Praktycznie koniec marca, a zatem pora zakończyć marcowy konkurs. Mogliście wygrać „Emily ze Srebrnego Nowiu” Lucy Maud Montgomery w nowym tłumaczeniu Anny Bańkowskiej. Kto pozna główną bohaterkę, nieźle rokującą pisarkę?
Emily ze Srebrnego Nowiu Lucy Maud Montgomery to jedna z najbardziej pisarskich książek, jakie znam. Cieszę się, że w ramach konkursu mogłem się z wami podzielić tą historią. Napisaliście wiele świetnych prac. Każda właściwie się broniła, więc wybór tej zwycięskiej trójki nie był łatwy. Jak zwykle decydowały niuanse. Egzemplarze konkursowe ufundowało Wydawnictwo Marginesy. Na czyim regale zamieszkają?
Zdecydowaliśmy, że nagrody otrzymają (w kolejności nadsyłania prac): Kasia, Michał i Emi.
Wszystkie prace znajdziecie tutaj. A oto te trzy zwycięskie.
Kasia napisała taką miniaturkę:

„Od początku nie spuszcza z oczu ołtarza, by nie przegapić ani sekundy z wydarzeń, rozgrywających się u stóp ukrzyżowanego Jezusa. Prawie nie mruga, nie pochyla głowy nawet, kiedy trzeba w pokorze skłonić się przed świętością, nie odwraca się, gdy błysk lampy aparatu, a może zbłąkany promień słońca odbity od wzniesionej monstrancji oślepia ją na ułamek sekundy. Chce widzieć wszystko i nie przeszkodzą jej ani szczypiący dym kadzidła, ani wzbierające łzy.
Tam stoi jej jedyne dziecko, przepełnione wzruszeniem i miłością. Widzi jego zdenerwowanie – przygryza wargę tak samo, jak kiedy przyszło mu grać tulipanka w przedszkolnym przedstawieniu z okazji Dnia Matki. Ale tak, jak wtedy, wiele lat temu, trema nie powstrzymuje go przed wygłoszeniem powierzonej kwestii. Głos mu nie drży, gdy powtarza słowa ślubowania wyraźnie, donośnie, by usłyszano go w ostatnich ławkach.
Jest z niego dumna. Jest dumna z siebie, bo to ona wychowała go na tak wspaniałego człowieka. Ale dumę niespodziewanie przesłania cień innego uczucia. „Poczekaj, aż sama zostaniesz teściową” – powtarzała jej tyle razy Alinka, a ona pobłażliwie przytakiwała, wiedząc, że jej to nigdy nie spotka. Teraz rozumie, dlaczego Alinka na każdym zdjęciu ze ślubu swojego syna ma kwaśną minę.
„To mnie kochał pierwszą” – myśli, pozwalając swojemu spojrzeniu podążyć za spojrzeniem syna, na tę drugą twarz, w którą on wpatruje się z oddaniem, piękną twarz z rzeźbionymi rysami i smutnym uśmiechem. „To ja nauczyłam go kochać Ciebie! A Ty czego go nauczysz? Jak złamać matce serce?”
Jezus nie odpowiada.
Ona potem powie Alince, jak piękne były święcenia, a ten grymas na zdjęciu to dlatego, że błysk światła zmusił ją do zmrużenia oczu”.
Michał zaproponował taki tekst:

Stoimy na tarasie w Khasab. Oman ma być naszym pożegnalnym wypadem. Tego się spodziewamy. Kiedy się zdarzy to, na co wszyscy czekają? Dziś, jutro? Nie wiem. Patrzymy na ciemne wody cieśniny Ormuz. Gdzieś za nami wznoszą się góry Musandamu. Widzę migoczące światła na horyzoncie – świetliki życia po stronie Iranu. Wynająłem piękny apartament, jest szampan. Wszystko dla mojej Nur. Jest taka piękna.
– Khlaid? – pyta mnie. – Pamiętasz, jak uczyłeś mnie liczyć, gdzie jest burza?
– Tak. Piorun, a potem każde trzy sekundy to kilometr.
– Teraz też tak będzie?
– Nie wiem. Może.
Chcę powiedzieć więcej, ale nie zdążam. Niebo przecina błysk. Wszystko staje się płaskie, prześwietlone. Światło znika tak szybko, jak się pojawia. Zostają powidoki.
– Raz, dwa… – liczy Nur.
Cisza. Nienaturalna, jakby coś wessało dźwięk. Gdzieś nad Bandar Abbas rośnie chmura.
– Dziewięć, dziesięć…
Kładę jej palec na ustach.
– Nie licz. Pocałuj mnie i powiedz, że mnie kochasz.
Szyby wchodzą w coraz silniejsze drgania. W mojej głowie narasta ciśnienie, a powietrze jakby gęstniało.
– Kocham cię.
Nur przywiera do mnie. Drży, ale inaczej niż kieliszki szampana na stole.
– Boję się – szepce mi w ramię.
– Ja też…
Spoglądam w jej oczy. Jeśli dziś wszystko się skończy, chcę zobaczyć coś innego niż światło śmierci nad Iranem. Niech to będzie blask w jej oczach. Miłość. Nic nam jej nie odbierze.
Nic innego już nie będziemy mieć.
Emi stworzyła kolejny wpis z Dziennika Anny Frank (na zdjęciu powyżej).
Z pamiętnika Anne Frank

Kitty, widziałam coś pięknego! Wiem, to brzmi dziwnie, skoro trwa wojna i ukrywamy się jak myszy. Jemy tylko ziemniaki, a ja dzielę pokój z Dusselem, który chrapie i zajmuje mój stolik. Na szczęście jest Peter i jego dziupla. Gdy siedzimy na otomanie i nasze ramiona się stykają, w moim brzuchu podrywają się motyle. Nocne – u nas nie ma kolorów. Wczoraj, gdy dorośli zebrali się we wspólnym pokoju, poszłam do Petera i… nie, Kitty, nie pocałowaliśmy się! Choć chciałabym (mama i Margot nie byłyby zachwycone!).
– Pokazać ci coś? – spytał Peter. Błysk w jego oczach sprawił, że zabrakło mi słów. Mnie, takiej wygadanej i śmiałej! Podszedł do wmontowanej w ścianę drabiny. Zakryłam usta. Nie wolno nam wchodzić na strych!
– Nikt się nie dowie – zapewnił.
Wspiął się na szczebel, pchnął klapę. Skrzypnęła, ale otworzyła się.
Peter mnie asekurował. Jego dłonie na moich udach przyprawiały mnie o dreszcze. Mama pewnie dałaby mi w skórę, a Margot stwierdziłaby, że zachowuję się nieobyczajnie.
Na strychu panował jeszcze większy mrok niż na dole. Kurz, skrzynie, worki, pajęczyny. Brr! Czyżby Peter stroił sobie żarty? Jedną ścianę zasłaniał koc. Peter chwycił jego rąbek, uchylił. Okno dachowe mrugnęło do nas szczeliną. Przylgnęłam twarzą do szyby.
Ach! Przede mną rozścielało się niebo! Atramentowe, usiane gwiazdami. Peter ujął delikatnie mój podbródek, nakierował wprost na księżyc (dobrze, że nie widział moich rumieńców). Błysk księżyca rozjaśniał niebo aureolą. Hipnotyzował. Pękaty jak chleb nasyciłby naszą ósemkę. Zachciało mi się płakać. Ostatnio tak mam, śmieję się i beczę. Peter przestraszył się, puścił koc. Niebo schowało się. Ale ja wiem, Kitty, że księżyc tam jest. Świeci co noc.
Serdecznie gratuluję laureatom oraz osobom, które wzięły udział w konkursie. Możecie być z siebie dumni! A po Wielkanocy zaproszę was do kolejnego konkursu.
Źródło cytatów: https://blog.pasjapisania.pl/2026/03/15/emily-ze-srebrnego-nowiu-konkurs/

Ojej, dziękuję! Nie wiem jak się ten mój błysk przebił wśród tylu wspaniałych, oślepiających, poruszających trudne tematy, osadzonych w ciekawych okolicznościach historycznych i w ogóle, tekstów, ale fajnie będzie sprawdzić, czy Emilka się postarzała przez te pewnie ze trzydzieści lat, odkąd ją ostatnio widziałam 😁 A może wręcz przeciwnie, w nowym tłumaczeniu odmłodniała?
Konkurs naprawdę na najwyższym poziomie, gratuluję wszystkim, a Emi, Michał, stać z Wami na podium to zaszczyt!
Ja też bardzo dziękuję!!!
Jestem przeszczęśliwa, bo kocham serie o Emilce ze Srebrnego Nowiu i i chętnie przytulę najnowszą wersję.
Będę ją czytać wspólnie z córcią, która też wzięła udział w tym konkursie i jestem z niej mega dumna!
Ps. Przeczytałam wszystkie Wasze prace, jak zwykle podziwiam Waszą kreatywność, wyobraźnię i warsztat i to naprawdę niebywałe, jak wielkie pole do interpretacji dał ten „błysk”, prawda?