Balladyna w obronie „Trędowatej”

Pamiętacie, jak Balladyna, narratorka powieści „Przyślę panu list i klucz” Marii Pruszkowskiej, czytała „Trędowatą” Mniszkówny w drodze do Zakopanego? Okazuje się, że z tą książką połączyła ją trudna relacja…

Pamiętacie Balladynę czyli Zofię, główną bohaterkę Przyślę panu list i klucz Marii Pruszkowskiej, powieści o zaczytanej rodzinie? Więcej o tej książce pisałem w „Lekturze na weekend”. Mogliście też śledzić drogę Dyny do Zakopanego – z Trędowatą Mniszkówny i nieoczkiwane konsekwencje (pisałem o tym na blogu – tutaj).

Dziś Trędowata jest uznana za swoiste arcydzieło kiczu. Również stosunek Dyny do Trędowatej ulegał zmianie. Od uwielbienia do zażenowania, aż po… Zobaczcie sami:

„Pierwsze zapoznanie się z Trędowatą miało przebieg podobny jak u wszystkich dziewcząt w wieku lat dwunastu – trzynastu. A więc płomienna miłość do Waldemara ordynata Michorowskiego i zalewanie się łzami, gdy Stefcia umarła. Docierała wtedy do mnie tylko melodramatyczna strona książki. Nic innego nie widziałam i na nic innego nie zwróciłam uwagi. Przez jakieś dwa lata była to najukochańsza moja książka, pomimo pokpiwań Ojca i jeszcze gorszego natrząsania się ze mnie Matki za zdenerwowanie jej w Zakopanem.

Potem przyszło opamiętanie. Zrozumiałam cały bezsens Trędowatej. Książka stała się irytująca i zeszła do rzędu książek kompletnie »nie czytable«. Budziła też jakiś wstyd i żal, że była dawniej książką, którą się uwielbiało i polewało łzami. O Trędowatej nie lubiłam rozmawiać, bo obrzydliwie było łgać i kłamać, że zawsze potrafiłam się poznać na jej bezsensie, ale jeszcze głupiej przyznać się do łez i do uwielbienia dla bohaterów. Tak więc była to przez długie lata książka zepchnięta do otchłani i wstydliwie omijana w rozmowach”.

Co było potem?

„Aż wreszcie przyszła trzecia faza, gdy Trędowata dźwignęła się znów z upadku… Zawdzięczałam to właśnie czytaniu jej wraz z Lusią i Mizią przy milczącym aplauzie Barkisa – Połanieckiego. Byliśmy w czwórkę rozbawieni, że znaleźliśmy wreszcie klucz do Trędowatej i odpowiednie dla niej miejsce w naszej literaturze. Otóż Trędowatą należy czytać tak jak Wodehouse’a, Makuszyńskiego, Tarkingtona, a radości będzie wtedy co niemiara. Współczuliśmy ludziom, którzy przez snobizm wyrzekli się raz na zawsze Trędowatej i omijają ich te rozkosze. Stwierdziliśmy, że bije ona na głowę nawet wszelkie parodie na swój temat. Sama dla siebie jest parodią, i to parodią niesłychanie świeżą i interesującą, bo pisaną nieświadomie i ze śmiertelną powagą”.

Czy i wy macie takie książki, do których wasz stosunek diametralnie się zmieniał?

Zapraszam was do poznania Dyny i jej zaczytanej rodzinki!

Źródło cytatów: Maria Pruszkowska, Przyślę panu list i klucz, Wydawnictwo Morskie, Gdynia 1959.

Dodaj komentarz