Poznaj Nowaków z powieści Barbary Sęk

Niedawno ukazała się powieść „Kruchy fundament” – pierwsza część cyklu „Nowakowie”. Jej autorką jest Barbara Sęk, znakomita nauczycielka Pasji Pisania. Jak ona sama postrzega swoje pisanie? Zapraszam was do lektury wywiadu!

Kiedy na pierwszych stronach Kruchego fundamentu Barbary Sęk wchodzi się w świat rodziny Nowaków, można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z wybrańcami losu. Oto typowy poranek, pełen gonitwy i drobnych sprzeczek. Jednak to wszystko to tylko pogodne pozory – Krzysztof Nowak ma kochankę. To coś poważnego i długotrwałego („Pięć lat. Albo dłużej. Nie romans. Już dawno nie romans. Miłość. Podwójne życie”). Okazuje się, że w życiu tej rodziny od dawna nie działo się dobrze. Czy kiedykolwiek mogli być naprawdę szczęśliwi? Co się stanie, kiedy prawda wyjdzie na jaw? Co kryje się za uładzoną fasadą?

„Rodzina to misterna budowla. Bardzo delikatna materia. Drobny błąd konstrukcyjny… poluzowana cegła, jedna poluzowana cegła w końcu wypadnie, a wtedy wszystko zacznie się sypać. Pozostanie ruina”.

Premiera książki to zawsze dobra okazja, aby porozmawiać o pisaniu samym w sobie. Zapraszam was zatem do lektury wywiadu z Barbarą Sęk!

Chciałem Cię zapytać, skąd pomysł na tę powieść. U mnie wszystko zazwyczaj zaczyna się od szczegółu, a potem się rozrasta. Czy tak jest też u Ciebie? Czy widziałaś coś, czy coś zwróciło Twoją uwagę. Kiedy pomyślałaś o przedstawionej w powieści historii?

Zacznijmy od tego, że – może wyjątkowo – u mnie nigdy nie zaczyna się od szczegółu. To ostatnie na co zwracam uwagę. Szczegół bowiem nie stanowiłby wyimka, gdyby nie to, co go otacza. I ja najpierw widzę całość, pełną kompozycję. Przyglądam się jej z dużego dystansu, co jakiś czas zmieniając perspektywę, dopiero potem skupiam się na tym, co tworzy ogół. Wówczas stosuję zbliżenia, aż w końcu uzyskam to mikroskopowe po wykorzystaniu wszystkich zoomów.
Temat wziął się ze stereotypów. W tamtym okresie, zanim sama zaczęłam pisać, sporo czytałam. Raz po raz natrafiałam we współczesnej literaturze obyczajowej na książki o zdradach, rozwodach, kochankach. Nie ukrywam, zaskoczył mnie brak głębi w pozycjach o tej problematyce, pewnego rodzaju jednostronność, a wręcz stronniczość. Brak szerszej perspektywy. Właśnie tego ogółu, otoczenia, okoliczności i szerszego kontekstu zjawiska. A temat przecież ważny i poważny.

Po liczbie (a może już nawet ilości) pozycji o tej tematyce, wydawać by się mogło, że tego ogranego motywu nie ma już jak wyeksploatować. Że powiedziano już wszystko. Mnie jednak czegoś zabrakło w ukazaniu zdradzających i zdradzanych. Zbyt łatwo podlegali radykalnym ocenom. Zadałam sobie pytanie, czy opowieść o romansie zawsze musi być romansidłem? Czy z tematu zdrady nie można zrobić klasycznej powieści społeczno-obyczajowej, a może nawet psychologicznej ze skomplikowanymi bohaterami i jeszcze bardziej pokręconymi motywacjami? Gdyby się zabawić w sąd rodzinny i przyjrzeć całej historii małżeństwa? Napisać rozprawę o tym, czy zdrada to aby na pewno skutek rozpadu rodziny, czy też może jednak przyczyna? W tym sensie, że na nią często latami pracuje dwójka małżonków, każde pośrednio lub bezpośrednio się do niej przyczynia zaniedbaniem lub działaniem, przez co trudno orzec winę i dokonać jednostronnego osądu. Uznałam również, że w tym wszystkim nie mogę pominąć wątku tego, co po zdradzie jednego z rodziców dzieje się z najmłodszymi członkami rodziny, a to już wcale nie jest ograny motyw w literaturze popularnej. Nad tym skoncentruję się bardzo mocno w kolejnych tomach (trzecim i czwartym, które ukażą się, jeżeli czytelnicy będą zainteresowani pierwszymi dwoma).

Rzeczywiście u ciebie każdy w tym dramacie – Nowakowie, ich dzieci, kochanka Krzysztofa – ma prawo głosu, prawo do emocji, do cierpienia. To coś więcej niż trójkąt, to tragedia rodziny. Łatwo się wczuć w to rozchwianie ich poukładanego świata. Chciałbym też wiedzieć (w kontekście Twojej najnowszej książki), jak piszesz – to znaczy, jak podchodzisz do pisania, czym ono jest dla Ciebie. Zapewne wiesz, co mam na myśli – nie tyle pisarskie nawyki, ale to, jak odbieramy sam proces twórczy.

Jak podchodzę? Na pewno długo. Zajmuję się setką innych czynności, żeby tylko uniknąć pisania lub je odwlec. Nie lubię tego robić. Jestem straszną planistką, uwielbiam organizować powieść na etapie wymyślania fabuły, natomiast samo stukanie w klawisze… Nudzi mnie, bo ani historia ani bohaterowie nie są wtedy już w stanie mnie zaskoczyć. A nie mogę i nie chcę sobie pozwolić na flow, ponieważ uważam, że tylko z dobrym planem jestem w stanie stworzyć coś dobrego. Przy spisywaniu ratuje mnie to, że ono stanowi już pewnego rodzaju przymus. Bo pisanie jest dla mnie przede wszystkim pracą. Na tym zarabiam i nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej.

Druga sprawa: pisanie ćwiczy charakter. Choćby samodyscyplinę, pokorę i cierpliwość, bo wiadomo, że trzeba sobie samemu zorganizować życie i pracę w domu, dostosować się do długich planów wydawniczych, nastukać mnóstwo znaków, by zyskać chwilową euforię albo zostać obrzuconym błotem. Trzeba naprawdę mocno wytrenować psychikę, żeby to wszystko znieść bez szwanku i nie zwariować. W tym zawodzie bowiem przede wszystkim mierzymy się ze sobą. Dzieje się tak dlatego, że pisanie polega na zaspokojeniu ambicji. To jest piękne a zarazem straszne, może nawet niebezpieczne.

Pisanie to dla mnie także emocje. To jest zawód sinusoidalny, w którym pochwały mieszają się z bezlitosną krytyką, w którym liczba wzlotów jest wprost proporcjonalna do upadków. To zawód, w którym od siedzenia – za przeproszeniem – na dupie masz hemoroidy, oczy cię pieką, nadgarstki wysiadają, łokcie pękają, całe ciało drętwieje. Nie śpisz, nie jesz, wyglądasz jak upiór z podkrążonymi oczami i blady jak trup, zdychasz ze zmęczenia, a jednak… Robisz to, bo dzięki temu masz niepowtarzalną, jedyną okazję posiadania nieograniczonych żyć (swojego i wielu bohaterów). I korzystasz wedle dewizy: krótko, ale intensywnie.

Co więcej: uczysz się empatii, zrozumienia. Rozpatrując pewne tematy, pewne problematyki, rozszerzasz horyzont, stajesz się humanistą z krwi i kości. Ja pisaniem odpowiadam sobie na pytania, porządkuję poglądy, otwieram sobie oczy na ludzi i świat. Mam też poczucie pewnego rodzaju misji. Są sprawy, które ludzie często chcieliby zgłębić, ale w wirze codziennych spraw nie mają czasu. Wtedy z pomocą przychodzi pisarz, który zrobi research, zgłębi dane i przedstawi je, a raczej przemyci szerokiemu gremium w takiej formie, żeby czytelnik mógł odpocząć po własnej pracy, nie mając nawet świadomości o tym, że sam chłonie wiedzę podczas lektury. Niestety to powoduje, że pisanie to ogromna odpowiedzialność, ale też poczucie, że robisz coś dobrego i ważnego.

Do tego pisanie to splendor. Nadal coś stosunkowo elitarnego, co dodatkowo czyni cię w pewnym stopniu osobą publiczną, lecz nie do tego stopnia, by to na co dzień przeszkadzało. Te chwile, kiedy siedzisz zaszyty w domu, jesteś samotnikiem przez pół roku, a nagle wychodzisz z nory do świata, nawiązujesz kontakt z czytelnikami, jeździsz po Polsce na spotkania autorskie, bierzesz udział w audycjach radiowych na żywo, robisz makijaż i uśmiechasz się do sesji fotograficznych, udzielasz wywiadów. Prosisz, dziękujesz, przepraszasz.
A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze poczucie władzy. Bo przecież tworzenie jest – dosłownie i w przenośni – boskie. 😊

O tak! Ta władza jest upajająca, ale to – tak jak mówisz – ogromna odpowiedzialność. Oboje mamy przyjemność pracować z kursantami Pasji Pisania. Czy praca na kursach wpływa na Twoje pisanie?

Wpływa strasznie, bo wywołuje kompleksy. To dla mnie niesamowite, że są ludzie, którzy to robią, ćwiczą, doskonalą, inwestują w rozwój, nie mając najmniejszej pewności co do efektu. Ja się poddałam już po pierwszej powieści, uznając, że z tej mąki musi być chleb i będę rozdrabniać pszenicę tylko, mając gwarancję sukcesu, czyli podpisując umowy na podstawie fragmentów i pisząc jedynie to, co mam szansę opublikować. Dzięki prowadzeniu kursów pasja do mnie wraca, zarażam się nią. Przypominam sobie te momenty, kiedy jeszcze nie podchodziłam do sprawy tak rzemieślniczo, zawodowo, a raczej z amatorską swobodą i świeżością, a nie wnioskami, które często ograniczają, a wręcz blokują. Dzięki temu zdarza mi się coś napisać tak po prostu dla siebie, dla wprawki. Odkrywam w sobie dziecko, można by tak to ująć.

Kursy mnie mobilizują, bo mam też świadomość tego, że chcąc być wiarygodnym, muszę pisać i publikować, pozostając w stałej relacji z rynkiem. Często stanowią też dobrą odskocznię. Gdy mierzę się z jakimś problemem natury warsztatowej, uciekam na nasze kursowe forum, gdzie w najlepsze trwają rozmowy o wszystkich naszych literackich zmorach, książkach i przeklętych terminach.

Mało tego: kursy porządkują moją wiedzę. Sprawiają, że jestem bardziej czujna i potrafię wychwycić lepiej niż kiedyś pewne prawidłowości. Mam miejsce, w którym dzielę się swoimi spostrzeżeniami, utrwalam i je rozstrzygam z innymi. Co więcej; wiele się dowiaduję, bo często jestem pytana o aspekty, nad którymi wcześniej się nie koncentrowałam i muszę je przeanalizować.

To wszystko sprawia, że sama piszę lepiej, dojrzalej, rozważniej. A równocześnie czasem eksperymentuję, odrzucając mentorstwo i używając ułańskiej debiutanckiej fantazji. Możesz nie wierzyć, ale dzięki kursom przestałam się bać opisów. Zaczęłam je stosować, otworzyłam się, wiedząc, że każdy kursant musi się z nimi zmierzyć. Czytając prace innych (nie jako czytelnik, lecz krytyk) odkryłam sposoby na osadzenie historii w miejscu, czasie, uzmysłowiłam sobie, jaka jest rola klimatu i czym go budować. Można więc spokojnie powiedzieć, że jestem beneficjentem, za co jestem wdzięczna i dziękuję. 😊

Tak, choć może się to wydawać zdumiewające, i dla nas, nauczycieli, kursy to też nauka, mierzenie się różnymi twórczymi problemami, pytania, na które odpowiedzi nie są łatwe. Przecież pisania uczymy się przez cały czas! Bardzo ci dziękuję za rozmowę.

Cóż, teraz pozostaje mi już tylko zaprosić was do spotkania z rodziną Nowaków! A także na Internetowy Kurs Podstawowy, który Barbara Sęk poprowadzi od 27 czerwca. Szczegóły znajdziecie tutaj:

http://www.pasjapisania.pl/kurs-podstawowy-2.html

Basiu, w imieniu całego zespołu Pasji Pisania serdecznie ci gratuluję wydania kolejnej książki!

Źródło cytatów: Barbara Sęk, Nowakowie: Kruchy fundament, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2018.
Autorem zamieszczonych fotografii jest Wojtek Biały.

4 Replies to “Poznaj Nowaków z powieści Barbary Sęk”

  1. Bardzo ciekawy wywiad, a Basi gratuluję wydania kolejnej książki.

  2. jakby to ująć…
    zielone oczy mam
    dziękuję za uwagę
    [dyg]

  3. chomik buszujący w zbożu says: Odpowiedz

    Gratuluję Basi, wspaniale, że wydała Nowaków oraz ciekawy wywiad, jak dobrze, że i nauczyciele cieszą się prowadzeniem kursów.

  4. Kasia Alias Kinga says: Odpowiedz

    Nie miałam zajęć z Basią, gratuluję powieści.
    Miło wiedzieć, że prowadzenie kursów wyzwala uśpione emocje.

Dodaj komentarz