Lektura na weekend – Długie cienie starych grzechów

Lato 1986 roku, wieś Rokitnica. Miejscowy proboszcz znajduje na torach zwłoki zamordowanej młodej kobiety. Nikt nie wie, kim była, co robiła w tym miejscu. A może jest dokładnie odwrotnie – wszyscy wiedzą? Kapitan Witczak musi się zmierzyć z wiejską zmową milczenia.

Anna Kańtoch długo była kojarzona wyłącznie z fantastyką. Obecnie coraz większe tryumfy święci w literaturze kryminalnej. Ogromną popularność zdobyła sobie choćby trylogią przedstawiającą śledztwa Krystyny Lesińskiej (Wiosna zaginionych, Lato utraconych, Jesień zapomnianych). Dobre recenzje zebrał też jej ostatni kryminał Trzecia osoba (recenzowałem ten tytuł we wiosennej „Lekturze na weekend”). Niedawno Wydawnictwo Marginesy wznowiło jeden ze starszych kryminałów Anny Kańtoch – Wiara, z akcją osadzoną w czasach schyłkowego Peerelu w dużej podbeskidzkiej letniskowej wsi Rokitnica.   

„- Czy wierzy ksiądz, że istnieją grzechy, które można zmyć tylko krwią?
– Nie rozumiem – powiedział proboszcz ostrożnie, czując, że mocniej bije mu serce. – Bóg jest miłosierny i nigdy nie żąda od nas takich ofiar.
Mężczyzna znowu ucichł na kilkanaście sekund. Ksiądz Jerzy czekał cierpliwie, z pocącymi się dłońmi i pulsem łomoczącym w skroniach. Jak powiedział ten milicjant? Gdyby to był film, morderca przyszedłby do kapłana wyznać swoje winy. Ale to nie był film, a proboszcz nie słyszał wyznania. Jeszcze nie.
– Wierzy ksiądz, że to, co jedni uważają za grzech, dla innych może być… świętością?”

Prolog Wiary jest elektryzujący. Proboszcz Jerzy Marczewski, piastujący parafię w Rokitnicy, dokonuje straszliwego odkrycia. Na torach leżą zwłoki młodej kobiety, niewątpliwie zamordowanej. Ciało ledwie udaje mu się przenieść – jeszcze chwila, a ciało zmiażdżyłyby koła pociągu. Dla proboszcza odnalezienie denatki w takich okolicznościach ujawnia zdumiewającą złożoność otaczającego go świata:

„Dziewczyna miała szeroko otwarte ciemne oczy i ksiądz Jerzy nie musiał nawet pochylać się nad nią, żeby stwierdzić, że nie żyje. Za plecami słyszał cykanie świerszczy, z oddali dobiegał dźwięk pracującej piły tarczowej, a także porykiwanie krowy. Te zwykłe odgłosy wiejskiego letniego dnia kontrastowały z widokiem, jaki miał przed sobą. Jakby znalazł się na granicy dwóch światów: jednego, który dobrze znał i drugiego, który był dla niego zupełnie nowy i obcy.”

Nic dziwnego, że zaangażuje się w prywatne śledztwo. Być może dzięki temu w końcu zrozumie ludzi, którym powinien nieść pociechę i wsparcie duchowe. A tymczasem ma wrażenie, że tutejsi odgradzają się od niego („przez te wszystkie lata nadal nie udało mu się zbliżyć do mieszkańców Rokitnicy (…). Nadal był kimś z zewnątrz, szanowanym, owszem, ale obcym”). Co więcej, parafia, w której urzęduje, uchodzi za pechową. Poprzednicy księdza Jerzego odchodzili w niejasnych okolicznościach.

Tymczasem do zbadania sprawy śmierci ponoć nieznanej nikomu dziewczyny zostaje oddelegowany kapitan Andrzej Witczak z komendy w Bielsku-Białej. Szybko zaczyna rozumieć, że sprawa jest zawikłana i ma wiele aspektów:

„Witczak nie potrafił oprzeć się wrażenie, że cos tu nie gra. Za dobrze znał takich prowincjonalnych gliniarzy. Większość z nich marzyła o tym, żeby wykazać się przy jakimś poważniejszym przestępstwie. To byli uparci ludzie, którzy twierdzili, ze sami sobie poradzą, nawet jeśli wszystko waliło im się na głowy. (…) [Miejscowy starszy sierżant] Nie miał wcale ochoty szukać mordercy nieznanej dziewczyny, w zupełności wystarczały mu aresztowania miejscowych złodziei rowerów i drewna na opał. A może przyczyna była zupełnie inna. Starszy sierżant wiedział albo przynajmniej podejrzewał, że ofiara wcale nie była obca, że ktoś ze wsi doskonale ją znał. Dlatego wezwał człowieka z zewnątrz – żeby ten odkrył coś, czego miejscowy glina nie miał odwagi ujawnić”.

To, co zwraca uwagę w pierwszej kolejności to bardzo przekonująco oddany klimat. Mamy lato 1986 roku. Niedawna katastrofa w Czarnobylu wciąż wzbudza strach, a fakt, że niedaleko ma powstać elektrownia jądrowa elektryzuje lokalną społeczność. Oczywiście, to świat bez telefonów komórkowych (nawet takie stacjonarne nie są jeszcze czymś powszechnym), bez smsów (za to pojawia się telegram), bez Internetu. Dzięki takiemu ujęciu całość ma w sobie pociągającą patynę. W tych przeszłych – choć nie tak znów odległych – czasach można chcieć się zanurzyć, kiedy znudzą nam się na wskroś współczesne kryminały. A autorka Wiosny zaginionych odrobiła pisarską lekcję. Wszystko wygląda tu naturalnie – nie ma popisywania się researchem, nadmiaru dekoracji, treści wstawionych na siłę.

Jak zwykle u Kańtoch, bardzo ciekawie wypadają postacie, złożone, nieoczywiste. Ksiądz Jerzy, ksiądz Bartek, kapitan Witczak, pełna rezerwy Pawliczkowa, zauroczony aptekarz, nieporadna młoda matka, czy choćby pojawiająca się w jednej scenie dyrektorka domu dziecka. Ofiara w tej książce też jest kimś niejednoznacznym. Autorka ucieka od wyświechtanych kryminalnych schematów i dość oczywistych rozwiązań w losach postaci. Bardzo interesujący jest wątek milicyjnej rywalizacji między szeregową Hanką Gierasówną a jąkającym się Jankiem Synowcem („Po raz pierwszy pomyślała, że Synowiec jej nienawidzi. Bo była dziewczyną, ale radziła sobie lepiej niż on, bo Witczak bardziej ją cenił i kiedy cała ta paskudna sprawa się skończy, ona będzie miała większe szanse na awans. Nie zwyczajnie nie lubi, co jeszcze byłoby zrozumiałe, ale właśnie nienawidzi”).

Rozwiązanie może być zaskakujące, natomiast sama intryga wydaje się nieco zbyt wielopiętrowa i trudno oprzeć się wrażeniu, że czytelnik dostał zbyt mało kart do ręki, aby wpaść na pewne tropy. Niemal wszystko hurtem wychodzi na jaw na kilkunastu ostatnich stronach. W ten sposób można zresztą prześledzić pisarski rozwój Anny Kańtoch – w swoich późniejszych powieściach kryminalnych nie tworzyła aż tak „rozbuchanych” intryg. Trzeba jednak przyznać, że tu rozmach robi wrażenie, podobnie jak skala dramatyzmu. Wiara opisuje przejmującą historię. Tu grzechy (tylko czy rzeczywiste) rzucają bardzo długie cienie. Oczywiście, osoba, która była odpowiedzialna za śmierć dziewczyny znalezionej przy torach, zostaje zdemaskowana, sprawiedliwość tryumfuje – a jednak to zwycięstwo ma wyjątkowo gorzki posmak.

Sięgnijcie po Wiarę, zajrzyjcie do Rokitnicy czasów Peerelu. O tej historii będziecie myśleć jeszcze długo po zakończeniu śledztwa.

Źródło cytatów: Anna Kańtoch, Wiara, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2025.

Dodaj komentarz