A autorzy lubią wracać do swoich historii. Niedawno Katarzyna Grochola powróciła do swojego cyklu „Żaby i anioły”, który rozpoczęła jej najsłynniejsza książka: „Nigdy w życiu”. Jak się układa Judycie po dwudziestu latach?
Katarzyna Grochola to jedna z najpoczytniejszych współczesnych polskich pisarek. Tworzy przede wszystkim literaturę popularną. Wielką sławę przyniosła jej powieść Nigdy w życiu, wydana po raz pierwszy w 2001 roku.

Judytę, jej główną bohaterkę i narratorkę, nazywano polską Bridget Jones. Pokochały ją miliony czytelniczek, a także czytelników. To właściwie dość prosta, ale przy tym krzepiąca historia kobiety, którą po wielu latach małżeństwa porzucił mąż, co paradoksalnie otworzyło dla niej nowy obiecujący rozdział. Wyprowadziła się na wieś, wybudowała dom, znalazła o wiele lepszego mężczyznę i o wiele większe szczęście niż to dotychczasowe, w małżeństwie, u boku oschłego, niewiernego męża. Ta opowieść okazała się ważna dla wielu kobiet, wydaje się, że stanowiła też inspirację dla kolejnych pisarek i rodzimej chick-litowej literatury. Na fali popularności Nigdy w życiu Katarzyna Grochola stworzyła kolejne książki o perypetiach Judyty: Serce na temblaku, Ja wam pokażę! i A nie mówiłam? Pierwsza część została fenomenalnie zekranizowana z udziałem wielu gwiazd (m.in. Danuta Stenka, Jan Frycz, Joanna Jabłczyńska, Joanna Brodzik, Artur Żmijewski, Kinga Preis, Marta Lipińska, Krzysztof Kowalewski) i do dziś stanowi wzorzec dobrej komedii romantycznej. Z kolei Ja wam pokażę doczekało się dwóch ekranizacji – w formie filmu z Grażyną Wolszczak (na którego poziom lepiej spuścić zasłonę milczenia) oraz serialu z Edytą Jungowską. Mamy do czynienia z niewątpliwym fenomenem. Nic dziwnego, że powrót Katarzyny Grocholi do uniwersum Judyty potraktowano jak wielkie wydarzenie literackie. Jak prezentuje się Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później?
„Byłam porzuconą kobietą. Pamiętam, jak się wtedy czułam. Pamiętam, że życzyłam przyszłej żonie mojego Eksia ospy i złotych zębów.
I pamiętam również, że to było najlepsze, co mi się zdarzyło w życiu.”

Co ciekawe i pomysłowe, Właśnie, że tak!… rozpoczyna się tym samym zdaniem, które otwierało Nigdy w życiu: „Jestem porzuconą kobietą”. Tym razem jednak nie są to słowa Judyty, ale innej kobiety, co otwiera furtkę do szczęśliwie pogrzebanej trudnej przeszłości. Judyta jest już po pięćdziesiątce. Z Adamem, kilka lat starszym, tworzą szczęśliwe, zgrane małżeństwo. Wciąż przyjaźni się z Ulą, sąsiadką, którą traktuje jak kogoś z zapłotnej i nie do końca spokrewnionej rodziny. Straciła już ojca. Były mąż Judyty, wciąż zwany Eksiem, pozostał wierny swojej drugiej żonie – Joli. Z kolei córka Judyty, Tosia, wyjechała daleko. Tłumaczy z angielskiego, żyje w nieformalnym związku z Wacławem, z którym ma trójkę dzieci: Jaśka, już prawie maturzystę, czternastoletnią Julkę i pięcioletnią, uroczą Wandę. Judyta i Adam prowadzą dość staroświecką instytucję – tradycyjne biuro matrymonialne. Nie brakuje im klientów, zmęczonych rozczarowaniami z Tindera. Mimo wszystko Judyta czuje upływający czas, skarży się, że świat jest dla niej coraz bardziej niezrozumiały. Z drugiej strony zarzeka się, że nie musi być nowoczesna. Nie rozumie, czemu Tosia nie wzięła ślubu. Nie trafia do niej całkiem rozsądny argument córki: „Nie tylko twój sposób na szczęście jest właściwy”. Judyta mówi: „Nie o takim życiu marzyłam, jeśli chodzi o Tosię”.
I właśnie sprawy Tosi napędzają fabułę tej powieści. Tosia wbrew sobie powtarza historię matki. Porzucona przez Wacława, który ma romans z przyjaciółką rodziny, najpierw się załamuje. Przyjeżdża wraz z dziećmi do domu matki, gdzie stopniowo odżywa i bierze przyszłość we własne ręce. Stworzy coś nowego, pojawią się obiecujące perspektywy. Pojawiają się też wątki towarzyszące, związane z kolejnymi parami z biura matrymonialnego – często chodzi tu o komedię omyłek.

Ciekawie wypada portret Judyty, dość niejednoznaczny. Prawdopodobna sympatia, którą odczuwali czytelnicy przy poprzednich tomach, tutaj może pozostać wystawiona na próbę. Być może taki właśnie był zamysł Katarzyny Grocholi. Judyta jest nadal swojska i chce się jej kibicować. Jednocześnie razi i męczy pewna jej staroświeckość i konserwatyzm. Dla córki widzi jedną drogę szczęścia, chce jej pomóc, ale ta pomoc idzie za daleko. Judyta wtrąca się w jej sprawy, konszachtuje, jakby sama wiedziała, co jest dla Tosi najlepsze (wchodzi tym samym w buty własnej matki). Drażni też fakt, że jako prowadząca biuro matrymonialne często nieprzychylnie ocenia klientów, chociaż w tym przypadku na końcu przychodzi słuszna autorefleksja: „Przecież ja się w ogóle nie nadaję do tej roboty! Tej ani żadnej innej! Moje warsztaty z empatii poszły na marne. Moje wyobrażenie na temat mojej jedynie słusznej wizji świata jest silniejsze niż cokolwiek na świecie!”. Symboliczne wydaje się też przyjście do biura mężczyzny, który chciałby znaleźć sobie męża – również dzięki niemu główna bohaterka nieco bardziej się otworzy na dzisiejszy świat, przełamie.

Fabuła jest dosyć wątła, wszelkie problemy rozwiązują się w zasadzie dość szybko i bez większych kolizji, a powieść jawi się raczej jako zbiór często powiązanych na słowo honoru scenek – i jeśli część z nich by wycięto bądź sprowadzono do kilku zdań, raczej mało kto zauważyłby różnicę. Gdzieniegdzie pojawią się przejmujące fragmenty (nieprzepracowana żałoba po śmierci ojca Judyty) czy ciekawe obserwacje („Myślisz, że dlaczego terapeuci mają pełne ręce roboty? Bo straciliśmy zdolność porozumiewania się, ludzie informują się o tym, co robią i co jedzą na fejsie, dostają sto pięćdziesiąt lajków i myślą, że mają stu pięćdziesięciu znajomych. – Adam był niezrażony. – A gdy przychodzi co do czego, to nie umieją się dogadać z drugim człowiekiem…”). Niemniej może nie o zwartą fabułę tu chodzi, a o możliwość zanurzenia się na powrót w dobrze znanej historii, ciepłej, krzepiącej i dającej nadzieję. Sama Grochola ustami Judyty zdaje się usprawiedliwiać: „Sztuka to piękno i radość (…). Mam w nosie, co o mnie pomyślą przyszłe pokolenia, wolę sztukę, która nie przytłacza i tyle”.
Właśnie, że tak… to przykład całkiem sprawnie napisanej literatury kocykowej. I ta powieść sprawdza się w rzeczy samej jako taka literatura. A fanów Judyty do sięgnięcia po nią zachęcać szczególnie nie trzeba.
Źródło cytatów: Katarzyna Grochola, Właśnie, że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2026.
Źródło grafiki: https://film.interia.pl/wiadomosci/news-nigdy-w-zyciu-danuta-stenka-mogla-nie-zagrac-w-filmie-tworcy,nId,6840607
