Jak wyglądało życie naszych przodków na wsi pod koniec XIX i na początku XX wieku – od narodzin aż po późną dorosłość? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć genealożka Aneta Godynia – choć zdaje sobie sprawę, że nie ma jednej odpowiedzi.
Większość naszego społeczeństwa pochodzi z chłopstwa. Odnoszę wrażenie, że jeszcze kilka lat temu ta dawna część życia interesowała tylko historyków i genealogów i nawet literatura poświęcona obrazowi dawnego życia nie zyskiwała wielkiej popularności. Zmieniło się to za sprawą fenomenalnej książki Joanny Kuciel-Frydryszak Chłopki. Opowieść o naszych babkach (moją recenzję możecie przeczytać tutaj). Ta pozycja otworzyła oczy wielu osobom, innych skłoniła do wspomnień, jeszcze innych do badania własnych korzeni. Potem pojawiły się kolejne publikacje poświęcone chłopskim przodkom – m.in. Życie w chłopskiej chacie Kamila Janickiego czy Przepraszam za brzydkie pismo. Pamiętniki wiejskich kobiet, w której Antonina Tosiek bada fenomen konkursowego pamiętnikarstwa. Do konkretnych chłopskich pamiętników odwołuje się również genealożka Aneta Godynia w swojej książce Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali.

„Kiedyś, wcale nie tak dawno, dzieciństwo nie oznaczało wcale beztroski, zabawy i edukacji, planowania przyszłości. Dzieci, które przyszły na świat w polskiej wsi na przełomie XIX i XX wieku szybko wchodziły w krąg dorosłych spraw, od najmłodszych lat pracowały, miały swoje obowiązki, doświadczały lęku przed głodem. Ta książka jest podróżą przez wszystkie etapy życia urodzonego na wsi pod zaborami, a także w młodej, niepodległej Polsce: od chwili, gdy matka nosiła je pod sercem, przez poród i rytuał chrztu, pierwsze zabawy i obowiązki, aż po wejście w dorosłość – często przedwczesne, narzucone przez los i tradycję.”
Aneta Godynia przybliża charakter dawnej wsi XIX i XX wieku (ze szczególnym uwzględnieniem wsi galicyjskich) i panujących tam przekonań czy zwyczajów, jednak to opowieść jedynie do pewnego stopnia uniwersalna (wszak: „Historia naszych przodków to nie zbiór prostych etykiet. To opowieść pełna odcieni i niuansów, których nie wolno spłaszczać”). Wszystko zależało od czasów, regionu, zamożności, warunków – właściwie konkretnej rodziny:
„Dawna wieś była społecznością złożoną i nierówną. Nie do każdego domu przynależało pole o takiej samej powierzchni jak inne, nie każda rodzina miała tyle samo zwierząt czy takie samo zabezpieczenie na gorsze czasy. Od zamożnych gospodarzy po bezrolnych komorników rozciągała się wyraźna drabina ekonomiczna i społeczna, która wpływała na każdą dziedzinę życia, w tym – na dzieciństwo”.

Po przybliżeniu specyfiki i funkcjonowania wsi w ogólności – z zastrzeżeniem o konieczności wzięcia pod uwagę wszelkich różnorodności – Godynia pochyla się nad tematem ciąży. Tutaj zachodzi pewien paradoks. W opisywanej epoce wiedza o ciąży była raczej nikła, stosunek do własnego ciała pełen ograniczeń. Z drugiej strony ciąża nie była tematem tabu:
„Lud wiejski wypracował własny, bogaty system wiedzy o ciąży, przekazywany z pokolenia na pokolenie. Ta wiedza była inna niż lekarska, naukowa, za to pozostawała głęboko osadzona w doświadczeniu i emocjach. Obejmowała fizjologię, ale też lęki, pragnienia i społeczne oczekiwania wobec kobiet. To znak, że ciąża nie była ani czymś ukrywanym, ani całkowicie niezrozumiałym. Odwrotnie – była obiektem troski, narracji, interpretacji, nie tylko indywidualnych, lecz również wspólnotowych. Każda kobieta mogła doświadczać jej inaczej, ale nie przeżywała tego stanu w próżni, a w świecie, który miał na ten temat coś do powiedzenia”.
Autorka wylicza różne ciekawe – albo zatrważające – przesądy, wierzenia, rytuały. Wskazuje na rozmaite spojrzenie na ciężarną. To był ktoś szczególny – tylko czy przynosił szczęście, czy pecha? Odpowiedź nie jest jednoznaczna („W jednym regionie widziano w kobiecie w ciąży zapowiedź szczęścia i pomyślności, w innym jej pojawienie się na progu chałupy uznawano za zwiastun nieszczęścia. Brzemienność, niepojęty stan wykraczający poza codzienną rzeczywistość, budziła mieszankę szacunku, fascynacji i lęku”). Kobieta w ciąży teoretycznie podlegała szczególnej ochronie – w praktyce na tę ochronę, odpoczynek czy choćby zalecaną przez polskich ojców medycyny zbilansowaną dietę, mało kto mógł sobie pozwolić. Bardzo interesujący jest też okres pierwszych dekad dwudziestego wieku – kiedy wieś się unowocześniała, jej struktura nieco zmieniała (choćby ze względu na migracje i rozpad rodziny), więc dawne wierzenia i zabobony odchodziły do lamusa, a jednocześnie ludzie wsi nie mieli łatwego dostępu do dobrej opieki medycznej czy nowoczesnych rozwiązań.

Jak mogło przebiegać dzieciństwo na wsi? Rola dzieci i ich postrzeganie dalekie było od dzisiejszych standardów. Brak skutecznej antykoncepcji, wielodzietność, wysoka śmiertelność dzieci (i przekonanie: Bóg dał, Bóg wziął, tego zawsze pełno) – to wszystko wpływało na funkcjonowanie dziecka: „„Dzieci były traktowane jako część gospodarstwa, a ich potrzeby musiały harmonizować z codziennymi obowiązkami dorosłych, a nie na odwrót”). Wynika to też z charakteru rodziny jako komórki społecznej samej w sobie („Rodzina nie była jedynie strukturą społeczną o charakterze emocjonalnym, lecz przede wszystkim podstawową jednostką gospodarczą, w której każdy jej członek wypełniał określone zadania, niezbędne do funkcjonowania i przetrwania gospodarstwa”). Mimo wszystko badaczka stara się patrzeć na dawne dzieciństwo wieloaspektowo – nie ujmuje trudów, ale też go nie demonizuje. Podkreśla, że nie ma jednej oficjalnej narracji. Nawet trudne dzieciństwo mogło być szczęśliwe:
„Wbrew dzisiejszym wyobrażeniom, w których dominuje obraz trudnego życia w biedzie, nie każdy człowiek urodzony na przełomie wieków XIX i XX źle wspominał swoje dzieciństwo. Wielu wiejskich pamiętnikarzy potrafiło po latach – nierzadko mimo głodu, chłodu i ciężkiej pracy – odnaleźć we wspomnieniach ciepło, spokój, a nawet radość. Takie po prostu było ich życie – surowe, skromne, z ograniczonym dostępem do edukacji, z innym systemem wartości i priorytetami niż dziś, ale dla nich prawdziwe, bliskie i własne. Z tych prostych warunków wyrosła siła ludzi – odpornych, przywiązanych do ziemi i do siebie nawzajem”.

W kolejnych rozdziałach poznajemy m.in. charakter pracy, którą powierzano dzieciom w zależności od ich wieku i doświadczenia, zabawy, kwestie związane z edukacją, status sierot czy potomków nieślubnych, wreszcie czasy dorastania, zakładania własnych rodzin, czasami emigracji do USA czy Brazylii. Całość jest napisana z wielką pasją, w oparciu o rozliczne źródła – dawne pamiętniki, opracowania, statystyki. Zyskujemy sporo wiedzy, ale książka jest najciekawsza wtedy, gdy pojawiają się konkretni ludzie ze swoimi historiami – na przykład małżeńskimi. Tutaj obserwujemy przede wszystkim dwoje dawnych pamiętnikarzy – Władka i Helenkę. Ich życie ułożyło się – z różnych względów w nieco odmienny sposób. Jest tu bardzo dużo – a chciałoby się jeszcze więcej.
Dla genealogów, ale też osób ciekawych własnych korzeni, tego, jak mogłoby wyglądać dawniej życie – Wiejskie dzieci to pozycja obowiązkowa. Uczciwie zrobiona literatura faktu. W posłowiu autorka zachęca do dalszych badań, do zadawania pytań – i trudno z tego zaproszenia nie skorzystać!
Źródło cytatów: Aneta Godynia, Wiejskie dzieci. Kiedy nasi przodkowie byli mali, Wydawnictwo Sploty, Gliwice 2026.
