Lektura na weekend – I żyli długo i szczęśliwie?

Emma Westly to kobieta bogata, ambitna i niezależna. Nie czekała na miłość – a ta spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Matthew wydaje się ideałem. A jednak do ich obiecującego związku wprowadza kogoś jeszcze – zmarłą żonę. Wkrótce w życiu Emmy zaczną dziać się dziwne rzeczy…

Najnowszą książkę Adele Parks, brytyjskiej pisarki, otwiera mocna scena: policjant przygląda się zwłokom. Ktoś zginął w wypadku, niemal przygwożdżony do drzewa. A może to było morderstwo? I kim jest ofiara? Na kolejnych stronach dowiemy się, co doprowadziło do tak tragicznego wydarzenia.

„Prawda jest taka, że Becky była pierwsza. Ja jestem druga po niej. Nic na to nie poradzę, a marzenia, by zmienić przeszłość, są domeną głupców. Normalnego człowieka mogą doprowadzić do szaleństwa”.

Narratorką większości rozdziałów jest czterdziestosiedmioletnia Emma Westly. To kobieta spełniona: ma dużo pieniędzy, mieszka w ogromnym, luksusowym domu na odludziu. Stoi na czele wielkiej firmy. Nie ma nikogo u swojego boku, ale właściwie nie szuka. Randki przestały ją satysfakcjonować. Jest bardzo niezależna – dużo od siebie wymaga. Działa w oparciu o rutynę. Układa sobie świat po tym, jak jej życie w dzieciństwie się rozpadło – musi mieć nad nim kontrolę. Tymczasem podczas jednej z konferencji poznaje czarującego, kilkanaście lat od niej młodszego fotografa: Matthew Charlton, Między nimi od razu iskrzy, choć pierwsze spotkanie (co rozczarowujące dla Emmy) nie od razu prowadzi do kolejnego. Ich ścieżki będą musiały się zbiec w innych okolicznościach. Ci dwoje przestają się bronić przed uczuciami. Sama Emma otwiera się na to, co nowe i jest szczęśliwa. Zawsze spięta i wymagająca, wreszcie pozwala sobie odpuścić, bo pojawił się ktoś, kto się o nią troszczy („Przy Matthew czuję się bezpieczniej, niż czułam się kiedykolwiek w swoim życiu”).

Jednak Emma ma konkurencję: Becky, pierwszą żonę Matthew. Byli małżeństwem dziesięć lat. Becky zmarła w dramatycznych okolicznościach niespełna rok wcześniej. Choć Matthew wydaje się szczęśliwy w nowej, obiecującej relacji, obecność jego pierwszej żony jest wyraźnie wyczuwalna, rzuca cień na to, co łączy głównych bohaterów (Emma wyznaje wręcz: „czasem odczuwam jej ducha, jak siedzi między nami na kanapie. Nie dosłownie oczywiście; nie wierzę w te bzdury. Metaforycznie jednak Becky mnie prześladuje”). Rozumie, że po części jest na straconej pozycji:

„O ile spotkanie się z Matthew uważam za cudowne, o tyle wpasowanie w tej układ jego nieżyjącej byłej stanowi dla mnie wyzwanie trudniejsze niż w przypadku eks, która by wciąż żyła. Jakkolwiek spojrzeć zmarła żona jest bez skazy. Pogodziłam się z faktem, że w moim wieku, gdy się z kimś umawiam, w tle czai się jakaś była, zwykle są też dzieci, a nawet byli teściowie, których trzeba ująć w równaniu. Na ogół podchodzę do tego racjonalnie. Gdyby facet był szczęśliwy ze swoją eks, toby się nią nie rozwiódł, a zatem: skoro się rozwiódł, to nie był szczęśliwy. Tym sposobem można potraktować rozwodnika jak białą kartę. Kandydata, który rokuje. Zupełnie inaczej wygląda sprawa, gdy żona umarła. Matthew i Becky byliby nadal razem, gdyby tylko mogli. Ja jestem dla niego drugim wyborem, nie drugą szansą. Musi się mną zadowolić, ponieważ nie ma innego wyjścia.”

Mimo wszystko to ona ma przy sobie ukochanego mężczyznę – ale musi się mierzyć z kłopotami. Jej najlepsza przyjaciółka nie ufa Matthew – widzi w nim kogoś zakochanego nie tyle w Emmie, co w jej pieniądzach. On sam zdaje się człowiekiem pełnym tajemnic, na pewno czegoś Emmie nie mówi. A narratorka zaczyna odczuwać niezdrową obsesję, gdy myśli o swojej poprzedniczce, jej świat poukładany dotąd chwieje się w posadach („Przykro mi, że zawsze wypadam blado w porównaniu z Becky. Nie jestem do tego przyzwyczajona. Zanim spotykałam Matthew, byłam pewna, kim jestem, co daję światu, jaką mam wartość”). Narzeka ona:  

„Mam kłopoty z koncentracją; zatraciłam gdzieś logikę i rozsądek. Ponieważ nie wiem, czego szukać, dopatruję się echa Becky w każdej kobiecie, którą spotykam. We wszystkich wyobrażonych przeze mnie inkarnacjach Becky jest śliczna. I młoda. A przynajmniej młodsza ode mnie – o co najmniej dekadę. Dzięki temu też pełna życia w ten ulotny, niepodrabialny sposób. Matthew także jest młody. Pasują do siebie jak dwie łyżeczki. On oczywiście poznał ją na intymnym poziomie, ale ciekawe, czy sam też to robi – czy bez ustanku przepatruje twarze, mając nadzieję, że rozpozna ją w innych kobietach?”.

Na domiar złego wokół niej zaczyna dziać się coś dziwnego. Rzeczy zmieniają swoje miejsce, mnożą się akty wandalizmu. Bohaterka czuje się coraz mniej bezpiecznie. Czy winny temu jest Matthew? A może duch Becky? Niewiele brakuje, aby Emma zaczęła powątpiewać we własne zdrowe zmysły:  

„Boję się, że zawodzi mnie pamięć. Że nie wiem, co tak naprawdę się wydarzyło. Że zaczyna mi odbijać. Chyba po raz pierwszy w życiu utożsamiam się z ludźmi, o których się mówi, że są w stanie rozsypki. Bo przecież normalnie stąpam twardo po ziemi, stoję pewnie na nogach, ufam swojemu osądowi. Dziś wszystko jest możliwe. Przestałam być opoką, zamieniłam się w ciecz, która może się rozlać albo całkiem wyparować… Nachodzą mnie te i tego typu fantastyczne myśli, tak do mnie niepodobne. A jednak tłoczą się w mojej głowie…”.

Główna bohaterka natrafia na miłość życia, ale prześladuje ją wspomnienie poprzedniczki – to znajomy motyw, prawda? Adele Parks wyraźnie inspirowała się Rebeką, najsłynniejszą powieścią Daphne du Maurier (recenzję znajdziecie tutaj). To nie przypadek, że poprzedniczka Emmy nosi właśnie imię Becky. Natomiast brytyjska pisarka nieco inaczej rozdała role. Manderley to posiadłość nie pana młodego, lecz panny młodej. Rozwiązanie zagadki też okazuje się cokolwiek inne…

Całość napisana jest bardzo przystępnie i wciągająco. Nie ma tu tanich thrillerowych chwytów czy mnożenia makabry. Chce się wiedzieć, jaka jest prawda. A Adele Parks potrafi zaskoczyć – plot twisty w środku akcji spodobają się wymagającym czytelnikom (a już ten zachowany na ostatnie strony! No, tu można dać się wbić w fotel – pewna informacja wywraca całą naszą wiedzę do góry nogami). Tylko czy cała prawda zostanie ujawniona? Jak zauważa jedna z bohaterek „Arogancją, wręcz szaleństwem jest myśleć, że poznamy wszystkie odpowiedzi, że mamy do nich prawo i że będziemy wiedzieli, co z nimi zrobić, kiedy je usłyszymy”.

Polecam Cień pierwszej żony fanom domestic thrillerów, ale także tym, którzy lubią nawiązania literackie. Tutaj wyszły świetnie! Przenieście się do innego Manderley!

Źródło cytatów: Adele Parks, Cień pierwszej żony, tłum. Urszula Gardner, Wydawnictwo Mova, Białystok 2025.

Dodaj komentarz