Lektura na weekend – Rabacja galicyjska i realizm magiczny

Tegorocznym laureatem Nagrody NIKE został Radek Rak. Jedno z najbardziej prestiżowych rodzimych literackich wyróżnień przyniosła mu książka „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli”. To jednocześnie urzekająca i przerażająca powieść – wbrew pozorom traktująca nie tylko o rabacji galicyjskiej.

W tym roku kapituła Literackiej Nagrody NIKE nagrodziła Radka Raka (na zdj. poniżej) i jego Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli. Ta powieść stanowi bardzo oryginalne – i udane! – połączenie powieści quasi-historycznej (wszak obecność Jakóba Szeli zobowiązuje, wymaga umieszczenia w określonych kontekstach) i realizmu magicznego. A to wszystko zostało przedstawione w ujmującym gawędziarskim stylu.

„Zawsze to lepiej być panem niż chamem”.

Kóbę Szelę poznajemy jako prostego parobka. Choć umie funkcjonować w małej społeczności, ma nawet wokół siebie kilka życzliwych osób, pozostaje kimś nieznaczącym – ot, człowiekiem podlegającym prawom ustalonym przez kogoś ważniejszego. Obserwujemy ciężkie życie galicyjskiego chłopa, w tym przypadku niemal wyrzutka, rzadkie radości (Kóba przeżywa fascynację tajemniczą Malwą reprezentującą raczej magiczną stronę świata. Ona jednak ostatecznie wybierze pana – Wiktoryna Bogusza – który może jej więcej zaoferować). Uderza ta koszmarna podległość, poniżenie. Nie bez przyczyny słowo cham staje się drugim imieniem dla znacznej części społeczeństwa. Króluje tutaj przemoc, nadużywanie władzy wykorzystywanie słabszego, czy raczej stojącego bardzo nisko w hierarchii społecznej, kogoś, kto – teoretycznie – nie może się zbuntować („Takie jest prawo świata, że cham musi znosić cierpliwie wszystkie krzywdy”). A jednak w Kóbie Szeli narasta bunt. Wiele się zmieni, gdy uratuje pewnego węża. Prosty chłop nie tylko postawi się światu, w którym dotąd żył, ale także będzie mógł odegrać się za swoje nieszczęścia, całą brutalność, jakiej doświadczył:

„I wtedy Kóba pojął, czego pragnie.
– Chcę zostać panem.
– Panem? – zapytał stary wąż.
– Tak. Mieć dwór i piękny powóz, i siwe koniec w zaprzęgu, i szablę, i szpicrutę, i żeby Malwa na powrót była moją. I żebym miał własnych chamów, dla których byłbym dobry i łaskawy, a wśród nich to ścierwo, Wiktoryna Bogusza, żeby mieć kogo nękać i okładać kijami, jak mi przyjdzie fantazja, i żeby mi dobrowolnie robił w polu.
Węże zamilkły. (…)
– Swojej zguby sobie życzysz – odrzekł największy spośród gadów, ten, który ledwo mieścił się w kotlinie. – Bożym zrządzeniem jedni rodzą się panami, a inni chamami. Jest w tym zapewne cel i jest w tym mądrość, choć trudno orzec jaka. Nie powinien się w to mieszać ani człowiek, ani gad.
– Czy to prawdziwie jest to, czego pragniesz? – zapytał uroczyście stary wąż.
– Tak, panie. Tego pragnę”.

Jakób Szela stanie się kimś innym, można powiedzieć obdarzonym misją, swoistym Robin Hoodem Galicji. Jak krwawo się to skończy, wiemy z lekcji historii. Radek Rak opowiada dzieje Szeli po swojemu, z gawędziarskim zacięciem – efekt jest znakomity. Jego opowieść po prostu uwodzi. Wszystko ma w sobie coś z legendy. Miejscami narrator wtrąca się, koryguje, komentuje zdarzenia („Ale to są wszystko opowieści spisane potem przez panów i dla panów, bo to panowie wygrali historię i napisali ją dla siebie. w tych opowieściach Kóba też jest panem i myśli jak pan, chociaż nosi chłopską sukmanę”). Niekiedy można się poczuć jak dziecko, które znów słucha baśni. Bo to – zgodnie z tytułem – baśń, tyle że krwawa. A jednak chce się wejść w ten wykreowany świat, przewracać kolejne strony, śledzić losy bohaterów.

To zasługa nie tylko dobrego pióra, ale także niezwykle bogatej wyobraźni Radka Raka. Tym właśnie – realizmem magicznym – Baśń o wężowym sercu… zachwyca najbardziej, zwłaszcza w pierwszej części powieści. Gadające (a nawet dosyć wygadane!) zwierzęta, diabły (sprzymierzeńcy czy wrogowie?), ludzie porastający roślinnością, zamieniający się w drewno, wizyta w mrocznym wnętrzu wężowego króla, spotkanie z umarłymi, ratująca życie przejażdżka dosłownie w środku zwierzęcia, serca wyrwane z piersi i powierzone ukochanym osobom – to tylko niektóre niespodzianki. Mowa tu nie tylko o efekciarskich (i efektownych, ha!) wstawkach. Magia, transmutacje są ważnym elementem tego świata. Choć miejscami ostra w tonie narracja, niepozbawiona drapieżnego humoru, może przywodzić na myśl książki Andrzeja Sapkowskiego, sporo tu bardzo czułego realizmu magicznego kojarzącego się z prozą Brunona Schulza. Zobaczcie scenę, w której zakochana w Kóbie Chana oddaje mu swoje serce:

„Kóba miętolił serce Chany w dłoniach, nie za bardzo wiedząc, co z nim począć. Serce, choć pióra miało posklejane krwią i śluzem, było miłe w dotyku i grzało przyjemnie. Chłopak zdziwił się, jakie jest niewielkie. Całe mieściło się w jego złożonych dłoniach.
Świerszcze grały w zaroślach na jedną nutę, kri-kri, i to był jedyny dźwięk na świecie. Bezsłowie między Kóbą i Chaną drgało jak powietrze w upalny dzień. I dziewczyna wiedziała już, że dała serce na próżno. Było jednak za późno, bo serca raz ofiarowanego nie można tak po prostu odebrać.
Gdy ćwierkanie świerszczy stało się nie do zniesienia, Chana skoczyła z dachu ze zręcznością kotki (…), trzasnęła kuchennymi drzwiami i znikła we wnętrzu domu. Kóba ostrożnie zlazł z dachu i powlókł się do siebie. Ptasie serce schował pod siennikiem. Owinął je dodatkowo w koc, bo łomotało jak opętane i nie dawało mu spać”.

Najciekawsze z tego wszystkiego okazuje się, nie do końca jasne, swoiste pół-zjednoczenie Jakóba Szeli i Wiktoryna Bogusza, wielkich wrogów. W ten sposób chama i pana zaczyna łączyć specyficzna więź, a kolejne wydarzenia o charakterze historycznym nabierają jeszcze głębszego wymiaru. Bo książka Radka Raka to więcej niż baśń. To rzecz o tożsamości, przekraczaniu samego siebie i własnych ograniczeń, o historii i o (krwawym) przełamywaniu odwiecznych praw.

Choć oczywiście można czytać tę powieść po prostu jak fascynującą baśń z kontekstem historycznym – i zwyczajnie dać się jej uwieść.

Źródło cytatów: Radek Rak, Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli, Wydawnictwo Powergraph, Warszawa 2020.
Źródło grafiki: https://powergraph.pl/katalog/autorzy/radek-rak

2 Replies to “Lektura na weekend – Rabacja galicyjska i realizm magiczny”

  1. Właśnie czytam i podpisuję się pod każdym słowem :-). Czuję się uwodzona 🙂

    1. Michal_Pawel_Urbaniak says: Odpowiedz

      🙂

Dodaj komentarz