I pora rozstrzygnąć styczniowy konkurs blogowy. Kto wygra opowiadania Kai Flagi-Andrzejewskiej „Oblicza wampiryzmu”? W której biblioteczce zamieszkają nietuzinkowe wampiry?
Zakończył się pierwszy w tym roku blogowy konkurs. Tym razem mogliście wygrać Oblicza wampiryzmu Kai Flagi-Andrzejewskiej (książka ukazała się nakładem Sinister Project). Jak zwykle dopisaliście. Przysłaliście sporo pomysłowych prac, a wybór był niełatwy.
Kaja zdecydowała, że Oblicza wampiryzmu otrzymają: Maciej, Kasia oraz Pisarczyk Amator.
Wszystkie prace znajdziecie tutaj. A oto te zwycięskie:
Maciej zaproponował taką historię:

Wódka ze szklanki bluznęła w twarz Władka.
– Ocipiałeś?! – krzyknął.
Powinien przynajmniej zadymić jak na filmach, pomyślałem, przecież to wódka którą miałem w koszyku ze święconką!
Władek spróbował chwycić mnie za gardło, ale powstrzymałem go krucyfiksem.
– Nie próbuj! – ostrzegłem.
Padł na kolana, ale po chwili się podniósł. Kurna, nie tak było w telewizji!
Z torby wyciągnąłem warkocz czosnku i smagałem nim na oślep. Fetor rozbitych główek wyrywał z butów, a Władek zaczął się drapać i dusić.
– Gabryś – wyjęczał – dlaczego chcesz mnie zabić?
Mam cię! – pomyślałem i zanim zareagował, chwyciłem osikowy kołek i skoczyłem na niego!
– Wytrzeźwiał pan? – Prokurator zdjął okulary i odłożył na biurko. – Dlaczego pan to zrobił, panie Wanhelski? Dlaczego próbował pan zamordować Władysława Drakulskiego?
– Bo to wąpierz – bąknąłem oglądając oczka w łańcuszku kajdanek.
– Kto? – krzyknął prokurator, a siedzący obok adwokat zakrztusił się miętówką.
– Wam-pir! – wyjaśniłem.
– Dlaczego pan tak uważa?
– Gdy ochlapałem go poświęconą wódką, zaczął strącać ją z siebie!
Prokurator włożył dłoń do szklanki z wodą, po czym chlapnął mi w twarz. Odruchowo odrzuciłem głowę.
– Padł pod krzyżem!
– Bo zdzielił go pan nim w głowę!
– Czosnek prawie go zabił!
– Jest alergikiem!
„Prorok” a tępy jak obuch siekiery! Nic do niego nie dociera! Ale miałem coś jeszcze:
– Nie odbijał się w lustrze nad barem! – krzyknąłem.
Adwokat spojrzał na mnie i beznamiętnym głosem zapytał:
– W tym lustrze, które rozbiliście w weekend?
– Oj – stęknąłem. – Będę musiał Drakulskiemu flaszkę postawić.
„Papuga” spojrzał na „proroka” i pokręcił głową:
– Mam nadzieję, że Drakulski się ogoli bo wkrótce pełnia, a w TV będzie „Underworld”.
„Prorok” tylko jęknął.
A oto, co nadesłała Kasia:

– Pani jest wnuczką? Prawnuczką? – upewnia się recepcjonistka. Jest nowa, wcześniej jej tu nie widziałam. Zapamiętałabym świadczące o nadciśnieniu rumieńce i liczne podbródki, ukrywające szyję lepiej, niż apaszka w nietwarzowym kolorze.
Potakuję. Jakie to ma znaczenie? Trzydzieści lat temu byłam „córką”. Wcześniej – „siostrą”.
Recepcjonistka mruży oczy, jakby próbowała się doszukać rodzinnego podobieństwa. Może znajduje coś w kształcie nosa albo w nieszczerym uśmiechu, którym ją obdarzam. A może wcale jej to nie obchodzi? Bez przekonania wręcza mi zalaminowany kartonik ze słowem „gość”, wypisanym ręcznie markerem. Napis, czarny, kiedy wprowadzili te przepustki, wyblakł do fioletu. Wtedy chyba jeszcze byłam „córką”.
– Ale tego nie może jej pani podać! – Recepcjonistka wskazuje trzymany przeze mnie pakunek jednym z podbródków. Nietrudno domyślić się zawartości po kształcie pudełka i logo popularnej cukierni. – Babci nie wolno słodkiego.
*
– Oczywiście tort, ale bez orzechów, bo Kazik od nich puchnie. – Znów słyszę ten najpiękniejszy śmiech. – Szynka z majonezem i pieczeń rzymska, sałatka dla Basi, bo nie je mięsa. Śledzie w śmietanie, oczywiście dla ciebie bez czosnku… Wiem, przesadziłam, ale tylko raz się kończy osiemnaście lat, prawda?
*
– To ciasto marchewkowe, bez cukru – uspokajam recepcjonistkę i w końcu dostaję milczące przyzwolenie. Mogę wejść.
Śpi, ostatnio głównie śpi. Cicho wszystko szykuję, wciskam świeczki w kruszący się lukier. Zapalam je, gdy widzę, że przezroczyste powieki z trudem się otwierają.
– Sto lat, skarbie – szepczę i całuję suchy, pomarszczony policzek.
Dziewięćdziesiąt dziewięć lat temu byłam „matką”.
Wciąż jestem, nawet, jeśli tylko jedna z nas pamięta.
A oto, co napisał Pisarczyk Amator:

Groza i tajemnica tak niezgłębiona, że Frankensteinowi by ze strachu puściły zwieracze. Inaczej nie można określić tego co wyrabiało się w opuszczonym budynku po kinie „Maskotka” na wrocławskim Ołbinie. Około północy lampy uliczne przygaszały się i zaczynały dziwnie skwierczeć a z okien opustoszałego budynku dochodziły tak złowróżbne przeciągłe zawodzenia, że nawet nieustraszony kwiat miejscowej żulerii przezornie przeniósł swój letni bar pod chmurką do dalszej części parku byle być z dala od nawiedzonego kina.
Mietek, który robił za miejscową wyrocznię stwierdził, że ta elektryka mryga, bo przyssał się do niej wampir energetyczny. Wszystkie chłopaki już sobie wyobrażały tego wampira, jak w swoim wytwornym czarnym smokingu z postawionym szkarłatnym kołnierzem wyszczerza śnieżnobiałe kły, żeby zanurzyć je w najbliższym przewodzie elektrycznym. Jak się delektuje i upaja tym przepływem trzystu osiemdziesięciu woltów. Tak, te wolty wzbudzały w nich niepomierny szacun. Sami rzadko kiedy sięgali po więcej niż czterdzieści. Podobno „spiryt ratyfikowany” ma około stu woltów. Ynteligent kłócił się co prawda, że ratyfikowany to może być konkordat a nie spiryt, ale nikt nie mógł tego sprawdzić, bo kogo by stać na picie takich luksusów jak państwowy spiryt z banderolą, czy tym bardziej jakiś – z przeproszeniem – konkordat.
Pewnej ciepłej nocy koło parku zaroiło się od niebieskich furgonetek na sygnale. Złamas, Cwaniak i Ynteligent skitrali się wtedy do piwnicy zgromadzenia sióstr józefitek. Zawsze to lepiej dostać połajankę i różańcem po dupie niż być zawiniętym przez mendownię. Tylko Kudłaty siedział niewzruszony na ławeczce sącząc swojego Żubra. Ale nie dane było Kudłatemu zostać tej nocy bohaterem. Patrol minął go tak obojętnie jakby był powietrzem i z wielkim hałasem wdarł się drzwiami i oknami do budynku kina. Po chwili policjanci wyciągnęli ze środka tych trzech studenciaków, co to od starego Miziołka pokój wynajmowali. No i okazało się że to nie studenci a bandziory jakieś były. Podobno kogoś w tym kinie nieźle kopali. Musiał być twardy, bo chociaż oprawcy to chudeusze, przecież kopali go we trzech przez ponad miesiąc. Normalnego to by takim kopaniem zakatował, ale on był twardy i podobno się nawet umocnił. Bitkojn się nazywał czy cuś. Szacun dla bohatera. Wypijmy jego zdrowie.
Serdecznie gratuluję laureatom i laureatce, a także wszystkim osobom, które wzięły udział w konkursie, podjęły pisarskie wyzwanie. Już niebawem zaproszę was do udziału w następnym konkursie!
Źródło tekstów: https://blog.pasjapisania.pl/2026/01/04/oblicza-wampiryzmu-konkurs/

A to ci miła niespodzianka w ten podobno najbardziej przygnębiający dzień w roku! Bardzo dziękuję i ostrzę zęby 🧛♂️ na lekturę
Ale super. Dziękuję bardzo!