna słynny musical SIX?).

Philippa Gregory, brytyjska pisarka pochodzenia kenijskiego, największą popularność zdobyła sobie właśnie powieściami o dynastii Tudorów. Opisywała m.in. kolejne żony Henryka VIII – w Wiecznej księżniczce Katarzynę Aragońską, ale z czasów jej pierwszego małżeństwa z Arthurem Tudorem, starszym bratem jej drugiego męża i pierwotnym dziedzicem angielskiego tronu. Kochanice króla (powieść, która przyniosła jej największą popularność – choćby za sprawą dwóch ekranizacji, w tym jednej w gwiazdorskiej obsadzie) przedstawiła historię upadku Anny Boleyn z perspektywy jej siostry Marii. Tytułowe Dwie królowe to kolejne żony Henryka VIII: Anna Kliwijska i Katarzyna Howard. Ostatnia królowa poświęcona jest szóstej małżonce króla: Katarzynie Parr. Tej, która go przeżyła. W najnowszej powieści Zdrajczyni Jane Boleyn Gregory powraca jeszcze raz na mroczny dwór Tudorów.
„Taką właśnie kobietą pragnęłam się stać: w samym centrum władzy, służąc kobiecie obdarzonej władzą.”
Mamy tu do czynienia ze swoistą ciekawostką pisarską. Jane Boleyn – dwórka kolejnych żon Henryka, szwagierka drugiej z nich, była już główną bohaterką jednej z poprzednich powieści Gregory – wspomnianych Dwóch królowych. Jej opowieść stanowiła dopełnienie historii tytułowych królowych. Cóż, Jane Boleyn z najnowszej książki jest zupełnie inna niż jej poprzedniczka. Na marginesie: ciekawe, że w posłowiu, skądinąd bardzo interesującym, bo pokazującym jak wizerunek postaci historycznych zmienia się z dekadami, zostaje podporządkowany aktualnej, wygodnej narracji) Philippa Gregory nadmieniła tylko Kochanice króla (gdzie lady Rochford była postacią epizodyczną), a pominęła całkiem Dwie królowe.

W Dwóch królowych Jane Boleyn, lady Rochford, to kobieta sportretowana zgodnie z upowszechnionym w opracowaniach, książkach, filmach czy serialach wizerunkiem: jako intrygantka, kobieta tkwiąca na granicy szaleństwa, dręczona przez demony przeszłości. Obmyśla chytry plan, ale na końcu okazuje się osobą sterowaną przez kogoś znacznie silniejszego niż ona. Tymczasem narratorka Zdrajczyni Jane Boleyn to kobieta nie tylko inteligentna, znająca dobrze reguły dworskiego życia, ale przede wszystkim obdarzona wielką empatią. Od najmłodszych lat funkcjonuje jako szpieg działający na rzecz wpływowego wuja. Czuje się częścią rodziny Boleynów – jest przywiązana zarówno do swojego męża, jak i szwagierki. Potrafi wiele dla nich uczynić. Los chce, że to ona zostanie przy życiu, kiedy George Boleyn i królowa Anna decyzją Henryka VIII skończą na szafocie. Wkrótce za sprawą królewskiego doradcy Thomasa Cromwella (ta przyjaźń zrodzona ze wspólnych interesów to jeden z najciekawszych wątków powieści) znów wróci w samo centrum zdarzeń – jako dwórka Jane Seymour. Później będzie służyć Annie Kliwijskiej – owej wzgardzonej narzeczonej z portretu – i Katarzynie Howard. Będzie stawać po ich stronie. Doprowadzi do tego, że Anna Kliwijska ocali życie (Philippa Gregory fenomenalnie odtworzyła znaną historię niemieckiej księżniczki, królewskiej siostry i opowiedziała ją na nowo). Spojrzy też na Kitty (jak nazywa się w powieści Katarzynę Howard) jak na biedną, naiwną dziewczynę wydaną za odrażającego starca. Zrozumie, że piąta żona króla odkryła prawdziwą miłość – i to w miejscu, w którym miłość nie istnieje wyparta przez intrygi i interesy. Szkoda, że była to miłość zakazana – bo do dworzanina. Jak opowiada Jane:

„Nigdy nie sądziłam, że zobaczę prawdziwą miłość, zieloną jak wierzba, na tym wyschniętym dworze. Myślałam, że przeprowadzą ją przez niebezpieczeństwa dworskiego życia i przywiodę – zgorzkniałą, mądrzejszą i bogatszą – do bezpiecznego wdowieństwa. Myślałam, że życie na dworze przyniesie jej zepsucie i majątek. Nawet mi się nie śniło, że może przemienić ją w istotę tak piękną jak łabędź, który znalazł swego towarzysza na całe życie”.
Ta historia to coś więcej niż wciągająca fabuła. Philippa Gregory dba o psychologię postaci – każda z nich jest złożona i nieoczywista. Być może pisarka coś koloryzuje lub przedstawia w kontraście do autentycznych zdarzeń (do tego, co jest fikcją, przyznaje się w posłowiu), ale to wszystko wygląda bardzo wiarygodnie. Ufa się tak skonstruowanym bohaterom. Jednym z najważniejszych elementów powieści pozostaje obraz dworu. Miejsca władanego przez szaleńca (szalony był również Henryk w Dwóch królowych – to akurat się nie zmieniło). Jak Jane mówi pod koniec opowieści:
„W świecie, w którym żyję, nie muszę udawać szaleństwa. Rządzi nami szaleniec, a my wszyscy jesteśmy tak pozbawieni rozumu, że zaczęliśmy od posłuszeństwa, a potem zaczęliśmy robić to, czego on chce, zanim jeszcze o to poprosił, a teraz wszyscy jesteśmy równie szaleni jak on. W młodości, kiedy był sprawiedliwy i przystojny, podziwialiśmy go, kochaliśmy i myśleliśmy, że dokona wielkich rzeczy. Teraz, gdy jest tyranem, wciąż powtarzamy, że jest sprawiedliwy i przystojny, podziwiamy go, kochamy i mamy wobec niego wielkie oczekiwania. Grozi wojną swoim sąsiadom, niszczy Kościół, zmienia prawa, morduje swoich przyjaciół i niszczy swoje żony, a my jesteśmy szaleni, jakbyśmy się najedli wilczej jagody – nigdy, przenigdy nie mówimy »nie«”.
I o tym traktuje również ta powieść. Czy króla szaleńca i jego dwór dałoby się przenieść do współczesnych czasów? To pytanie retoryczne. Kiedy powinno się powiedzieć „nie”? Jaka spoczywa na nas odpowiedzialność?
Przenieście się znów na dwór Tudorów – i poznajcie tę historię z zupełnie nowej, bardzo interesującej perspektywy. Polecam!
Źródło cytatów: Philippa Gregory, Zdrajczyni Jane Boleyn, tłum. Alina Patkowska, Harper Collins Polska, Warszawa 2025.
Źródło grafiki: https://nerdalicious.com.au/filmtv/wolf-hall-episode-5-a-murder-of-crows/
