Nowy pomysł Martina Edena

Martin Eden, pisarz z powieści Jacka Londona, nie doczekał się publikacji pierwszego opowiadania. Jednak nie zraża się tym niepowodzeniem – wszak ma już nowy pomysł. Zobaczcie Martina przy pracy.

Martin Eden – tytułowy bohater słynnej powieści Jacka Londona – stwierdza, że „lepiej być pisarzem, niż marynarzem”. Z wielką nadzieją podąża pisarską drogą. Nie doczekał się publikacji pierwszego opowiadania, ale to nie przeszkadza mu zająć się następnym. Zobaczcie, co tym razem go zainspirowało:

„Tymczasem zajął go nowy pomysł, który uznał za wyjątkowo trafny, rozsądny i skromny. Oto napisze awanturnicze opowiadanie dla chłopców i pośle je do »Towarzysza Młodzieży«. Poszedł natychmiast do czytelni i przejrzał roczniki tego czasopisma. Przekonał się, że opowiadania seryjne składają się zazwyczaj z pięciu odcinków, przy czym na każdy numer pisma przypada około trzech tysięcy słów. Znalazł również kilka opowieści nieco dłuższych, ciągnących się aż przez siedem numerów, i postanowił taki właśnie utwór napisać.
W swoim czasie brał udział w wyprawie na wieloryby na wodach arktycznych, która zakrojona była na trzy lata, ale skończyła się rozbiciem okrętu po upływie sześciu miesięcy. Choć Martin miał wyobraźnię wrażliwą, a niekiedy nawet wybujałą, cechowało go jednocześnie zamiłowanie do realizmu, zniewalające do pisania wyłącznie o sprawach dobrze mu znanych. Na łowach wielorybniczych znał się gruntownie i z realnego materiału swej wiedzy zamierzał wykroić urojone przygody dwóch chłopców, którzy mieli zostać bohaterami jego opowiadania. W sobotę wieczór zdecydował, że nie będzie to robota trudna. Tego dnia wykończył pierwszy odcinek objętości trzech tysięcy słów, wywołując tym uciechę Jima i otwarte drwiny pana Higginbothama, który przez cały czas obiadu szydził z nowoodkrytego w rodzinie »literaty«.

Martin pocieszał się wyobrażając sobie minę, z jaką szwagier otworzy niedzielny numer »Przeglądu« i znajdzie w nim opowiadanie o poszukiwaczach skarbu. Tego ranka zerwał się wcześnie i sam pobiegł do drzwi wejściowych, gdzie przerzucił nerwowo gruby, świąteczny egzemplarz dziennika. Przejrzawszy go starannie raz i drugi, złożył go z powrotem i pozostawił na miejscu. Rad był, że nikomu nie wspomniał o tej swojej próbie. Po namyśle doszedł do wniosku, że błędnie oceniał szybkość, z jaką rękopisy dostają się do druku. Zresztą wartość jego opowiadania nie była uzależniona od chwili jego ogłoszenia, może więc redaktor chce najpierw porozumieć się z nim listownie.
Po śniadaniu Martin zabrał się do dalszej pracy nad opowieścią dla młodzieży. Wyrazy same płynęły mu spod pióra, często jednak przerywał pisanie, żeby zajrzeć do słownika lub do podręcznika stylistyki. Podczas takich przerw nieraz odczytywał cały napisany już rozdział i pocieszał się, że choć na razie nie tworzy jeszcze potężnych dzieł, których zarodek czuł w duszy, to w każdym razie uczy się kompozycji i jasnego wyrażania myśli. Pracował do zmierzchu, po czym pobiegł do czytelni, gdzie przeglądał miesięczniki i tygodniki aż do dziesiątej, to znaczy do zamknięcia. Według tego planu spędził cały tydzień. Codziennie odrabiał trzy tysiące słów i co wieczór przedzierał się przez gąszcz czasopism, notując rodzaj opowiadań, artykułów czy wierszy, które uznane zostały przez redakcje za godne zamieszczenia. Jedno było niewątpliwe: to, czego dokonali owi liczni pisarze, w niczym nie przekraczało własnych jego możliwości”.

Martin Eden bardzo rozsądnie szuka materiału literackiego we własnych doświadczeniach. Chcecie się dowiedzieć więcej o tym, jak go znaleźć, jak z własnego życia zrobić literaturę? Zapraszam na najbliższy Kurs Inspiracje, który rusza 25 listopada. Zapiszcie się już dziś:

https://www.pasjapisania.pl/kurs-inspiracje.html

Czekam na was!

Źródło cytatów: Jack London, Martin Eden, tłum. Zygmunt Glinka, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1984.
Źródło grafiki: https://www.opole.pl/dla-mieszkanca/wydarzenie/film-martin-eden-3

Dodaj komentarz