„Budujemy nowy dom” – ROZWIĄZANIE KONKURSU!

Dom niejedno ma imię – udowodniliście to swoimi wspaniałymi tekstami. Pora ogłosić wyniki naszego blogowego konkursu. Kto otrzyma znakomity zbiór opowiadań Marie Aubert „Zabierz mnie do domu”?

Czym jest dom? Czy to miejsce bezpieczne czy napawające lękiem? Wytęsknione, czy raczej znienawidzone? Zdobyte czy utracone? W waszych pracach konkursowych miał różne oblicza. Przyszło jak zwykle wiele świetnych tekstów (niektóre wykraczały poza ustalony limit znaków), a o miejscu na podium decydowały absolutne drobiazgi. Do kogo trafią nagrody książkowe ufundowane przez Wydawnictwo Pauza.

Zabierz mnie do domu Marie Aubert otrzymują (w kolejności nadsyłania prac): Misia A, Driada oraz Lucy.

Wszystkie prace konkursowe możecie przeczytać tutaj. A oto nagrodzone teksty:

Misia A przedstawia poruszającą historię swoistej bezdomności (choć Agata nie jest formalnie bezdomna). Na szczęście są jeszcze piękne wspomnienia i smaki dzieciństwa:

„Pociąg ruszył. Agata wyciągnęła z torby „Bezpowrotnie utraconą leworęczność”, nie przypuszczając, że skończy lekturę na tym jednym zdaniu: „jadę do domu, do Wisły”. Też jechała do domu. Różnica była taka, że pisarz wracał tam, gdzie się urodził, gdzie znał każdy kąt, gdzie wciąż czekali na niego szkolni koledzy, krewni, sąsiedzi. A ona takiego miejsca nie miała. Nigdy. Gdzie indziej się urodziła, gdzie indziej mieszkała jako małe dziecko, gdzie indziej chodziła do szkoły, gdzie indziej studiowała. Przez jakiś czas domem było mieszkanie rodziców, kolejne z kilku przydzielanych z kwaterunku w miarę, jak rósł staż pracy ich obojga, a wraz z nim zasługi dla Polski Ludowej. W nowej Polsce schorowany tato długo nie pożył, mama wyprowadziła się do Jacka, który w ciągu tych paru lat zdążył „się wybudować”, lokal wrócił do miasta, a Agata nie miała już gdzie uciekać z kolejnego służbowego mieszkania, w którym nigdy nie czuła się jak w domu. Od końca studiów cztery razy przeprowadzali się z miasta do miasta. Wiadomo, gdzie praca, tam się mieszka. Maćkowi to aż tak nie przeszkadzało; Jaś był jeszcze za mały, żeby pamiętać tamte inne nie-domy. Przymknęła oczy…
Poczuła gorzkawy aromat zbożowej kawy. W kuchni krzątała się babcia Józia. Nawet, gdyby nie powiedziała: „Skocz no, wnusiu, na ogródek urwać mięty do twarożku!”, Agata i tak by zbiegła po schodkach, pchnęła furtkę, minęła rozrośnięty bez i rządek porzeczkowych krzewów, schyliła się… I nagle znikły grządki, dziadkowie, dom…
Wyskoczyła na stacji w ostatniej chwili. W półmroku wypatrzyła pod nasypem kępkę kędzierzawego ziela, utargała parę zielonkawoszarych liści. „Dom, czy nie dom, ale twarożek z miętą będzie, tyle mojego!””

Driada zaprezentowała smutną i niebanalną historię miłosną:

„Wysoki parter, 43 m2, dwa małe pokoje, kuchnia nie większa od standardowej garderoby, w zabudowie, przedpokój i dużo za duża łazienka. Przez okna, przywodzące na myśl szpital, obserwowaliśmy popołudniami wędrujące jak po sznurku głowy. Popijaliśmy przy tym z, jednakowych i jedynych jakie wtedy mieliśmy, kubków gorącą kawę i wymyślaliśmy historie. Nie mieliśmy jeszcze wtedy ani telewizora, ani szybkiego łącza internetowego, a zakupy robiliśmy na bieżąco.
Było nam dobrze.
Pierwszym wspólnym sprzętem była lodówka, odpowiednio mała, by zmieściła się w minikuchni, a drugim pralka. To na niej uprawialiśmy najlepszy seks w życiu, patrząc sobie w oczy. Nie kochaliśmy się, uprawialiśmy seks, Ola nie lubiła innych określeń. Uprawianie kojarzyło się jej z ogrodem, a ogród trzeba dbać, żeby kwitł.
Było nam dobrze.
Puściła uszczelka pod umywalką, potem pod wanną, kolejne awarie były w kuchni. Główny zawór znajdował się w piwnicy właściciela budynku, który jako jedyny miał do niej klucze.
Puchnące panele i pływające chodniki zasiały w naszych głowach myśl o czymś własnym. Na początku miało to być mieszkanie, ale łączne koszty kredytu i funduszu remontowego w blokach, były prawie takie same, jak w przypadku domu. Wybraliśmy DOM.
Kupiliśmy działkę i budowa ruszyła, a za nią lawina problemów. Codziennie musieliśmy o czymś decydować i z czegoś rezygnować, ale budynek rósł.
Byliśmy zmęczeni.
Gdy w końcu wprowadziliśmy się we własne progi nasz ogród nie kwitł. Prawie ze sobą nie rozmawialiśmy, wieczory wypełniała migocząca niebieskim światłem smartfonów cisza.
Byliśmy nieobecni.
W końcu sprzedaliśmy dom.
Byliśmy i już NAS nie ma”.

Lucy odmalowała wstrząsający obraz osiedlowych nieszczęść i marzeń:

„Siedzieliśmy na osiedlowej ławce i skubaliśmy słonecznik. Gruby pił coca-colę i na hasło: ,,Daj łyka”, wyciągał dłoń w stronę proszącego. Najczęściej proszącym był Gucek – tyczkowaty rudzielec z odstającymi uszami. Mieszkał pod siódemką, ja pod czwórką. Mój pokój, znajdował się pod jego pokojem, a one były częścią małych mieszkań w dziesięciopiętrowym bloku.
Pod naszymi zębami pękały palone skorupki słonecznika, językiem wyciągaliśmy ziarno, a reszta lądowała na chodniku. Mieliśmy piętnaście lat. Byliśmy głośni i niemal codziennie urządzaliśmy zawody w pluciu na odległość. Najczęściej wygrywał Nick, który nosił fryzuję, jak jeden z członków Backstreet Boys. ,,Plujecie, jak panienki!”, triumfował. Gucek próbował mu dorównać, ale zawsze przegrywał z Woluszym. Gruby nigdy się nie wysilał. Nie ulegał syndromowi rywalizacji, bo miał wszystko, czego my pragnęliśmy. Ja chciałem mieć ojca, ale on umarł po tym, jak spadł z rusztowania i pękła mu aorta. Nick też chciał mieć ojca, tylko takiego, który nie pierze matki po twarzy, odmalowując na niej obraz nędzy i rozpaczy. Woluszy rzadko mówił o starych, ale wiedziałem, że jego matka wyjechała do pracy za granicę i już nie wróciła. O Gucka potrzebach wiedziałem najwięcej. Głosy przebijające się przez cienkie ściany mieszkań, wybijały ciężki rytm patologii. Codziennie o tej samej porze, jego stary zaczynał koncert. ,,Ty debilu!”, krzyczał. ,,Jesteś tak samo szpetny, jak twoja matka!”. Odgłosy szamotaniny nie pozwalały mi zasnąć. ,,Pojebie!”, darł się i zrzucał jakieś przedmioty na podłogę. Niektóre turlały się i uderzały o rury grzejnika. Czasem wyobrażałem sobie, że wspinam się po nich, jak po łodydze fasoli i przebijam głową sufit. Ale to były tylko wyobrażenia. Prawdziwe będą naderwane uszy Gucka.”

Serdecznie gratuluję laureatkom oraz wszystkim uczestnikom! Pamiętajcie, że samo napisanie tekstu jest już zwycięstwem. A już niebawem maj – i kolejny konkurs!

Źródło cytatów: http://blog.pasjapisania.pl/2021/04/11/gdzie-jest-dom-konkurs/

4 Replies to “„Budujemy nowy dom” – ROZWIĄZANIE KONKURSU!”

  1. Gratuluję zwycięzcom!

  2. Ostatni dodany i nagrodzony! Prawdziwa, barwna historia.

  3. Gratulacje dla zwycięzców!

  4. Bardzo dziękuję za uznanie i gratuluję pozostałym laureatom! Właściwie to gratuluję wszystkim uczestnikom. Nie jest łatwo wyrwać z doby kawałek czasu, który poświęci się na pisanie. Zwykle robi się to kosztem czegoś, a potrzebna jest też odwaga, żeby pokazać swoją twórczość światu.
    Pasja Pisania, to świetne miejsca na szlifowanie talentu. Odkąd skończyłam pierwszy kurs, minęło dobrych kilka lat. W swoim dorobku mam mnóstwo tekstów, które być może pewnego dnia staną się czym większym. Nie wszystkie były dobre, ale fakt, że pisze się codziennie, z pewnością kiedyś zaprocentuje.
    Życzę każdemu z osobna takiej radości, jaką ja mam podczas tworzenia nowych historii 🙂

Dodaj komentarz