Elinor Hayward marzy o wielkiej miłości – na balu poznaje pewnego hrabiego i wkrótce zostaje jego żoną. Żyli długo i szczęśliwie? Bynajmniej. Znękana i sfrustrowana Elinor wsiada na Titanica. Nie wie, że katastrofa luksusowego statku okaże się dla niej nowym początkiem.
14 kwietnia 1912 zapisał się w historii świata katastrofą być może najsłynniejszego statku w jego dziejach. To właśnie wtedy, podczas swojego dziewiczego rejsu, płynący do Ameryki luksusowy Titanic, rzekomo niezatapialny, zderzył się z górą lodową. Półtora tysiąca osób zginęło w lodowatych wodach Atlantyku, nieco ponad siedemset przeżyło w szalupach. Ta katastrofa właściwie od początku stała się inspiracją dla rozmaitych twórców – od filmowców, po pisarzy. Z ostatnich książek można wymienić m.in. Siostry z Titanica Anny Lee Huber, Dziewczynę z Titanica Shany Abe czy Ocalone z Titanica Kate Alcott. Niedawno w naszych księgarniach ukazała się nowa książka ze słynnym statkiem w tytule: Zaginiona z Titanica Frances Quinn. Wątek Titanica obecny jest tutaj od początku, ale sam parowiec pojawia się dopiero w środku powieści.

„Otrzymaliśmy szansę, by żyć dalej, której pozbawiono wielu innych. Miałabym ją zmarnować, wybierając los pełen wyrzeczeń i cierpienia? A gdyby nie wrócić?”.
Narratorką jest dziewiętnastoletnia Elinor Hayward, córka „króla bawełny”, bogatego przemysłowca, dziewczyna inteligentna, wyprzedzająca swoje czasy, a zarazem nieco naiwna. Wiecznie zaczytana, wychowała się na powieściach Jane Austen, George Eliot czy Thomasa Hardy’ego, szuka miłości. Podczas balu poznaje prawdziwego księcia z bajki – Fredericka Coombers, hrabiowskiego syna. Związek tych dwojga może i jest mezaliansem, ale szybko wiedzie do ślubu („ruszyłam w stronę zakończenia, po którym »żyli długo i szczęśliwie«”). Elinor nie jest wolna od obaw, ale wierzy, że wszystko dobrze się ułoży.
„Prawdę mówiąc, czułam niepokój w związku z przeprowadzką do ludzi, których ledwie znałam, pochodzących z całkiem innego świata niż mój. Rozpraszałam jednak te obawy myślą, że będzie przy mnie Frederick, który odważył się posłuchać głosu serca mimo różnic klasowych. Te przecież dało się przezwyciężyć. W powieściach miłość była zdolna pokonać jeszcze większe przepaści: Elizabeth Bennett i pan Darcy, Gabriel i Bathsheba, Jane Eyre i pan Rochester. Nie wspominając o Kopciuszku – i choć to tylko bajka, opowieść, która przetrwała tak długo, musiała kryć w sobie ziarno prawdy”.
Jednak wkrótce okazuje się, że wszystko to pozory, gra. Elinor i jej ojciec zostali wmanewrowani – ze względu na swój majątek, który pozwolił zniwelować różnice społeczne – przynajmniej do pewnego stopnia („nie mogłam wyprzeć ze świadomości przeświadczenia, że dla tych ludzi jestem nikim. Tylko przepustką do fortuny ojca. Zdobyli ją, a ja po prostu przypadłam z nią w udziale, jak końcowe zrzynki na beli bawełny” – skarży się narratorka). Choć Elinor próbuje manifestować siłę i niezależność, jej charakter szybko zostaje utemperowany. Jak mówi szwagierka Elinor: „Nie życzą sobie córki króla bawełny, masz być cicho i się podporządkować, by mogli zapomnieć, że kiedykolwiek musieli sięgnąć po pieniądze z przemysłu dla przetrwania”.

Mimo wszystko główna bohaterka coraz lepiej odnajduje się w swojej roli, zaczyna grać zgodnie z narzuconymi jej regułami – co nie znaczy, że jest szczęśliwa przy niekochającym jej mężu, opresyjnych teściach, konieczności wpisania się w zasady, których nie akceptuje. Oderwaniem od codzienności ma być dziewiczy rejs Titanikiem – hojny prezent od ojca („Płynęliśmy do Nowego Jorku największym okrętem świata. Więc każde marzenie mogło się spełnić”). Elinor nawet nie przypuszcza, jak w jednej chwili zmieni się jej życie. W niespodziewanej katastrofie giną m.in. jej mąż, ojciec, a także… ona sama, przynajmniej oficjalnie. Tak naprawdę podaje się za Molly Mortimer – opiekunkę do dziecka, która również nie przeżyła katastrofy. Plan jest szalony, ale wydaje się jedynym rozwiązaniem – Elinor nie może wrócić do Anglii w obawie przed tym, że malutki syn zostanie jej odebrany.
„Tylu ludzi nie dostało szansy dalszego życia, a ja na pokładzie Carpathii postawiłam, że nie zmarnuję swojej. Choć raz dokonałam wyboru, biorąc odpowiedzialność za własny los. Gdybym zrezygnowała, znów stałabym się marionetką w cudzych rękach.
Jesteś teraz Molly, a ona sama o sobie decydowała”.
Elinor wraz z synem zamieszkuje u obcych ludzi, którzy uważają ją za swoją krewną. Musi nauczyć się życia w biedzie, a także wszystkiego od podstaw (od obierania ziemniaków, aż po szycie bluzek). Nowa egzystencja, choć tak różna od poprzedniej, nieoczekiwanie przynosi jej dużo szczęścia, pozwala dojrzeć i odnaleźć własną stłamszoną dotąd siłę.

„Udawanie innej osoby ma to do siebie, że stopniowo wchodzi w krew, aż pewnego dnia robi się to całkiem bezwiednie. Nie przeobraziłam się w Molly Mortimer – przecież ledwie ją znałam – ale nie byłam nieporadną Elinor Coombes, która nie umie obrać ziemniaka, a tym bardziej zahukaną żoną, jaką uczyniono mnie w Winterton Hall. Byłam tym, kim moli chciała być: nowojorczanką, która ciężką pracą zarabia na dobrą przyszłość dla siebie i swojego syna”.
Ale ile można udawać? Przecież sekret Elinor musi w końcu wyjść na jaw. Jaką cenę przyjdzie jej zapłacić za mistyfikację?
Choć Zaginiona z Titanica zaczyna się jak pierwszy lepszy romans osadzony w dawnych realiach, okazuje się całkiem sprawnie napisaną powieścią historyczną z niezwykłą bohaterką w roli głównej. Choć sam Titanic zajmuje mniej miejsca, niż by mógł (a ze słynnych postaci historycznych obecnych na statku pojawiają się tylko kapitan, Thomas Andrews – niewymieniony z nazwiska – i Dorothy Gibson, aktorka), Frances Quinn udało się wiarygodnie oddać traumę ocalonych, koszmary, z jakimi muszą się zmagać. Śledzi się historię Elinor z zaangażowaniem i czyta się naprawdę dobrze (choć przepuszczono parę anakolutów w rodzaju: „Opowiadając o tym, z jaką nadzieją Molly planowała przyszłość dla siebie i swojego nienarodzonego dziecka, do oczu nabiegły mi łzy”). To porywająca opowieść o kobiecie, która w obliczu tragedii znalazła w sobie odwagę, aby rozpocząć zupełnie nowy rozdział. Głównej bohaterce chce się kibicować od pierwszej do ostatniej strony.
Warto przeczytać – nie tylko ze względu na motyw Titanica.
Źródło cytatów: Frances Quinn, Zaginiona z Titanica, tłum. Anna Sauvignon, Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2026.
Źródło grafiki: https://www.reddit.com/r/titanic/comments/1cyehe6/rms_titanic_sinking_1943_1953_1958_movies_scenes/?tl=pl
