Ostatnio zdecydowałem się na pewien eksperyment czytelniczy. Postanowiłem czytać tę samą polską książkę w dwóch wydaniach: „Długą lekcję” Ewy Ostrowskiej. Niby łączy je tytuł i nazwisko autorki – ale jednak wiele się zmieniło. Jak autor podchodzi do własnej gotowej książki po trzydziestu latach?
Zatęskniłem ostatnio za książkami jednej z moich ulubionych polskich pisarek – Ewy Ostrowskiej (na zdj.). Chciałem poznać coś nowego, więc sięgnąłem po Długą lekcję [Wydawnictwo Skrzat, Kraków 2008], która czekała na mojej półce na przeczytanie od dobrych paru lat. Wiedziałem, że nie jest to pierwsze wydanie tej powieści – ta sama pozycja swoją premierę miała jeszcze w PRL-u. Żywiłem po cichu nadzieję, że książka, którą trzymam w dłoniach to dokładny reprint tamtego pierwszego wydania. Jednak nabrałem podejrzeń – i to już po pierwszym akapicie:
„- A jeśli się nie zgodzę? – powiedziała Magda, spoglądając na matkę. Doskonale jednak wiedziała, że protesty nie pomogą. Matka z Lawendą uknuły spisek, ją, Magdę, stawiając wobec faktu dokonanego. Matka, wiadomo, nie potrafi niczego face to face, wszystko zawsze za plecami. Lawenda nie lepsza. Dobrały się obie jak w korcu maku”.
Wyrażenie face to face w powieści z 1979 roku? Kilka stron później pojawiła się wzmianka o dotacjach unijnych. Nie może być! Postanowiłem zaopatrzyć się w pierwsze wydanie Długiej lekcji [Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979]. Po kilku dniach dotarła do mnie przesyłka z książką – egzemplarzem nienowym, ale w zdumiewająco dobrym stanie. Okładka wydała mi się nieco przerażająca – trzy jakby uśmiechnięte papugi, a jednak niemające powodów do śmiechu. Stłoczone zostały w ciasnej klatce. Na stronie tytułowej znalazły się te same papugi już bez towarzystwa klatki. Czyżby powieść o uwolnieniu? Zerknąłem na pierwszy akapit. Miałem rację – ani śladu po angielskim face to face! Ów akapit przybrał taki kształt:
„- A jeśli nie zechcę? – powiedziała Magda, spoglądając na matkę. Wiedziała jednak doskonale, że zgodzić się
musi, decyzja zapadła już wcześniej, ostateczna, poza jej plecami: matka z Lawendą uknuły spisek, postawiły wobec faktu dokonanego. Matka niczego przecież nie potrafi załatwić uczciwie, Lawenda też nie lepsza, dobrały się obie jak w korcu maku”
Byłem zadowolony z tego odkrycia – przyszła pora na eksperyment czytelniczy! Czytałem po rozdziale z obu książek.
Akcja Długiej lekcji rozgrywa się w ciągu kilkudziesięciu dni. Wszystko zaczyna się u progu roku szkolnego. Bohaterkami są trzy uczennice trzeciej klasy jednego z łódzkich liceów. Magda Jakubowska pochodzi z rozbitej rodziny – została porzucona przez ojca i mieszka ze zrozpaczoną matką, która stara się zapewnić im byt, przepracowując się. Sama emanuje agresją, a matce okazuje jawną nienawiść. Po głupim wybryku zostaje przeniesiona do innej szkoły. Ania Stasiak przeżywa tragedię – jej ojciec w wyniku wypadku stracił nogę, ledwo uchodząc z życiem. Jako najstarsza Ania – pozbawiona opieki sfrustrowanej matki – musi się zająć młodszymi siostrami. Musi się zmierzyć nie tylko z biedą, ale i z okrutnym w zasadzie i podszytym ciekawością współczuciem sąsiadów. Ambitna Ania nie zamierza zmieniać planów i porzucać liceum. Trzecia z dziewcząt – Ewa Chojnacka – przenosi się do innej szkoły po przeprowadzce. Jej rodzina nagle się wzbogaciła za sprawą ojca – wybitnego architekta. Ewie bardzo odpowiada należenie do swoistej elity – nie potrafi jednak odnaleźć się w nowym środowisku ludzi niezamożnych.
Każda z bohaterek jest zagubiona w inny sposób i każda „stara się zachować własną twarz, czyli pozory godności”. Arogancka i bezczelna Magda, dokuczając zarówno kolegom i koleżankom z klasy, jak i nauczycielom, próbuje przykryć własny dramat. Tymczasem tylko pozuje na silną. Pełna dumy Ewa patrzy na ludzi z góry, odpycha ich od siebie, choć wcześniej sama doświadczyła odrzucenia i potrzebuje bliskości. Ania w obliczu rozpadu rodziny odczuwa „przygniatające poczucie dorosłości”. Jest empatyczna, ale też bierna, jej decyzje nie zawsze są właściwe.
W Długiej lekcji pojawiają się motywy bardzo częste w twórczości Ewy Ostrowskiej. Między członkami rodziny zdarza się wręcz namacalna nienawiść (taka, od której czytelnik raczej chciałby uciec), choć ci sami ludzie jednocześnie się kochają. Ofiarą walki rodziców pada dziecko. Łatwo o wykluczenie z grupy rówieśniczej. Postaci zdają się mieć tu przypisane role, ale z tych ról w końcu wypadają – Ostrowska nie pozwala sobie na łatwe etykietowanie. Jeśli w jej książkach nawet przechodzi się przemianę, to nie wiadomo, czy ta przemiana zagwarantuje happy end. Powieści Ostrowskiej są odpychające, bolą, ale też pozostają niezmiernie prawdziwe.
Trochę bałem się tego uwspółcześnienia, choć uważam, że było konieczne ze względu na dzisiejszego młodego czytelnika, żeby mógł się łatwiej odnaleźć w realiach. Nie wyszło to źle, a czytanie „dwutorowe” przyniosło mi frajdę. Co się dzieje w Długiej lekcji trzydzieści lat później? Niektórzy bohaterowie zostają przechrzczeni. Józia zmienia się w Zosię, Henia w Basię, z Doroty robi się Kinga. Niektóre fakty ulegają zmianie. Stasiakowie nie mają w ogóle telewizora, bo ich na ten telewizor nie stać. Stasiakowie trzy dekady później mają telewizor, ale nie stać ich na jego naprawę. To, co dziś mogłoby zdumiewać nieobeznanego z realiami PRL-u odbiorcę, w nowej wersji zostało nieco wygładzone. Matka mówi do Ani: „Nie zapomnij około trzeciej skoczyć do rzeźnika. Marciniakowa obiecała zostawić dziesięć deka szynki (…). Szynkę zanieś do Karolaków, poproś, żeby przetrzymali do jutra w lodówce”. Matka z nowej Długiej lekcji poleca Ani: „Nie zapomnij koło trzeciej skoczyć do mięsnego. Pani Lubecka obiecała zostawić kości na zupę”. Ojciec Józi zapowiada jej manto „za każdą lufę”. Odpowiedniczka Józi – Zośka – „za każdą pałkę” dostanie „szlaban na wszystko. Na komputer, wychodzenie z domu…”. Czyn społeczny zamienia się w „tradycyjne prace jesienne”, w które angażuje się szkoła. Niekiedy inne są szczegóły. Ania w pierwszej wersji porównuje Ewę do Micheline Morgan, a w drugiej do Michelle Pfeiffer. Pierwsza Magda sięga po „Filipinkę”, a druga po „Twista”. Z kolei współczesna Iwona zamiast kryminałów Joe Alexa czyta pod ławką powieści Iwony Menzel. Co ciekawe w drugim wydaniu Długiej lekcji pojawiły się sceny nieobecne w pierwszej i odwrotnie – niektóre sceny zniknęły (stąd ta powieść w drugiej wersji jest znacznie krótsza). O pewnych sprawach pisze się wprost (rodzic romansuje, kierowca autobusu podrywa jedną z dziewczyn), a język stał się ostrzejszy. Ciekawie odkrywa się te zmiany.
W każdym razie polecam wam Długą lekcję w obu wersjach.
A czy wy kiedyś czytaliście w ten sposób książki opatrzone tym samym tytułem, a jednak inne? Może chcielibyście spróbować takiej przygody czytelniczej?
Źródło cytatów: Ewa Ostrowska, Długa lekcja, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979 oraz Ewa Ostrowska, Długa lekcja, Wydawnictwo Skrzat, Kraków 2008.
Źródło grafiki: https://pl.wikipedia.org/wiki/Ewa_Maria_Ostrowska
