Martin Eden zabiera się do (pisarskiej) pracy

„Martin Eden” Jacka Londona to jedna z najbardziej pisarskich książek jakie znam. Tytułowy bohater odkrywa własną drogę. Chce pisać. Ambitny i wytrwały podąża nią na przekór niepowodzeniom. Zobaczcie, jak po raz pierwszy artystycznie sięga po pióro.

„Pisać! Myśl ta ogniem płonęła mu w duszy”. Martin Eden – ambitny marynarz z powieści Jacka Londona – odkrywa potęgę literatury literatury i sam zabiera się za pisanie (o tym olśnieniu mogliście przeczytać tutaj). Bieda sprawiła, że swoje przyszłe pisarskie sukcesy z góry przelicza na pieniądze. Nie zdaje sobie jeszcze sprawy, jak trudną drogę obrał. Tymczasem pełen optymizmu zabiera się do dzieła:

„Nie wiedział dobrze, jak długie powinno być opowiadanie, ale przeliczył słowa w zajmującym dwie strony felietonie niedzielnego dodatku do »Przeglądu San Francisco« i tym postanowił się kierować. Po trzech dniach najbardziej wytężonej pracy opowiadanie było gotowe. Kiedy jednak przepisał je starannie dużym, czytelnym pismem, wpadł mu w ręce w czytelni podręcznik stylistyki, z którego dowiedział się o istnieniu takich rzeczy, jak rozpoczynanie poszczególnych ustępów od nowego wiersza lub odróżnianie wypowiedzi różnych osób od wątku myśli samego autora, za pomocą odpowiednich znaków. Dotychczas nigdy nie myślał o tym wszystkim, ale teraz bez zwłoki rozpoczął pracę na nowo, zaglądając co chwila do podręcznika i nabywając w ciągu jednego dnia więcej wiadomości o budowie prozy literackiej niż przeciętny uczeń przez cały rok. Przepisawszy opowiadanie powtórnie i starannie zwinąwszy je w rulon, Martin przypadkowo natrafił w jakiejś gazecie na pouczenie dla początkujących adeptów pióra i zapoznał się z żelaznym prawem zakazującym zwijania rękopisów w rulony oraz pisania po obu stronach karty. Złamał obydwa przykazania. Przy sposobności jednak dowiedział się, że pierwszorzędne pisma płacą co najmniej dziesięć dolarów za szpaltę. Wobec tego, przepisując rękopis po raz trzeci, pocieszał się mnożeniem dziesięciu szpalt przez dziesięć dolarów. Iloczyn pozostawał zawsze ten sam — sto dolarów i Martin orzekł stanowczo, że lepiej być pisarzem niż marynarzem. Gdyby nie jego nieświadomość, zużyłby na to opowiadanie trzy dni. Sto dolarów w ciągu trzech dni! Na morzu trzeba by na taką sumę pracować trzy miesiące, a może i dłużej. Tylko szaleniec puszczałby się na morze mogąc pisać — zadecydował Martin, choć pieniądze same w sobie nic dla niego nie znaczyły. Ich wartość polegała jedynie na uzyskaniu pewnej swobody i na możności sprawienia sobie przyzwoitej odzieży, to wszystko bowiem zbliżało do smukłej, bladej dziewczyny, która odwróciła całe jego życie i obdarzyła go natchnieniem.
Włożywszy rękopis do wielkiej koperty, zaadresował przesyłkę do redaktora »Przeglądu San Francisco«. Wydawało mu się, że pisma ogłaszają natychmiast każdy przyjęty utwór, toteż wysławszy rękopis w piątek, spodziewał się, że już w najbliższą niedzielę zobaczy go w druku”.

Jak się pewnie domyślacie, sukces nie był taki oczywisty – przynajmniej na początku. Zapraszam was do lektury tej wspaniałej powieści.

Martin Eden miał swoją Ruth Morse, która została jego mentorką. Dobrze jest mieć kogoś, kto wesprze w pisarskiej drodze. Takie osoby – nauczycieli, pisarzy, a wreszcie przyjaciół, którzy mają takie same plany, ambicje i marzenia – znajdziecie na kursach Pasji Pisania. Już dziś wybierzcie odpowiedni kurs dla siebie:

https://www.pasjapisania.pl/harmonogram-kursow.html

Czekamy na was!

Źródło cytatów: Jack London, Martin Eden, tłum. Zygmunt Glinka, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1984.
Źródło grafiki: https://it.wikipedia.org/wiki/Martin_Eden_(film_2019)

Dodaj komentarz