Lektura na weekend – O problemach sercowych

Kerry, jej najlepszy przyjaciel Tom, a także Joel, w którym ta pierwsza skrycie się kocha, dorastają. Mają sprecyzowane plany i pomysły na siebie. Jednak wszystko odmieni sylwestrowa noc u progu nowego tysiąclecia. Jak ułoży się życie tej trójki?

„Uśmiecham się. Wspomnienie tej nocy już nie boli. Albo przynajmniej ból jest na tyle odległy, że nie wiem, czy jest prawdziwy, czy to tylko echo ostrzeżenia za strony moich neuronów, żebym trzymała się od bólu z daleka. Nasze organizmy tak reagują, to instynkt samozachowawczy. Miłość, wkładanie dłoni do ognia, lekceważenie bólu zęba na dzień przed szaloną podróżą na staż do Kambodży i przeżywanie katuszy w środku dżungli.
Wszystkie błędy, których więcej nie popełnię”.

Brighton, 31 grudnia 1999 roku. Ostatni dzień tysiąclecia. Młodzi ludzie bawią się na imprezie sylwestrowej. Joel Greenaway, szkolny gwiazdor z obiecującą przyszłością, gra, Kerry Smith dyskretnie go obserwuje (wszak się w nim kocha), a zarazem czeka, aż jej najlepszy przyjaciel Tim Palmer ją pocałuje, choć sama nie jest całkiem przekonana do tego pomysłu, to raczej odruch desperacji dziewczyny nawykłej do funkcjonowania na prawach szarej myszki („Sześć minut. Do pocałunku zostało mi szczęść minut. Teraz już niecałe trzysta sześćdziesiąt sekund, jeśli nie chcę zakończyć kolejnego roku – umówmy się, całego tysiąclecia – jako jedyna siedemnastolatka w Brighton, która nigdy się z nikim nie całowała”). Wszyscy w napięciu czekają na północ – mówi się o rozmaitych zdarzeniach, które mają odmienić losy świata. Tymczasem dochodzi do prywatnego dramatu – Joel nagle upada. Kerry, która chce zostać lekarką, rozpoznaje zatrzymanie akcji krążenia i robi masaż serca. Tim ma podobne medyczne ambicje, a jednak w obliczu prawdziwego zagrożenia jest jak sparaliżowany. Tak naprawdę to dzięki Kerry udaje się uratować Joela (który przez osiemnaście minut był martwy). A jednak to Timowi przypisuje się większe zasługi. On sam nie znajduje w sobie dość silnej woli, aby sprostować tę niefortunną pomyłkę… Uznajmy, ma swoje powody – nie chce zawieść ciężko chorej matki, mającej nieco zbyt rozbuchane wyobrażenie o Timie i jego pełnej spektakularnych sukcesów przyszłości. Jednak co z Kerry? Dla niej ten moment też był przełomowy. Stwierdza ona trzeźwo:

„To ja zaczęłam działać. Ataki Joela mogą być tymczasowe lub nie, ale gdybym w ogóle nie wkroczyła do akcji, nie miałby najmniejszych szans. Nigdy nie sądziłam, że jestem próżna, ale może jednak jestem, bo jakiś głos podpowiada mi, że ludzie powinni wiedzieć, że tę sytuację uratowała ta szara myszka Kerry.”

Ta noc wiele zmienia. Między tą trójką zostaje zadziergnięta silna więź. To nie tylko kwestia problemów z sercem Joela, ale także… metaforycznych problemów sercowych. Kerry kocha Joela, a po tamtym sylwestrze naprawdę się do niego zbliża, opiekuje się nim. On z kolei nagle zdaje sobie sprawę z siły własnych uczuć względem niej. Z drugiej strony wraz z tamtą nocą, gdy mało nie umarł, wszystko się skończyło, kariera, której się podporządkował została przerwana („Moje ciało nigdy, przenigdy mnie nie zawiodło. Przez całe życie słuchało mnie posłusznie, dzięki temu byłem szybszy i silniejszy niż inni. A teraz znienacka mnie zdradziło”). Stało się tak jakby jakiś Joel jednak odszedł z tego świata. Nie czuje się już atrakcyjny, potrzebny, pogrąża się w smutku – nie chce pociągnąć dziewczyny, wobec której żywi płomienne uczucia, za sobą. No, ale jest jeszcze Tim – także zakochany w Kerry, jej przyjaciel, dodatkowo dźwigający brzmię poczucia winy. Przecież zawiódł. To tylko potwierdza jego przekonanie, że medycyna nie jest dla niego. On, podążając tą drogą, spełnia tylko wymagania toksycznej matki – a jednak nie może z niej zejść („Większość ludzi z mojego rocznika ma już plany na przyszłość, ale mnie paraliżuje niepewność. Nie pierwszy raz. Choć usilnie staram się o tym zapomnieć, wspomnienie sylwestra na promenadzie i mojej nieudolności chodzi za mną jak cień”).

Choć ten sylwestrowy dramat sprawił, że troje bohaterów Jak ocalić życie Evy Carter musiało dojrzeć szybciej, nie znaczy to, że od razu podejmowali najwłaściwsze, dojrzałe decyzje. A przecież każda z nich wiązała się z dalekosiężnymi konsekwencjami. Kerry, Joel i Tim ranili się wzajemnie, byli skłonni do poświęceń, pozwalali sobie na kłamstwa zazwyczaj w dobrej wierze, mylili uczucia lub je sobie wmawiali. Niekiedy szukali łatwych usprawiedliwień (Joel mówi: „Może gdy zatrzymało mi się serce, ubył mi kawałek mózgu i teraz już zawsze będę rozczarowaniem dla innych”). Są zagubieni i samotni, nawet gdy mają kogoś bliskiego obok siebie (Kerry wyzna: „Ja tylko ciągle chciałam coś naprawiać. Robić to, co uznawałam za słuszne, i uszczęśliwiać w ten sposób ludzi, na których mi zależy. Ale teraz już sama nie wiem, co jest słuszne”). Jednak każde z nich wychodzi z marazmu, buduje dorosłość z nowych materiałów, próbuje odnaleźć szczęście samodzielnie (nie zawsze skutecznie). Jak celnie podsumowuje Kerry:

„Bycie potrzebnym uzależnia, co? A ja zaczynam rozumieć, że jest czas na pomoc i czas, gdy trzeba pozwolić ludziom radzić sobie samym”.

Głównym atutem Jak ocalić życie jest przekonująca psychologia postaci. Obserwujemy bohaterów przez blisko dwie dekady, mogąc śledzić ich rozwój. Pochodzą z trzech różnych światów, są obarczeni rozmaitymi doświadczeniami (Kerry miała dobre relacje z rodzicami, Tima i jego matkę łączyło coś toksycznego, z kolei Joel dostawał od rodziców mnóstwo pieniędzy, ale nie ciepła. Brakowało mu dobrych wzorców). Możemy się z nimi nie zgadzać, możemy odczuwać chęć, aby nimi czasem potrząsnąć, ale trudno ich nie zrozumieć nawet w tych najbardziej kontrowersyjnych decyzjach. I Joel, i Kerry, i Tim pozostają bardzo autentyczni (tylko szkoda, że ten ostatni dostał najmniej miejsca w całej książce). Historia świetnie się składa, fabuła jest poprowadzona logicznie (choć niekiedy mogą przeszkadzać rozmaite fatalne zbiegi okoliczności, które pozwalają bohaterom wyciągnąć nie do końca trafne wnioski). Mimo wszystko z łatwością się im kibicuje. Całość została napisana z dużą swadą, od kolejnych rozdziałów trudno się oderwać.

Eva Carter napisała tę książkę po części zainspirowana prawdziwym zdarzeniem – kiedy jej partner zasłabł, wykonała udaną resuscytację, instruowana przez dyspozytorkę pogotowia. To może nie jest najważniejsze z literackiego punktu widzenia, ale warto przypomnieć sobie, jak istotna może się okazać znajomość reguł pierwszej pomocy. Nie znajdziecie jednak w Jak ocalić życie taniego dydaktyzmu – może co najwyżej dużo ciepła. To porywająca powieść – wierzę, że jej bohaterowie zostaną z wami na długo.

Źródło cytatów: Eva Carter, Jak ocalić życie, tłum. Ewa Borówka, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2022.

Dodaj komentarz