Lektura na weekend – W cieniu męża

To historia jakich wiele. Dwoje ludzi poznało się, pokochało i pobrało. A jednak Jane ignoruje rozliczne sygnały ostrzegawcze. Przez wiele lat tkwi w pułapce związku z człowiekiem narcystycznym, egoistycznym i próżnym. „On był tu głównym bohaterem, a ja jego żoną” – napisze w pamiętniku, który jest dla niej swoistą obroną.

Miłosne relacje międzyludzkie, związki, małżeństwa, to jeden z tych tematów uniwersalnych, które zawsze mogą się sprawdzić w literaturze. Powieści o trudnych bądź wręcz toksycznych związkach nie brakuje. Można wymienić choćby Sprawy, na które przyszedł czas Petry Soukupovej, Między nami niebotyczne góry Ewy Ostrowskiej, Mój Michał Amosa Oza, Trzepot skrzydeł Katarzyny Grocholi czy Kochać zbyt mocno, czyli kapcie potwora Rosalind Penfold. Kłamcy, powieść Sarah Manguso, również wpisuje się w ten nurt.

 „I rzucił mi pełne miłości spojrzenie. Poczułam się cudownie. A zaraz potem poczułam się usidlona”.

Powieść ma formę niedatowanego pamiętnika. W lakonicznych, nieco chaotycznych (co zamierzone) wpisach Jane opisuje blisko piętnaście lat związku z Johnem Bridgesem. Na początku pojawia się fascynacja. Oboje są artystami, Jane obawia się nierówności w związku („Uzmysłowiłam sobie, że John umie pisać, rysować oraz robić zdjęcia i filmy, a ja tylko pisać, i zrobiło mi się głupio. Ciekawe, czy będę się przy nim czuła jak panna nikt”). Jest dojrzałą, zdawałoby się, asertywną kobietą, a jednak miota się, ignorując wszelkie sygnały ostrzegawcze. Wchodzi w ten związek, to małżeństwo, istną sieć toksycznych zależności. Sama dobrze się rozwija, a John zalicza serie porażek – zarówno jako artysta, jak i jako biznesmen. Kolejne projekty padają, firmy, które miały przynieść majątek, plajtują. John i Jane są zmuszeni do kolejnych przeprowadzek, co nie pozwala im się zakorzenić. Jane ma coraz więcej obaw („zostanę samotną żoną, bez sieci wsparcia, być może obarczoną dzieckiem, niezdolną do pisania czy wykładania – prawdziwą żoną, czyli właśnie tym, kim przyrzekałam sobie nigdy nie zostać”). Jej zapiski to uchwycenie zwyczajnej codzienności, ale w cieniu walki o samą siebie i o małżeństwo – ale też świadectwo mydlenia samej sobie oczu (Jane długo wyszukuje argumenty na obronę Johna – człowieka narcystycznego i egoistycznego):

„Wstałam i poszłam do kuchni nalać sobie mrożonej herbaty. Zawołał za mną: jak ktoś sobie nalewa herbaty, to uprzejmie jest zapytać drugiej osoby, czy też się napije! Wróciłam i powiedziałam: zamiast odzywać się tak do swojej wyczerpanej żony, powinieneś jej codziennie dziękować za wszystko, co dla ciebie robi, za dziecko, za tę rodzinę i za ten dom, a tobie to wszystko wydaje się oczywiste. I wtedy przeprosił. Szczerze przeprosił.
Jeszcze tego samego dnia zadzwonił z pracy i przeprosił ponownie”.

Pojawia się w Kłamcach wiele gorzkich – i niestety trafnych – spostrzeżeń na temat przemocy psychicznej, ale także ekonomicznej. Choć Jane zarabia, jest – nie na własne życzenie – zależna od swojego męża:

„Jeśli chodzi o spędzanie całego dnia z małym dzieckiem, to kłopot polega na tym, że wieczorem człowiek jest wyczerpany fizycznie i wyzuty z rozumu, a namacalne efekty ograniczają się do zasyfionego domu, brudnych ubrań, szorstkich, spierzchniętych dłoni i niemożności wyjrzenia poza horyzont macierzyństwa.
Bycie matką pochłonęło w całości moją osobowość i moje życie, a mój mąż co kilka dni wypominał mi, że nie pracuję na pełny etat. Praca polegająca na opiece nad dzieckiem była dla niego niewidzialna”.

Kłamcy to mocne studium (nie)docierania, dominacji, bezbronności. Ma się wrażenie, że przez większość wspólnego czasu małżonkowie wręcz walczą ze sobą („John nadal wchodził mi w słowo, wmawiał mi, że to, co czuję, jest głupie, twierdził, że to ja prowokuję kłótnie oraz wychodził z pokoju w środku rozmowy i utrzymywał, że to zasadna reakcja, bo jestem narwana”). W tym wszystkim pojawia się też wątek pisarski – bo narratorka przecież jest pisarką. John zamiast ją wspierać, podcina jej skrzydła (nawet jeśli robi to w białych rękawiczkach):

„Niedługo po ślubie zaczęłam pisać swoją piątą książkę, a John dzielił się ze mną uwagami. Książka sprzedała się słabiej niż wcześniejsza. Przez wiele kolejnych lat, ilekroć w jakiejkolwiek rozmowie pojawiał się jej tytuł, John mówił: trzeba było ją ująć w rozdziały. Trzeba było mnie posłuchać. Ta książka to porażka. Powtarzał to na okrągło, miesiącami i latami, nawet w obecności innych ludzi; prosiłam go, żeby tego nie robił, ale mnie nie słuchał. Jego krytykanctwa nie dało się  pogodzić z moim niezbitym przekonaniem, że jestem szczęśliwą mężatką, nie dopuszczałam więc go do świadomości”.

W końcu pamiętnik staje się dla Jane swoistą próbą okiełznania pułapki, w jakiej się znalazła. To intymny zapis, próba wylewania emocji, dowiedzenia własnej racji. Akcja często skacze, trzeba trochę wysiłku, aby się rozeznać w danych etapach historii. Całość jest – jak już wspomniałem – dość chaotyczna, ale tkwi w tym zamysł („Codziennie musiałam pisać na nowo, żeby zobaczyć całość, ale niewiele do mnie docierało. Musiałam na okrągło notować jedno i to damo. Fabuła za każdym razem się rwała. Za każdym razem miała inny wydźwięk”). Całość emanuje szczerością (choć tu autorka posuwa się stanowczo za daleko – sporo miejsca zajmują wzmianki o defekacjach – to naprawdę nie było niezbędne). Jane w końcu dochodzi do pewnych wniosków. Tylko czy ktoś tu kogoś zdołał pokonać?

Największą siłą Kłamców jest niepewność, która może towarzyszyć czytelnikom przy lekturze. Bo na ile można wierzyć Jane? To jej subiektywny obraz sytuacji małżeńskiej –  czyżby nie przejaskrawiony, zaprawiony zbyt gorzko bólem? Tytuł jest nieprzypadkowy, a i liczba mnoga całkiem uzasadniona. W każdym razie innej wersji nie poznamy (i jest to najwyraźniej świadoma – i wcale trafna – decyzja Sarah Manguso). Mąż nie dostanie możliwości obrony.  Co więcej, sama narratorka, pogubiona we własnych emocjach i rozterkach ustawicznie zmienia zdanie (zresztą nie tylko względem własnego małżeństwa). Lepiej mieć na uwadze właśnie tę subiektywność – można się zastanowić, co jeszcze kryje się w tej historii. Czego Jane nie zapisała.

Takie książki wciąż są boleśnie aktualne – i warto po nie sięgać, choćby po to, aby zadawać pytania, analizować, przyglądać się własnym i cudzym związkom.

Źródło cytatów: Sarah Manguso, Kłamcy, tłum. Ewa Borówka, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2025.

Dodaj komentarz