Pan Darcy – bohater „Dumy i uprzedzenia” Jane Austen to dla wielu kobiet wzór mężczyzny. Zakochane w nim, w dorosłym życiu często szukają jego odpowiednika. Tylko czy to naprawdę dobry kandydat na partnera? Z tym problemem rozprawia się Rachel Feder.
Duma i uprzedzenie to najbardziej znana i najpopularniejsza powieść Jane Austen. Fascynuje do dziś, stanowi inspirację dla rozmaitych interpretacji, retellingów (pamiętacie chociażby Dziennik Bridget Jones Helen Fielding?), ekranizacji. To wiecznie żywa i lubiana klasyka. Bohaterowie tej książki to jedne z najbardziej znanych postaci w literaturze światowej. Pan Fitzwilliam Darcy stanowi obiekt uczuć wielu czytelniczek, może jedną z pierwszych literackich miłości. Początkowo opryskliwy dla bohaterki, pokonuje swoją dumę, naprawia błędy, usuwa przeszkody, ratuje rodzinę przed skandalem a wreszcie: otwiera na ukochaną swoje serce. Romantyczna historia, prawda? Cóż, Rachel Feder, amerykańska literaturoznawczyni, odsłania jej drugie dno w swojej książce: Mit Darcy’ego. Jane Austen, literaccy amanci i potwory, które nauczono nas kochać. Ona sama przedstawia się tak:

„Jestem wykładowczynią anglistyki na niewielkiej uczelni w stanie Kolorado i ekspertką w dziedzinie literatury brytyjskiej. Nigdy nie uważałam się za fankę Jane Austen, czyli dżejnistkę (bardziej w moim stylu są Frankenstein i Drakula), ale prowadzę zajęcia o tej pisarce praktycznie co roku. I co roku psuję ludziom Dumę i uprzedzenie”.
Rzeczywiście, jest szansa, że po lekturze będzie się patrzeć na Dumę i uprzedzenie inaczej – a na pewno czytać ją uważniej. O co chodzi w tym tytułowym mitem pana Darcy’ego? Trzeba się tu odwołać do relacji Elizabeth Bennet i pana Darcy’ego – relacji opartej na wzajemnej niechęci i niezrozumieniu. Pan Darcy jawi się jako ktoś arogancki, wywyższający się. Lizzie traktuje go z dystansem, jest do niego uprzedzona. Tymczasem okazuje się, że pan Darcy nie tylko potrafi się zrehabilitować, ale i zakochać, a kalumnie, które na niego wygadywał ktoś bardzo mu nieżyczliwy, nie mają pokrycia w rzeczywistości. Inaczej mówiąc – ktoś odpychający, nagle okazuje się ideałem. Ten wzorzec bierze dla siebie wiele ludzi, szukając odpowiednika pana Darcy’ego w rzeczywistości („Na tym polega mit Darcy’ego: fantazja, że osoba, która początkowo wydaje się arogancka i bezczelna, przemieni się w twoją bratnią duszę, jeśli tylko się o to postarasz” ). Problem w tym, że literatura sobie, a życie sobie – taki związek może być mocno toksyczny i trudno tu o bajkowe „żyli długo i szczęśliwie”.

Rachel Feder analizuje rozmaitych literackich „potomków” pana Darcy’ego, mężczyzn traktujących kobiety w podobny sposób. W jej opowieści obok pana Darcy’ego pojawią się zatem i inni bohaterowie Austen (na przykład Henry Crawford z Mansfield Park czy John Willoughby z Rozważnej i romantycznej – czy to możliwe, że Marianne Dashwood była z nim w ciąży?) Heathcliff z Wichrowych Wzgórz Emily Bronte, i Byron, i Dracula. Z bardziej współczesnych – sporo miejsca badaczka poświęci Zmierzchowi Stephanie Mayer czy Christianowi Greyowi (Pięćdziesiąt twarzy Greya). Rzeczywiście, ci panowie mają ze sobą coś wspólnego. Ważny rozdział będzie też dotyczyć Pięknej i Bestii, zwłaszcza w Disneyowskiej realizacji. To przykład bardzo wprost (choć paradoksalnie przy pomocy metafory) tego, że zaopiekowana Bestia zmieni się w księcia („Nie tylko uczy się nas kochać bestię, ale od najmłodszych lat słyszymy, że przemiany bestii w księcia dokonuje właśnie miłość i na tym miłość polega”). Tylko czy sama Bella może być w tym układzie szczęśliwa?
Interesująca jest teza, wedle której nabieramy pojęcia o miłości dzięki naszym pierwszym lekturom czy innym dziełom (pop)kultury (tutaj analizy doczekają się także seriale, piosenki czy programy typu reality show – niestety, nie te popularne w Polsce). Jednak możemy niektóre z nich źle odczytać albo nie zwrócić uwagi na pewne treści, jak w przypadku Austen: „na marginesach jej romansów straszą groźni mężczyźni, zrujnowane kobiety i codzienny rozlew krwi w kapitalistycznym patriarchacie”. Feder pisze o gotyckim rodowodzie Dumy i uprzedzenia, którego większość czytelników i czytelniczek nie jest świadoma:

„Gdy czytamy powieść Austen jak romans, który sprawia wrażenie autentycznego, osobistego i umożliwiającego utożsamienie się z bohaterkami, wpadamy w pułapkę – a przynajmniej umyka nam duża część treści i kontekstu. W ten sposób popełniamy niebezpieczny błąd. Bo prace Jane Austen są tak naprawdę supermroczne i zręcznie wplatają horror w historie miłosne, które serwują. Te opowieści i ukryte w nich potwory nierozerwalnie wiążą się z naszymi przekonaniami na temat miłości, co oznacza, że jeśli mylnie rozumiemy Austen, to mylnie rozumiemy romantykę. Bo chociaż bohaterki Jane Austen często otrzymują swoje szczęśliwe zakończenie (…), jej teksty często pokazują różne realne wymiary, w których miłość może kobietom zagrażać. A kiedy nie słuchamy ostrzeżeń, w imię miłości pakujemy się w różne niebezpieczne sytuacje”.
To, co wydaje się romantyczne i pożądane (a także gloryfikowane w książkach typu „enemies to lovers”, generuje właściwie toksyczne zachowania: „taki typ fabuły w powieści romantycznej stanowi racjonalizację złego traktowania kobiet w patriarchacie. Pokazuje on, że mężczyzna, który źle cię traktuje, po prostu jest zraniony i czeka na to, aż ktoś go zrozumie i pokocha”. Badaczka mówi wprost:

„Możliwe, że – natchnione Darcym i jemu podobnymi – staramy się pokochać różne bestie wystarczająco i mocno, by zamienić je w książęta, a tymczasem powinniśmy pamiętać, że większość bestii bynajmniej książętami nie jest, magia nie istnieje, a fantazja powinna zostać fantazją”.
Ta książka jest najciekawsza wtedy, gdy traktuje o literaturze, bo naświetla jej nieoczywiste strony. Z kolei rozważania natury politycznej (kwestia aborcji), te serialowe czy przykłady par wzięte z autentycznego życia (związki z odpowiednikami pana Darcy’ego) nie robią aż takiego wrażenia, nawet jako uzupełnienie głównej tezy. Natomiast co naprawdę przeszkadza to styl, w jakim ta książka została napisana. Chciałoby się kolokwialnie powiedzieć „lajtowy”, zupełnie nieprzystający do tego typu publikacji. Autorka często sili się na bycie śmieszną, a wychodzą z tego raczej „żenujące żarty prowadzącej”. Język zwyczajnie miejscami razi: „pieprzony Darcy”, „jest tak towarzysko niezgrabny, że ja pierdolę”, „stary, no co ty!” (to zwrot do Darcy’ego). „Te sprawy są kurewsko mroczne, a Austen o tym wiedziała”, „w porównaniu ze Zmierzchem Drakula wypada zajebiście woke”, „bardzo to wszystko krindżowe”. Może odrzucić, a szkoda, bo przecież pojawia się tu wiele ciekawych spostrzeżeń.
„Dojście do ładu z wpływem Austen na nasze myślenie o miłości i romantyce znacznie przyczyni się do rozpoznania, gdzie kończy się mit Darcy’ego, a zaczyna nasze życie” – pisze Rachel Feder. Warto zrozumieć, czym jest ów „mit Darcy’ego”, nawet jeśli odtąd będziemy patrzeć nieco inaczej na jedną z naszych ulubionych lektur.
Źródło cytatów: Rachel Feder, Mit Darcy’ego. Jane Austen, literaccy amanci i potwory, które nauczono nas kochać, tłum. Aleksandra Paszkowska, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2025.
Źródło grafiki: https://news.sky.com/story/what-jane-austens-mr-darcy-would-have-really-looked-like-10761128
