Lektura na weekend – Aby stać się widzialną

Te kobiety żyły w różnych czasach, w różnych wsiach w Polsce. Sięgnęły po pióro, choć pisanie często sprawiało im problem. Spotkały się na łamach antologii pamiętników, dziś już zapomnianych. Antonina Tosiek przypomina o nich. W swojej książce oddaje na nowo głos ludowym pamiętnikarkom.

Antonina Tosiek – kojarzona dotąd z poezją – tym razem bada fenomen „pamiętnikarstwa konkursowego – masowego kilkusettysięcznego zrywu piśmienniczego”. W latach 1933-1995 ogłaszano różne konkursy na pamiętniki – m.in. chłopów, robotników, kobiet. Było ich mnóstwo. Swoje pamiętniki przesłało kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Niektóre z nich po ostrej selekcji ukazywały się drukiem we fragmentach. Dziś o tych antologiach mało kto pamięta (jeszcze do niedawna można było je kupić na serwisie aukcyjnym czy w antykwariatach za grosze – dziś osiągają wcale niemałe sumy). Można by nawet je zlekceważyć – jak to się stało w 1936 roku, kiedy za najlepszą polską książkę uznano Pamiętniki chłopów. Ta pozycja pokonała dzieła uznanych pisarzy. To wywołało niemały skandal – wszak to literatura stworzona przez klasę chłopską, pisana bez zacięcia artystycznego, co więcej bliżej im do reportażu niż prozy. Wówczas w obronę wzięła te pamiętniki Maria Dąbrowska. Obecnie takim głosem obronnym przemawia Antonina Tosiek. Te książki są warte tego, aby o nich przypomnieć. To wszak źródło nieocenionej wiedzy o dawnym życiu i świecie. W nich zamknięte zostały tysiące ludzkich historii.

„Przepraszam za brzydkie pismo za błędy nieodpowiednie wyrażenia i nazwy. Pisze to ręka prawdziwie wiejskiej kobiety spracowana trzęsąca i nieuczona. Ale wiem że to moja pismo pujdzie do ludzi mądrych, więc jak tylko będą chcieli to przeczytają i zrozumieją”.

Antonina Tosiek przybliża tę pamiętnikarską inicjatywę, która spotkała się ze zdumiewającym odzewem społecznym. Pokazuje, co kryło się za tymi konkursami (miały często propagandowy charakter), co, decydowało o tym, że dany tekst był brany pod uwagę, a które – i dlaczego – odrzucano (ciekawostka – w jednej z takich komisji konkursowych zasiadał Wiesław Myśliwski), co poddano cenzurze. Którym autorkom okazano „pozakonkursową” pomoc. Najważniejsze pozostaje dla niej to, dlaczego wiejskie kobiety (bo na nich skupia się w Przepraszam za brzydkie pismo), sięgnęły po pióra, pokonując wiele oporów. Pokazuje, jak ważny był to krok o naturze emancypacyjnej („Spisanie pamiętnika stawało się jednym ze sposobów wyrażenia buntu, a także szansą na przejęcie symbolicznej kontroli nad własną historią”). Pisze ona:

„Dla większości autorek praca nad pamiętnikiem była pierwszą w ich życiu próbą nadania własnemu losowi widzialności. Pisanie sprawiało, że zyskiwały władzę nad własną opowieścią. Stawały się niezależne od cudzej perspektywy”.

Dotarła do archiwów. Przedzierała się przez setki pamiętnikarskich stron – tych, które znalazły się w antologiach i tych, które odrzucono. Przytacza różne statystyki i badania. Snuje opowieść o polskiej wsi różnych epok. O jej przemianach. O szansach, a zazwyczaj o ich braku. O szczęściu i nieszczęściu. Ilustracją dla tej opowieści są właśnie pamiętniki. Ich fragmenty – szeroko cytowane w tej książce (do tego z zachowaniem oryginalnej ortografii) stanowią niezwykłe świadectwo. Te wszystkie Kasie, Julianny, Marianny, Zosie, Pelagie, Józie, Maryśki, Krysie, Ewy mogą się wypowiedzieć raz jeszcze. Przytoczyć własne, niełatwe historie. Jedna z pierwszych pamiętnikarek pisze:

„Bo doprawdy niema chyba na świecie więcej zapomnianej i niedocenianej istoty, jak wieśniaczka, a najbardziej u nas w Polsce. A przecież my wszystko składamy w ofierze ojczyźnie i społeczeństwu, a w zamian nie dostajemy nic. Wszystko co napisałam jest najszczerszą prawdą, a są to tylko wyjątki, bo gdybym miała napisać cały ogrom niedoli i nędzy musiałabym pisać nie parę tygodni, ale parę lat i być uczoną. Nie dziwcie się, że są błędy i niedokładności, bo przecież jestem samoukiem, a pisałam to zmęczona codzienną pracą, chorą ręką, często długo w noc, gdy oczy ze zmęczenia kleiły się do snu i przy nikłem świetle przykręconej naftowej lampki, a w dodatku po kryjomu przed mężem, żeby się nie wyśmiał ze mnie, że bawię się w uczoną osobę”.

Jak wyglądały warunki na polskiej wsi w zależności od regionu, momentu w historii? Gdzie starano się o nowoczesność, a gdzie trzymano tradycyjnych wartości? Jak kobiety (nie) walczyły o swoje prawa? Czy w ogóle miały na to szansę? Dużo miejsca poświęca się tu na przykład szkole – niedostępności do edukacji, prób kształcenia za wszelką cenę. Niektóre z pamiętnikarek były na tyle zdeterminowane, żeby uczyć się wbrew okolicznościom. Inne musiały się poddać. Jeszcze inne osiągnęły swój cel – a i tak na niewiele im się zdał („Walczyły o dostęp do nauki, uczyły się i poznawały zupełnie nowy świat, a później wracały do tej samej chaty, w której urodziły się one i ich rodzice, a czasem nawet dziadkowie”). Mowa tu o małżeństwach (często aranżowanych), o sprawach bardzo intymnych (choćby relacjach miłosnych z przedstawicielami własnej płci). W tych opowieściach stale powraca motyw miasta – to istnej kopalni możliwości, to miejsca zepsucia, to wreszcie przestrzeni, w której dotąd pogardzani mogli wyrazić samych siebie:

„W miastach na chłopskie córki i synów miała czekać nie tylko praca w zmodernizowanym przemyśle, lecz również nowa hierarchia relacji społecznych, w której zarazem dowartościowywano znaczenie pracy fizycznej, jak i wspierano edukacyjne aspiracje jednostki. Przekaz był prosty: ucz się i pracuj dla państwa, a państwo zadba o twoje potrzeby i ukarze każdego, kto spróbuje wykorzystać twoje pochodzenie przeciwko tobie. W zamian, drobnostka, musisz tylko wymyślić swoją tożsamość na nowo. Zaakceptować nową rolę: jednostki nowoczesnej i wdzięcznej systemowi za udzieloną jej lekcję na temat tego, jak można, a nawet – powinno się  żyć”.

Zresztą figura chłopa czy chłopki wykorzystywana przez ówczesne władze, zmieniała swoje znaczenie:

„Stosunek władzy do wsi zmieniał się w zależności od aktualnych warunków polityczno-ekonomicznych. Raz chłopi byli klasą ciemiężoną przez burżuazję i międzywojennych kapitalistów, kiedy indziej zaś szkodnikami zagrażającymi powodzeniu projektu Polski Ludowej, kułakami i chciwymi obszarnikami. Podobnie działo się z projektem emancypacyjnym kobiet – raz głoszono socrealistyczne hasła typu  »kobiety na traktory« i kręcono filmy promujące aktywność zawodową dziewcząt (…), żeby po chwili lamentować w prasie o kryzysie rodziny i »wartości moralnych« czy obarczać pracujące kobiety odpowiedzialnością za błędy stalinizmu. Podczas odwilży złagodzono represje i porzucono projekt kolektywizacji, ale zarazem oficjalna polityka państwowa dokonała imponującego piruetu na pięcie i wróciła do promowania tradycyjnych ról płciowych oraz modelu matki Polki, kobiety domowej”.

Autorki pamiętników często wychowywane w konieczności pokory (niemała w tym rola Kościoła katolickiego), długo milczały. Tymczasem właśnie konkurs był dla nich „pierwszą w ich życiu szansą na wypowiedzenie swojej krzywdy”. Antonina Tosiek podkreśla, jak istotne było to doświadczenie, nawet jeśli nie kończyło się wydrukiem pamiętnika. Wszak:

„potrzeba wyjątkowej odwagi, żeby zwierzyć się z własnych słabości, które wcześniej spowodowały ta silny ból. Być dziewczyną ze wsi, doświadczyć z tego powodu poniżenia, wstydzić się za własne pochodzenie, a potem przyznać się w pamiętniku do każdej z tych niełatwych emocji przed czytelniczkami, to znaczy zbuntować się przeciwko cudzym normom. Zauważyć ich absurd i niesprawiedliwość. Przeciwstawić się rygorom społecznej adekwatności, które powodowały, że przez długie lata uzależniało się własną wartość od tego, w jakim stopniu upodobniło się do rówieśniczek z miasta”.

Ta książka może okazać się prawdziwym fenomenem. Pozycją bardzo ważną w czasie, kiedy coraz częściej pytamy o własne chłopskie korzenie, chcemy poznać nasze własne historie (wystarczy tu wspomnieć niekwestionowaną popularność książki Chłopki. Opowieść o naszych babkach Joanny Kuciel-Frydryszak). Antonina Tosiek wydobyła zapomnianą, zlekceważoną literaturę z niebytu. Myślę, że po lekturze Przepraszam za brzydkie pismo wiele osób sięgnie po pamiętniki w pełnej wersji. . Dzięki niej ich autorki znów zyskały widzialność.

Tej książki nie możecie przegapić!

Źródło cytatów: Antonina Tosiek, Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2025.

Dodaj komentarz