Lektura na weekend – Dlaczego odebrały sobie życie?

To wiadomo od samego początku – siostry Lisbon odebrały sobie życie. Co pchnęło te pięć dziewcząt do takiego desperackiego kroku? Tę przejmującą historię opowiedzą zakochani w nich dawniej chłopcy – dziś już dorośli mężczyźni.

Przekleństwa niewinności Jeffreya Eugenidesa (znane też pod wcześniejszym tytułem Samobójczynie) otwierają wyjątkowo mocne akapity. Dowiadujemy się, że wszystkie siostry Lisbon popełniły samobójstwo – cała piątka. Zatem od początku wiemy, jak ta historia (makabrycznie) się skończy – ale co stoi za dramatyczną decyzją pięciu uczennic? Teraz do Przekleństw niewinności (zekranizowanych swego czasu przez Sofię Coppolę) można wrócić dzięki nowemu tłumaczeniu autorstwa Agi Zano.

„Przed trumną ustawiła się tylko rodzina. Pierwsze przeszły siostry, wszystkie tak samo oszołomione i z pustym wyrazem twarzy. Później ludzie mówili, że już wtedy można się było zorientować.
– Wyglądały, jakby puszczały do niej oko – twierdziła pani Carruthers. – Powinny zalewać się łzami, a one co? Parę kroczków, szybki żuraw do trumny i do widzenia. Jak żeśmy mogli tego nie zauważyć?”

Tę tajemniczą historię opowiada anonimowy reprezentant chłopców, którzy w roku samobójstw – w czasach dorastania w latach siedemdziesiątych – byli zakochani w siostrach Lisbon (a może to nie tyle pierwsza miłość, co wieloaspektowa obsesja). Dziś są już statecznymi mężczyznami, ale tamte dawno zmarłe dziewczyny w jakiś sposób wciąż w nich żyją. Oni nadal są swoistymi „kustoszami życia sióstr”. Przed tragediami nawiedzającymi Lisbonów poświęcali tej rodzinie wiele uwagi („mieliśmy mnóstwo czasu, by ich podglądać: dwoje wyblakłych rodziców, pozbawionych kolorów niczym negatyw fotografii, i pięć rozmigotanych córek w ręcznie szytych sukienkach, całych w falbankach i koronkach, rozpieranych przez dojrzewające ciała”). Po latach niczym w śledztwie zbierają ślady, analizują artefakty, przesłuchują tych, którzy byli z siostrami najbliżej i tych, którzy jedynie znali je z widzenia. W przeciwieństwie do prasy byli zaangażowani w te sprawy osobiście, wchodzili w interakcje z Lux, Bonnie, Mary, Therese i Cecilią. („Prasa, rozpisująca się później o »samobójczym pakcie«, jak to nazwali dziennikarze, traktowała siostry jak automaty, istoty tak pozbawione życia, że ich śmierć właściwie niewiele zmieniała”). Każdy ze świadków coś wnosi do tej historii, ale czy ktoś może zbliżyć się do prawdy?

Co tak naprawdę się zdarzyło? Wersje są różne, a wszyscy zdają się pogrążać w niewiedzy. Ksiądz asekuracyjnie stwierdzi: „- Samobójstwo, jako grzech śmiertelny, to kwestia intencji. Bardzo trudno byłoby stwierdzić, co te dziewczynki miały w sercach. Co tak naprawdę zamierzały zrobić”. Ronnie Lisbon, ojciec denatek, po latach przyzna, że podlegały zbyt ścisłemu rygorowi. Z kolei pani Lisbon – despotyczna i religijna – powie: „- Żadnej z moich córek miłości nie brakowało. Miłości mieliśmy w domu pod dostatkiem”. Tyle że dlaczego skoro miłości było w bród, Cecilia popełniła dwie próby samobójcze – w tym jedną skuteczną? Lux napisała na marginesie książki „Chcę się stąd wyrwać”, a Therese poskarży się na jedynej zabawie, na którą siostry puszczono: „- My chciałybyśmy tylko żyć. Gdyby ktoś nam na to pozwolił”. Niemal samodzielnie trzeba rekonstruować tę historię – a poszlaki bywają wątłe. Eugenides świetnie wykorzystuje upływ czasu. Tak naprawdę nie wiadomo, komu można ufać, lata zniekształcają pamięć. Pojawiają się niezgodności nawet w szczegółach:

„Nie mieliśmy pojęcia, kto wezwał służby, ani skąd ratownicy wiedzieli, że robią tego dnia właściwie za grabarzy. Tom Faheem twierdził, że Therese poleciała do środka i zadzwoniła po ambulans, ale my pamiętamy, że wszystkie pozostałe przy życiu siostry stały bez ruchu na ganku, póki nie przyjechał. Nikt inny na naszej ulicy nie wiedział, co się właśnie wydarzyło. Na żadnym z identycznych pobliskich trawników nie było żywej duszy. Gdzieś w oddali ktoś robił grilla. Zza domu Joego Larsona dobiegało suche stukanie lotki odbijanej bez końca tam i z powrotem, przez dwóch najlepszych graczy badmintona.”

Mamy tu do czynienia z powieścią będącą niejako połączeniem Małych kobietek Louisy May Alcott i Carrie Stephena Kinga, a aura przywodzi niekiedy na myśl opowiadania Edgara Allana Poego (opisy rozpadającego się domu Lisbonów robią ogromne wrażenie). Amerykańskiemu pisarzowi doskonale udało się ująć kontrast między zwyczajnym życiem, a tkwieniem w cieniu tragedii. Tylko temu wszystkiemu można się przyglądać jedynie z odległości. Nawet ci, którym uda się podejść bliżej – jak na przykład przebojowemu Tripowi Fontaine zakochanemu w jednej z sióstr („Żaden chłopak nie był tak nonszalancki, tak cool jak Trip Fontaine. Czuć było od niego, że zdał już na kolejny etap życia, dotknął tego, co w prawdziwym świecie najprawdziwsze, podczas gdy my byliśmy dalej zajęci uczeniem się na pamięć cytatów z lektur i poprawianiem ocen”), nie poznają prawdy albo sami nie będą pewni tego, co jest prawdą, a co interpretacją. Całość jest gęsta, duszna, mocno naturalistyczna i nasycona symbolicznymi treściami. Stale powraca motyw żelenic – owadów, które żyją bardzo krótko:

„W pewnej chwili spojrzeliśmy w górę i zobaczyliśmy, że wszystkie żylenice poumierały. Niebo nie było już bure, a błękitne. Poszliśmy po kuchenne miotły i pozgarnialiśmy martwe robactwo ze słupów, okien i linii wysokiego napięcia do worków, tysiące tysięcy czarnych zwłok o skrzydłach z surowego jedwabiu. (…) Nikt nigdy nie zrozumiał, co w nas wstąpiło w tamtym roku i skąd się wzięła nasza zagorzała nienawiść do warstwy martwych owadów pokrywającej nasz świat”.

Świat Przekleństw niewinności jest silnie płciowo spolaryzowany. Tutaj dorastający chłopcy poznają świat dziewcząt, które – z racji swojej płci właśnie – zdążyły już dorosnąć i poznać tajemnice życia. A do tego dochodzą jeszcze pierwsze zauroczenia, hormony, erotyczne zainteresowanie, a wreszcie poczucie, że chłopcy – niczym rycerze – zostali obarczeni misją uratowania tych dziewczyn.

„Nigdy nie rozumieliśmy, dlaczego dziewczynom tak zależy na dojrzałości (…). Poczuliśmy, jakim więzieniem jest dziewczyństwo, jak sprawia, że umysł żyje marzeniami, i jak człowiek się uczy, które kolory do siebie pasują. Pojęliśmy, że dziewczyny są naszymi bliźniaczkami, że istniejemy razem jak zwierzęta o identycznych skórach i że one wiedzą o nas wszystko, choć same pozostawały dla nas enigmą. I wreszcie dotarło do nas, że te dziewczyny to tak naprawdę kobiety w przebraniu, że rozumieją miłość, że rozumieją nawet śmierć, a naszym zadaniem jest jedynie robić hałas, który jak widać je fascynuje”.

Przekleństwa niewinności to znakomita powieść – wieloaspektowa, napisana z pomysłem, taka, do której chce się wracać, aby spróbować znów przeniknąć tajemnicę nieszczęsnych sióstr Lisbon. Tylko czy to w ogóle możliwe? Sięgnijcie po tę historię.

Źródło cytatów: Jeffrey Eugenides, Przekleństwa niewinności, tłum. Aga Zano, Wydawnictwo Mova, Białystok 2025.
Źródło grafiki: https://www.picturehouses.com/movie-details/005/HO00012684/the-virgin-suicides-intro?filter=

Dodaj komentarz