Lektura na weekend – Co się stało z Giną?

Gina Szado, popularna piosenkarka, zostaje uznana za zaginioną. Po koncercie nie wróciła do domu. Czy pochłonęło ją morze? Kto stał za jej zniknięciem? Tego usiłuje się dowiedzieć Jakub, jej mąż.

Najnowsza powieść Ewy Przydrygi, cenionej autorki thrillerów psychologicznych, zaciekawia już na płaszczyźnie tytułu. Zęza? Czy to wymyślone słowo? Bynajmniej. Jak dowiadujemy się z początkowych wyjaśnień to położona najniżej pod pokładem wewnętrzna część jednostki pływającej. Trafiają do niej rozmaite zanieczyszczenia: ścieki, smary, paliwo. Dlatego tę część statku nazywa się  rynsztokiem statku bądź jego brudnym sumieniem. Intrygujące, prawda? A jeśli dodać do tego potworną, ale porywającą scenę otwierającą powieść: oto nieznajoma kobieta walczy w wodzie o życie. No cóż, to dobry przepis na zdobycie uwagi czytelnika!

Jakub Szado i Gina pochodzili jakby z zupełnie różnych rzeczywistości. On: raczej introwertyczny rybak, ona: popularna piosenkarka, która poszła na kompromisy z własnymi ambicjami i marzeniami:

„Kilka lat temu Gina zeszła ze sceny w blasku fleszy i pośród owacji, nie czując nic poza dojmującą pustką. Utwór, który przyniósł jej sławę, miał do bólu linearną linię melodyczną. Nie był to przypadek, tylko celowo zaprogramowana w melodii i słowach pętla. Albo, jak kto woli, przynęta dla mózgu. Gina mu się kiedyś z tego zwierzyła. Na szczyt wyniosło ją tworzywo skrojone na potrzeby mas, a nie,, tak jak zawsze chciała, reaktywna materia”.

Nie zrozumiemy do końca, co tych dwoje do siebie przyciągnęło, co sprawiło, że zostali małżeństwem (dopiero później okaże się, że być może połączyły ich traumy, m.in. utrata kogoś, kogo bardzo się kochało). Zęza to nie romans. Jednak Ewa Przydryga, ukazując ich historię, przytacza jeden bardzo wymowny dialog z pierwszego spotkania:

„W twoim świecie chyba jest jednak ładniej, co?
– Ładniej? – Zaśmiała się gorzko. – W moim świecie jest tylko trochę inaczej. To, co brzydkie, jest na widoku, ale zamaskowane. Owszem, z wierzchu wygląda ładnie. Jak świecidełko. Dlatego nie widać w nim prawdy”.

Jednak ostatnio państwo Szado przeżywali kryzys. Co więcej, na jachcie Giny doszło między nimi do ostrej kłótni. Niedługo później Jakub odkrył, że jacht dryfuje samotnie. Na pokładzie odnalazł krwawe ślady, ale nie było tam jego żony. Co się stało z Giną? Początkowo Jakub sam staje się podejrzanym – ale nie jedynym. Przeszłość Giny skrywała wiele mrocznych tajemnic. Ponadto między członkami zespołu nie brakowało napięć, a sama piosenkarka mierzyła się z osaczającym ją stalkerem. No i nie można zapominać o Anicie, byłej żonie Jakuba, która z pewnych względów darzyła Ginę wielką nienawiścią. Co się naprawdę stało? I gdzie jest Gina? Czy żyje? Jakub sam podejmuje się śledztwa. Ze strachem szuka „nowych, strasznych drzwi prowadzących do wnętrza jego żony”. Wie, że tylko on może się wykazać takim zaangażowaniem:

„Jego żona, tak samo jak wcześniej, pozostanie tylko numerem akt. Kratką w Excelu. Bazgrołem. Twarzą ze zdjęcia. Może kimś. Albo zupełnie nikim. Jego prowadził zew, którego tamtym brakowało. Zew miłości. Najsilniejszy z możliwych, bo na szali leżało wszystko, co miał i kochał. Połówka jego rozbitego uniwersum. Ostatnia. Czy coś w ogóle mogło przebić tę siłę, ale chociaż się z nią zrównać?”.

Okazuje się, że być może rozwiązanie zagadki zaginięcia (zamordowania?) Giny kryje się w jej mrocznej przeszłości. A może ma związek z niedawną śmiercią kogoś z najbliższej rodziny? 

W Zęzie mamy zagadkę i podejrzanych, pojawiają się elementy śledztwa, ale Ewa Przydryga skupia się najbardziej na rysunku psychologicznym postaci. Bohaterowie są bardzo wyraziści ze swoimi dramatami – czy chodzi o Jakuba, czy Ginę, czy o Gerarda Szado, doświadczonego rybaka, czy o Anitę, czy o człowieka, który na karierze Giny opierał własną, czy o tych najmłodszych: Maksa i Tytusa, czy o epizodycznie pojawiającego się latarnika, który, choć skazany na samotność, czuje się właśnie najlepiej w latarni (poboczny to wątek, ale jakże przejmujący!). Trzeba przyznać, że fabuła też jest bardzo dobrze przemyślana. Tropy są rzucane rozlicznie, bywa, że wiodą na manowce, coś zostaje jedynie zasygnalizowane, pobudzając ciekawość czytelnika („Rozmowa ojca i syna jeszcze szerzej otworzyła puszkę Pandory. W ciszy każdy z mężczyzn ukrył coś przed tym drugim. Ojciec zataił swoje wątpliwości, a Jakub przebieg tego, co wydarzyło się tamtej nocy na jachcie. Byli więc kwita”). Możemy być już pewni, że rozszyfrowaliśmy sprawcę i znamy prawdę, ale to często tylko zręczny wybieg. Sporo tu zwrotów akcji. Tę opowieść wieńczy zaskakujące zakończenie. A całość okazuje się bardzo dramatyczna.

Na osobną uwagę zasługuje w Zęzie niezwykły klimat. Ma się wrażenie, że Ewa Przydryga rzeczywiście wniknęła w niełatwy i niedostępny świat rybaków, który przedstawia z takim wyczuciem. Morze jako żywioł – tylko pozornie oswojone, wciąż niebezpieczne, wydaje się tu osobnym bohaterem:

„Fale coraz śmielej rozbijały się o burtę. Przy sztormowej pogodzie woda zawsze miała inny, bardziej intensywny zapach. Zupełnie jakby po jakimś niewielkim nakłuciu morze samo się rozpruwało. I wydobywało z siebie to, co zalegało na wszystkich jego głębokościach. Począwszy od tego, co w nim ożywcze, poprzez parszywie cuchnące, a wreszcie i martwe. Leżące w beztlenowych głębinach, przykryte grubą warstwą mułu, gdzie nie ma żadnego życia poza bakteriami i nicieniami. Nie licząc, rzecz jasna, zalegających tam od dziesiątek lat okrętów i pozostawionych w nich roby i amunicji. Jakub czuł, że wdycha woń materii tak symbiotycznej jak to koegzystujące w morzu życie i śmierć”.

Całość składa się na naprawdę satysfakcjonujący thriller – przemyślany, napisany w sposób zgrabny i bardzo przekonujący. Co można docenić najbardziej w Zęzie? Niesztampowość, ale także wielką uwagę, jaką Ewa Przydryga przykłada do każdego aspektu powieści. Polecam! Przekonajcie się, co się stało z Giną.

Źródło cytatów: Ewa Przydryga, Zęza, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2025.

Dodaj komentarz