Lektura na weekend – Profesorowa Szczupaczyńska w Zakopanem

Nie może być! Profesorowa Zofia Szczupaczyńska – bohaterka cyklu powieści Maryli Szymiczkowej – wybiera się poza ukochany Kraków. Dojeżdża na wezwanie do Zakopanego – tam ponoć czeka na nią gotowa zbrodnia. Tylko o co tam naprawdę chodzi?

Za autorką uroczych kryminałów retro Marylą Szymiczkową kryje się dwóch pisarzy, prywatnie małżonków: Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński. Bohaterką powieści Szymiczkowej jest profesorowa Zofia Szczupaczyńska, mieszczka, mająca całkiem sporo wspólnego z Anielą Dulską ze słynnego dramatu Zapolskiej. Tyle że profesorowa rozwiązuje zagadki kryminalne w dawnym Krakowie. Zaczęło się od Tajemnicy domu Helclów (2015). Ten cykl – początkowo mający w sobie cechy pastiszu – świetnie się rozwijał, zyskując sobie coraz większą popularność wśród czytelników. Kolejne śledztwa profesorowej Szczupaczyńskiej opisane zostały w tomach: Rozdarta zasłona, Seans w Domu Egipskim, Złoty Róg (tom znakomicie inspirowany Weselem Wyspiańskiego – recenzję znajdziecie tutaj) oraz Śmierć na Wenecji. Co ciekawe, najnowszy tom – Szaleństwo i śmierć spłyną z gór – to pierwszy, którego akcja nie została osadzona w Krakowie. Przedstawione wydarzenia rozgrywają się w 1905 roku w Zakopanem.

„Cóż zrobić, czasem trup trafia się pod samym domem, czasem na tej samej ulicy, a czasem pod samymi Tatrami.”

Zofia Szczupaczyńska być może w ogóle nie pojechałaby do Zakopanego, wszak była „mieszczką, a zatem z samej definicji istotą na wskroś miejską”, gdyby nie alarmujący telegram od sędziego śledczego Rajmunda Klossowitza (który sekunduje Zofii w jej śledztwach, a przy okazji wywołuje w niej wstydliwe emocje). Otóż na miejscu na Zofię czeka zbrodnia. Wygląda na to, że ci dwoje połączą siły, aby znów stawić czoła bezwzględnemu mordercy. A Zakopane rządzi się własnymi prawami. Jak informuje Zofię sędzia śledczy:

„- Ach, pani nie zna tego miejsca, tego narodku, tego, tego… Ech – machnął ręką – wszystko tu skryte, skłócone. Zakopane to są klany góralskie, jak klany bandytów korsykańskich… Zbójników może i dawno wytrzebiono, ale miejscowi sprawują tutaj własne sądy. I zapadają w nich, proszę mi wierzyć, wyroki niepomiernie sroższe niż na ulicy Grodzkiej w Krakowie.”

Profesorowa Szczupaczyńska z radością przystępuje do akcji, aby poznać okoliczności zaginięcia niejakiego Klemensa Wawrytki. Dlaczego przepadł? I czy w ogóle jeszcze żyje?

„A kiedy tak spała, przez Zakopane przetaczały się najrozmaitsze ludzkie historie – jedni romansowali,, inni knuli, a śledztwo które rozpoczynała właśnie profesorowa, miało meandrować w osobliwy sposób, to znikać w podziemiach, to znów wynurzać się jak utajony potok. Czekało na nią dużo fałszu i tajemnic, a niewiele prawdy, musiała się przygotować na wielkie rozczarowanie i niejedno zaskoczenie”.

Tak, to dochodzenie jest wyjątkowo utrudnione. Zofia jest poza „swoim” terenem, między nią a miejscowymi wyrasta sporo barier: społecznych i językowych. Profesorowa nie rozumie specyfiki miejsca, w którym się znalazła, brakuje jej wiernej służącej Franciszki, której łatwiej byłoby dotrzeć do tych ludzi. Trzeba przyznać, że przez pierwsze rozdziały śledztwo nie posuwa się do przodu (Zofia „Miała wrażenie, że kręci się w kółko, nie tylko w sensie fizycznym – z jednego kościoła pod drugi, z Krupówek na Krupówki – ale i w ogóle w tym dochodzeniu, które w niczym nie przypominało tego, co znała z Krakowa”). Rozwiązanie akurat tej zagadki być może będzie stanowić największe zaskoczenie dla czytelnika… A tu zaraz pojawia się druga tajemnica: zabójstwo młodego górala znanego z tego, że adoruje miejskie panie, zwykle zamężne. Czy na denacie zemścił się któryś z letników? A może to sprawa między góralami? Gdzie szukać korzeni tego zabójstwa? Wielu tu podejrzanych, wiele tropów, wiele wątków. Wszystko się rozwiąże, gdy Szczupaczyńska – niby małopolska panna Marple – zbierze wszystkie rozliczne dramatis personae, aby przedstawić, co się naprawdę wydarzyło.

W moim odczuciu na szczególną uwagę zasługują pierwsze strony tej powieści. Widać jak autorzy kapitalnie i z przymrużeniem oka bawią się narracją w konwencji młodopolskiej. Widać tu wyraźne nawiązania do Sezonowej miłości – znakomitej, choć niestety nieco zapomnianej, powieści Gabrieli Zapolskiej. Szczupaczyńska może nie ma aż tak wiele z Tuśki, ale i ona doświadczy w powieści pewnego pozamałżeńskiego potknięcia (choć rozwiąże się to inaczej niż u Zapolskiej). Chciałoby się zacytować: „Zakopane jest przede wszystkim miejscem, gdzie uniesienia przeżywają mężatki, i to wcale nie ze swoimi sakramentalnymi małżonkami”.

Sama intryga kryminalna jest być może najsłabszą stroną tej książki. Na scenie powieściowej jest nieco zbyt tłoczno, wątki – jak na kryminał – wydają się nadmiernie rozbudowane, a rozwiązanie sprawia wrażenie po części wyjętego z kapelusza (niektóre z zaangażowanych osób poznajemy dopiero w momencie konfrontacji). Natomiast co udało się świetnie, to oddanie klimatu dawnego Zakopanego. Wydaje się, że to był pisarski priorytet – nie sama zagadka. I rzeczywiście można poczuć ducha Tatr. Pojawiają się problemy nurtujące ówcześnie miejscowych. Swój występ w tej książce zalicza sporo autentycznych postaci związanych z Zakopanem: rodzina Witkiewiczów, Jan Gwalbert Pawlikowski, doktor Andrzej Chramiec czy Jadwiga Zamoyska. W jednej – jakże żywej – scenie pojawia się także Maria Konopnicka z nieodłączną Marią Dulębianką. Tropienie takich smaczków może być najciekawszą częścią lektury. A autorzy jak zwykle dobrze się przygotowali do pisania – zrobili gruntowny research, co ujawnia bardzo interesujące posłowie. Całość dobrze się czyta również za sprawą eleganckiego, przemyślanego języka.

Wybierzcie się z profesorową Szczupaczyńską do Zakopanego. Ze swej strony już się nie mogę doczekać jej kolejnego śledztwa – zakładam, że tym razem pani Zofia wróci do Krakowa.

Źródło cytatów: Maryla Szymiczkowa, Szaleństwo i śmierć spłyną z gór, Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2025.
Źródło grafiki: https://www.jacekptak.com.pl/dawno.temu.w.zakopanem.html

Dodaj komentarz