Lektura na weekend – Między miłością a obcością

W „Prawdziwych Amerykanach” do głosu dochodzą matka, syn i babka – reprezentanci trzech pokoleń, osoby niby z jednej rodziny, niby kochające się, a trzymające się na dystans, jakby sobie obce. Co zaważyło na ich relacjach? Jaką przekazują sobie historię, jakie traumy?

Powieść Prawdziwi Amerykanie Rachel Khong zaczyna się historią miłosną z początku wieku. Na imprezie firmowej wpadają na siebie Matthew Allen i Lily Chen. Zbliża ich do siebie organizowana przy okazji loteria i wygrany przez Matthew, a niepotrzebny mu telewizor. Są z zupełnie różnych światów. On pochodzi z zamożnej (a nawet naprawdę zamożnej) rodziny Maierów. Ona to córka chińskich naukowców, którzy uciekli z ojczyzny w trakcie brutalnej rewolucji kulturalnej zarządzonej przez Mao. Lily nie wierzy, że mogłoby im się udać („Zastanawiałam się, czy to właśnie było to – niezobowiązująca znajomość, którą błędnie wzięłam za coś poważniejszego. Może byłam zbyt zakochana, by dostrzec sygnały”). Rodzice Lily, zwłaszcza matka, nie wydają się im przychylni. Ona sama sabotuje ten związek. Wbrew przeciwnościom ci dwoje pobierają się, rodzi im się syn. A jednak sprawy przybierają nieoczekiwanie dramatyczny obrót. Dlaczego?

Rok 2021. Nastoletni Nick wychowuje się w niepełnej rodzinie – nie zna swojego ojca. Wymagająca i nieustępliwa matka konsekwentnie odcina go od informacji. Są tylko we dwoje – i to dla chłopca obciążające („Odkąd pamiętam, miałem wrażenie, że ciąży na mnie odpowiedzialność bycia całym jej światem”). Jako syn białego ojca i chińskiej matki rozwija się w świadomości dwóch kultur: „Wraz z matką byliśmy amerykańską rodziną, a jednak – jak sądziłem – to nie było po amerykańsku, że kochała mnie tak bardzo. Czyżby to było chińskie? To chyba jakaś synteza tych dwóch pierwiastków, które się połączyły, tworząc nowy związek. Często czułem, że jej miłość to dla mnie ciężar”. Nick dorasta i nieoczekiwanie ma możliwość skontaktować się ze swoim ojcem, nadrobić stracone lata, nawiązać więź, której dotąd nie było. Tłumaczy się: „Nie mógłbym sobie wymarzyć lepszej matki, a jednak marzyłem – nic nie mogłem na to poradzić – także o ojcu”. Matthew jest chętny, aby poznać swojego syna, z którym nigdy nie chciał tracić kontaktu – ale czy im się uda?

Rok 2030. May jest już u schyłku życia. Opowiada swoją historię. Urodzona jako chińska chłopka (i ogólnie jako kobieta!) nie miała wielkich perspektyw w swojej ojczyźnie, ale pozostała ambitna i była gotowa dalej się uczyć. Jakże znamienny jest dialog z ukochanym Pingiem:

„- Będę Marią Curie – powiedziałam mu.
– Jesteś w złym kraju – odparł Ping, kręcąc głową.”

Nadchodzi koszmar rewolucji Mao i jeszcze bardziej zacieśnia jej świat (rozdziały bardzo wiarygodnie opisujące bezmyślne niszczenie dziedzictwa kulturowego i narastający terror, w który ochoczo angażują się ludzie, zaliczają się do najmocniejszych w powieści). Choć May wierzy, że jako naukowczyni pozostaje pod swoistą ochroną, szybko pozbywa się złudzeń. Ucieka do Hongkongu, a stamtąd do Ameryki – po lepsze jutro. Mimo wszystko ten american dream nie jest idealny. Z pewnych względów trudno jej nawiązać relacje z jedynym dzieckiem: córką Lily. Zresztą po części to wina tego, jak sama została ukształtowana kulturowo. Po latach w swojej opowieści będzie się chciała wytłumaczyć:

„Chciałam powiedzieć, że mi przykro. Chciałam wyjaśnić liczne powody, dla których cię zawiodłam. Chciałam udowodnić, że miałam dobre intencje. Wierzyłam, że robię to, co dla ciebie najlepsze”.

Prawdziwi Amerykanie to poruszająca i złożona powieść o teoretycznie najbliższych ludziach, którzy pozostają dla siebie niemal obcy – z wyboru lub z konieczności. Rachel Khong oddaje głos reprezentantom trzech pokoleń. Lily, Nick i May opowiadają o traumach, które ich ukształtowały – zarówno historycznych, jak i zrodzonych właśnie w domu. Choć formalnie – i genetycznie! – są jedną rodziną, narasta między nimi obcość, nieporozumienia. Istnieje między nimi wielka miłość (między Matthew i Lily, między May i Lily, między Nickiem i każdym z jego rodziców). Każde z nich ma swoje tajemnice wielkiego kalibru. Co więcej, każdy rodzic chce jak najlepiej dla swojego dziecka – ale konsekwencje są nie do przewidzenia (najbardziej szokującym wątkiem w powieści jest być może ten związany z genetyką – w rezultacie jeden z bohaterów czuje się jak „dziwaczny genetyczny zbieg okoliczności”).

Zastanawiającym aspektem jest nienazwany tu po imieniu rasizm. To problematyka jakby żywcem wzięta z Wszystko, czego wam nie powiedziałam Celeste Ng. Kolor skóry – inny niż biały – naznacza, zresztą w obie strony (urodzona w USA Lily skarży się, gdy odwiedza ojczyznę rodziców: „W Ameryce ludzie postrzegali mnie jako Chinkę, a tutaj z niemiłym zaskoczeniem jako Amerykankę”). May i Charles zrobili wszystko, żeby się zasymilować, aby ich córka miała lepszy start – ale wszyscy troje musieli się mierzyć ze społecznym odrzuceniem – jakby nie byli tytułowymi prawdziwymi Amerykanami:

„Moja matka i ojciec mówili w domu po angielsku, nigdy po chińsku. W każdą Wigilię na naszym kominku lądowały talerz z czekoladowymi ciasteczkami i szklanka mleka, którego żadne z moich rodziców nie mogło pić ze względu na nietolerancję laktozy. Musieli wylewać mleko Świętego Mikołaja do kanalizacji. Było tak, jakby kierowali się poradnikiem o tym, jak być Amerykaninem. Dla dzieci, z którym chodziłam do szkoły, te wysiłki nie miały znaczenia. Nawet jeśli jadłam takie same kanapki jak inne dzieci, z białego pieczywa z mortadelą, i mówiłam perfekcyjnie po angielsku, miałam twarz, która naznaczała mnie jako inną”.

„Miłość obnażała cię jak gotowaną rybę, z której zdziera się skórę” – stwierdza jeden z bohaterów. W Prawdziwych Amerykanach Rachel Khong członkowie tej rodziny się kochają, ale są rozdzieleni (emocjonalnie bądź całkiem dosłownie) przez Wielką Historię, okoliczności, niefortunne decyzje. Funkcjonują między miłością a wzajemną obcością. A jednak tej miłości udaje się przetrwać, więc jest nadzieja na pojednanie. To niebanalna, złożona, napisana z pasją literatura, taka, która zostaje w pamięci. Warto poświęcić jej swój czas!

Źródło cytatów: Rachel Khong, Prawdziwi Amerykanie, przeł. Kaja Gucio, Wydawnictwo Filia Literacka, Poznań 2025.

Dodaj komentarz