„Nie można jednak ocalić kogoś, kto już spadł w przepaść” – mówi Sara. Prawie dwie dekady wcześniej, po tragicznej śmierci dorastającego syna Alana, rozpadł się cały jej świat. Lecz gdy poznaje Kacpra, klienta kawiarni, jest pewna, że się nie myli – czy to możliwe, że Alan wrócił w innym ciele?
Dawniej Sara, bohaterka najnowszej powieści Danuty Awolusi, nauczycielki Pasji Pisania, była certyfikowaną terapeutką dziecięcą, odnoszącą spore sukcesy. Miała kochającego męża Eryka, wspaniałego syna Alana, piękny dom. A jednak zdarzyło się coś nieodwracalnego – siedemnastoletni Alan zginął w wypadku. Sara mówi, że to dzień „mojej prywatnej apokalipsy, której nie powinnam była przeżyć”. To metafora, która właściwie dobrze oddaje stan rzeczy. Fragmenty opisujące funkcjonowanie Sary tuż po śmierci syna są naprawdę przejmujące:

„Pogrążyłam się w głuchym wyparciu jak w gęstej, lepkiej cieczy. Mój mózg zalało znieczulenie, serce sparaliżowała fala otępienia. Wszyscy mówili, że jestem w szoku, ale to słowo nie oddawało mojego stanu. To było jak wylew. Ostry wylew, który zmienił mnie w roślinę. Niestety ten stan musiał kiedyś minąć. Wiedziałam, że gdy obudzę się z tej śpiączki na jawie, spadnie na mnie ból, na który nikt na świecie nie jest gotów”.
Mówi: „Wciąż mam wrażenie, że w środku jestem wydrążona. Pusta, pozbawiona sensu” i to nie są czcze słowa. Sara nie dała sobie pomóc, uznała, że terapia nie ma sensu. Nie chciała zaczynać od nowa, raczej zamknąć się w sobie do reszty. Porzuciła całe swoje życie, rozwiodła się z mężem, przeprowadziła się do małej mieściny, gdzie zaczęła pracować w kawiarni Chill&Grill, na której personel składają się ludzie po przejściach („Nie jesteśmy pracownikami, ale częścią pokręconej rodziny”). Mieszka w kawalerce, która bardziej przypomina celę więzienną. Nie ma komórki, nie korzysta z Internetu. Tłumaczy:
„W dzień śmierci Alana umarłam razem z nim. Na moje miejsce weszła nowa Sara. Obca mi kobieta, pozbawiona wielu cech, które w sobie lubiłam. Ta nowa Sara długo zawodziła na różnych polach, ale potrafiła podejmować decyzje. Dokonywała błyskawicznych cięć i w krótkim czasie odrąbała całe swoje życie jak zainfekowaną nogę”.
Poznajemy ją w momencie szczególnym i trudnym zarazem – tego dnia Alan miałby urodziny. Sara najchętniej zostałaby w domu, ale Miki z Chill&Grill, który roztoczył nad nią opiekę, jej na to nie pozwala. Sara przychodzi do pracy – i przychodzi jej obsłużyć chłopaka zdumiewająco podobnego do jej zmarłego syna:

„Sparaliżowana szokiem, bezczelnie analizuję jego twarz, fragment po fragmencie. Odnajduję piegi i przeszywa mnie dreszcz, stawiając na baczność włoski na rękach. On uśmiecha się niepewnie, trochę zmieszany moją miną. I tak, kącik ust wędruje w górę, a zęby… Stoi przede mną mój syn, zamknięty w ciele innego młodego człowieka. Jest od niego wyższy, ma jaśniejsze kręcone włosy. Ja jednak zyskuję pewność. Serce matki rozpoznałoby go nawet, gdybym nie znalazła żadnych podobieństw.”
A zatem to Alan do niej powrócił – w kolejnym wcieleniu! Sara musi nie tylko nawiązać kontakt, ale wręcz się jakoś zbliżyć do Kacpra – bo tak ma na imię chłopak, rzekome kolejne wcielenie Alana (na co Sara znajduje kolejne dowody). Sara tym razem nie może zawieść jako matka.
Historia jest niezwykła. Wciąż można się zastanawiać, czy Sara postradała zmysły z rozpaczy, czy może coś jest na rzeczy z tą reinkarnacją. A Sarze łatwo się kibicuje, kiedy wychodzi z tej swojej żałobnej skorupy, jakby się budzi, wraca do życia – piękna jest na przykład scena, w której pierwszy raz od lat udaje się do fryzjera i wraca zadbana, a nawet szczęśliwa tym szczęściem, którego nie ośmieli się nawet nazwać („Nadal nie dowierzam temu, co się dzieje. szczęście usiłuje wślizgnąć się we mnie, a ja rozpoznaję je jako ciało obce”).
I tylko czasem zachowanie Sary, niemal histeryczne, może wzbudzać niepokój. Tak jak napisałem wyżej, kibicuje się jej w tych desperackich staraniach („Jestem głodna. Łaknę jego miłości, ale zadowolę się strzępkiem uwagi, czymkolwiek, byle poczuć więź. Kacper musi złapać nić, zauważyć to, co oczywiste. Uważam, że idzie mi całkiem nieźle”), ale czy to nie obsesja? Coś, co mogłoby się w nieco innych warunkach zmienić wręcz w stalking? Tak, historia opisana we Wciąż tu jestem nie jest jednoznaczna.

Oczywiście opowieść nie rozgrywa się wyłącznie między Sarą i Kacprem. Pojawiają się i inne wątki – opieka nad starszą chorą matką, nad zabiedzonymi psami, ale też wyjście do społeczeństwa. Wśród motywów znajdziemy także alkoholizm, depresję. A i sprawa śmierci Alana nie jest do końca jasna. Czy matka (nota bene terapeutka), która tak obsesyjnie pogrąża się w żalu po śmierci syna, naprawdę go znała? Czy rzeczywiście byli tak blisko za jego życia? Wszystkie okoliczności tego tragicznego dnia, który na zawsze odmienił życie Sary, poznamy dopiero na końcu.
To naprawdę przejmująca historia – rzecz o zakleszczeniu się w poczuciu straty, we własnym bólu. Może też o życiu, które jest formą kary. Ale też o tym, że przed przepracowaniem żałoby nie wolno uciekać. Sara boi się własnego szczęścia, boi się tego, że wyjście ze strefy komfortu narazi ją na kolejne cierpienia, a jednak budowania relacji nie da się zatrzymać, choć nie jest łatwe. W toku powieści główna bohaterka dojrzewa – tłumaczy swoje postępowanie („po prostu przeraźliwie się bałam, że czerpiąc przyjemność z życia, zdradzam Alana. A przecież życie bez niego nie jest dobre. I nie wypada cieszyć się, gdy ukochane dziecko zginęło”). Nieco paradoksalnie choć to historia naprawdę smutna, to niesie ze sobą sporo pocieszenia.
Sięgnijcie koniecznie po Wciąż tu jestem Danuty Awolusi – to dojrzała proza, porywająca, dająca do myślenia powieść, którą czyta się ze ściśniętym gardłem, ale i nadzieją na lepsze jutro dla Sary.
Źródło cytatów: Danuta Awolusi, Wciąż tu jestem, Wydawnictwo Lucky, Radom 2025.
