Sierpniowy konkurs dobiegł końca. Nadeszło wiele tekstów – pora ogłosić wyniki. Kto przeczyta pamiętniki dawnych wiejskich kobiet i książkę Antoniny Tosiek „Przepraszam za brzydkie pismo”?
Wciąż trwają wakacje, ale akurat od pisania nie ma wakacji! Udowodniliście to, nadsyłając wiele prac na aktualny blogowy konkurs. Mogliście wygrać książkę Przepraszam za brzydkie pismo Antoniny Tosiek. Egzemplarze ufundowało Wydawnictwo Czarne. Wybór był jak zwykle bardzo trudny, a ostatecznie decydowały niuanse.
Zdecydowaliśmy, że książkę Przepraszam za brzydkie pismo otrzymają (w kolejności nadsyłania prac): Joola, Marysia i Misia A.
Wszystkie prace konkursowe znajdziecie tutaj. A oto te zwycięskie:
Joola zaproponowała taką historię:

Na lotnisku w Bombaju powietrze pachniało kurzem i przyprawami. Gorąco kleiło się do skóry jak taksówkarze tłoczący się przed wyjściem — gotowi zrobić wszystko, by wybrała właśnie jego.
W plecaku miała tylko kilka ubrań, długopis i jedno mocne postanowienie: pisać. To miały być zapiski z podróży, a może z czasem nawet książka. Taka prawdziwa — ciężka od myśli i zapachów, a nie od lajków i obietnicy sporych zarobków.
Na bazarach w Jaipurze, w dusznych uliczkach Waranasi, i w każdym kolejnym mieście — zawsze szukała notatnika. Obitego tkaniną, w kolorach, których nie umiałaby nazwać. Ale zawsze coś było nie tak. Papier zbyt gładki, za cienki, dziwnie pachniał, jakby był zamknięty na jej historię.
Raz już prawie coś kupiła. U starca, który handlował wszystkim. Sięgnęła po pieniądze, gdy zobaczyła, ukradkiem wycieraną przez niego łzę. Przyznał, że zeszyt należał do jego zmarłej córki. Nie kupiła, nie mogłaby pisać na czymś, co niosło cudze wspomnienia.
Dni mijały, a ona nie zapisała ani słowa. Długopis zgubiła — może wtedy na dachu autobusu, może wtedy, gdy płakała nad Gangesem. Wszystko przechodziło przez nią lekko, bez śladu — i znikało, bo nie miało gdzie się zatrzymać.
Tuż przed wylotem, na lotnisku w Delhi, znalazła zwykły notatnik z nieproporcjonalnym słoniem na okładce. Kupiła go bez wahania. W domu wreszcie go otworzyła — licząc, że znajdzie w nim echo wszystkiego, co tamte dni w niej zostawiły.
Ale papier był niemy. Nie chłonął nic — ani zapachu przypraw, ani ciężkiego od żaru powietrza, ani rozedrganych barw ulicznych świateł.
Jakby Indie nie chciały się dać przepisać. Jakby wszystko, co miało znaczenie, zostało tam i nie zamierzało dać się zamknąć w linijkach.
Marysia nadesłała taką miniaturkę:

Ciągle czuję, że robię za mało. Że nie korzystam z życia. Że marnuję czas, na który nie mam przecież abonamentu jak na SMS-y. Kiedyś się skończy, a wtedy czego będę żałować najbardziej?
Patrzę na czarno-białe zdjęcie babci i zastanawiam się, jaki był jej przepis na życie i skąd miała tę energię, odwagę, pewność siebie. Zrobiła prawo jazdy na motocykl, a gdy odeszły jej wody, pieszo szła na porodówkę. Tymczasem ja stresuję się, gdy muszę zadzwonić do obcej osoby i rozmawiać przez telefon. Wczoraj, gdy szłam na pociąg, minął mnie samochód z otwartym bakiem. Stanął na skrzyżowaniu, więc zdążyłam do niego podejść, zanim odjechał. Nachyliłam się do szyby pasażera i krzyknęłam do kierowcy, że ma otwarty wlew paliwa. Niby taka zwykła uprzejmość, a przez kolejne 5 minut serce kołatało mi w piersi, jakbym miała za chwilę skoczyć na bungee.
Skąd te słabości? Czy jestem jak ta szklanka, którą pokazują w filmach na Instagramie, do której z pokolenia na pokolenie przelewają nieprzepracowane traumy?
Patrzę teraz z kolei na swoje zdjęcie i widzę tę niepewność w pozie, w układzie rąk, w nieśmiałym uśmiechu. Wyglądam jak przelęknione zwierzątko, w każdej chwili gotowe do ucieczki. Tylko dokąd mam uciec…
Najczęściej chyba uciekam do siebie. Zamykam uszy i otulam się własnymi myślami. Czasami się na tym łapię, gdy spotykam się z ludźmi – gdy reszta żywiołowo dyskutuje, mój mózg, korzystając z chwili przerwy, zajmuje się innymi tematami.
Nawet teraz uciekam do siebie. Piszę to, bo czuję, że moje wewnętrzne analizy muszą znaleźć ujście, by nie wybuchnąć pewnego dnia jak uśpiony Wezuwiusz. Nie chcę zostawić po sobie popiołów.
Wystarczy, że sama się spalam. Ten pamiętnik też powinnam spalić.
A taki tekst napisała Misia A.:

1 lipca, piątek
Ten człowiek kompletnie mnie nie szanuje. Potraktował mnie jak przedmiot. Dlaczego, u licha, wpakował moją kapsułę transportową do bagażnika między jakieś stare buciory i śmierdzące chemikaliami kanistry? Czy on nie wie, jaka to tortura dla mojego wrażliwego powonienia?
2 lipca, sobota
Nie dość, że nie szanuje, to i nie rozumie. Chyba sobie nie wyobrażał, że po tak traumatycznej podróży spokojnie położę się spać w obcym miejscu?! A gdzie moje poczucie bezpieczeństwa? Jak ja mam spać, nie wiedząc, czy w razie konieczności będę mogła przemieszczać się po elementach środowiska, położonych wyżej, niż moje posłanie, i czy któryś z nich nadaje się na tymczasowe schronienie? A on mi zamyka przed nosem drzwi do pomieszczenia, gdzie mam zamiar dokonać eksploracji, i burczy: „Spać, mała!”
3 lipca, niedziela
No, nie, to nie do zniesienia. Ja tu przecież zginę z głodu! Nie, żeby wcale nie dawał mi jeść – daje, te same dania, co Karol, i takie same porcje, ale chwilowo mi jakoś mniej smakują, pewnie przez ten stres. Więc czy to dziwne, że potem pilnie potrzebuję coś przegryźć o trzeciej w nocy? Karol takie sytuacje rozumie i zawsze wstaje, tym bardziej, że gdy się nasycę, należy mi się jeszcze trochę rozrywki, a kto ma mi ją zapewnić, jak nie on? Och, Karol! Zabierz mnie stąd!
***
Skrót do tego pliku odkryłem na ekranie laptopa gdzieś pod koniec lipca. Tekst najwyraźniej stanowił początek czyjegoś pamiętnika, ale czyjego, skoro prócz mnie nikt tego sprzętu nie używa? I czemu ten ktoś wspomina o Karolu? Karol przecież mieszka sam, nie licząc kotki Malwinki, którą opiekowałem się na początku miesiąca, gdy wyjeżdżał na weekend. Zaraz… Weekend? Początek miesiąca? Ta rozkapryszona kocica tak mi wtedy dawała do wiwatu, że nawet nie chciało mi się na noc zamykać laptopa…
Serdecznie gratulujemy, nie tylko laureatkom, ale także wszystkim uczestnikom i uczestniczkom konkursu. Pamiętajcie, że podjęcie pisarskiego wyzwania też jest formą zwycięstwa! A tymczasem szykujcie się do kolejnego konkursu!
Źródło cytatów: https://blog.pasjapisania.pl/2025/08/03/przepraszam-za-brzydkie-pismo-konkurs/
